Rodzeństwo bez rywalizacji – czy to możliwe?

Czy możliwe jest rodzeństwo bez rywalizacji?

Nie 🙂

Rodzeństwo jest jak mała, acz dynamiczna grupa, utworzona naturalnie, choć jej członkowie nie mieli na to wpływu.  Każdy z nich obdarzony jest innym temperamentem, charakterem, osobowością, pragnieniami, potrzebami – mają też jeden wspólny cel – przetrwać. I robią to po swojemu. Łączy ich konflikt tych samych interesów – mama jest moja, tylko moja oraz nieodgadniona wspólnota i więź, którą wciąż na nowo odkrywają podczas przebywania razem, zabawy czy też kłótni.

Pojawienie się rodzeństwa na świecie jest dla dziecka bardzo trudnym przeżyciem. Często porównuje się tę sytuację do takiej, gdzie mąż mówi do swojej żony – „Kochanie, jesteś taka urocza i dobra. Tak bardzo Cię kocham, że postanowiłem dzielić tę miłość i sprawić sobie jeszcze jedną żonę. Czyż to nie wspaniałe?” A potem okazuje się jeszcze, że ta nowa żona jest taka śliczna i słodka i taka bezbronna i maleńka, że nic tylko ją przytulać trzeba, kochać  i się nią opiekować. „Czyż to nie urocze, kochanie”?

Może trudno w to uwierzyć, ale dla dziecka, pojawienie się rodzeństwa jest analogiczną sytuacją. Oto na świecie pojawia się ktoś, kto zajmuje moje miejsce, z kim teraz będę musiał dzielić czymś, co jest całym moim światem – rodzicami. I choć rodzice naprawdę się starają, aby przyjęcie nowego członka rodziny było dla dziecka jak najmniej traumatyczne – dziecko będzie robiło wszystko, by się nimi nie dzielić. Będzie zazdrosne o każdy uśmiech, uwagę i gest miłości. Z kolei młodsze dziecko, które pojawiło się na świecie będzie coraz większe, bardziej uspołecznione i z czasem zacznie obserwować i powielać schematy starszego, myśląc, że tak właśnie trzeba.

Rywalizacja jest naturalną właściwością, jaką można zaobserwować w   rodzeństwie.

Nawet dorośli ludzie czują ucisk w sercu, kiedy zdarzy im się słuchać opowieści swojego rodzica, który z dumą rozprawia o tym, jak jego (inny) syn, czy córka świetnie sobie radzą, ile w życiu osiągnęli i czego to nie widzieli.

I choć nie wyeliminujemy całkowicie rywalizacji między rodzeństwem, możemy nauczyć się jej nie podsycać, nie wspierać, nie eskalować. Innymi słowy sprawiać, że jej obecność będzie przydatna w rozwoju pozytywnych relacji pomiędzy rodzeństwem oraz innych ważnych umiejętności.

Co zatem powinniśmy robić a czego unikać?

Rodzeństwo bez rywalizacji – czy to możliwe?
czytaj dalej

Moje Top Ten – czyli najlepsze książki o wychowaniu, jakie polecam.

Na półkach księgarń roi się od książek o tym, jak wychować dziecko wielu różnych autorów.  Spośród wszystkich pozycji, jakie kiedykolwiek wpadły mi w ręce wybrałam te, które moim zdaniem są najbardziej wartościowe i uznałam, że to najlepsze książki o wychowaniu.

Wszystkie mają podobne przesłanie. Autorzy piszą o dzieciach w sposób podmiotowy,  traktując je jako odrębne istoty mające własne zdanie, uczucia, potrzeby. Drugą istotną wspólną cechą książek jest założenie, że aby wychować dzieci warto skupić się nie tylko na konkretnych „działaniach wychowawczych” ale również na tym, jakie jest nasze dziecko, na własnym rozwoju, własnych potrzebach oraz relacjach między nami i dzieckiem. W książkach tych nie znajdziesz sposobów typu, „jak przechytrzyć dziecko, by zawsze robiło, to, co chcemy”.

Oto – według mnie – najlepsze książki o wychowaniu:

Moje Top Ten – czyli najlepsze książki o wychowaniu, jakie polecam.
czytaj dalej

Koszmarny Karolek – nie taki koszmarny – recenzja.

Kto zna Karolka ręka do góry?

Czyż nie jest on zabawny i uroczy? Czyż nie wymyśla co chwilę coraz to nowych psot i z miną niewiniątka udaje, że to nie on? Czyż nie protestuje, jak większość dzieci, kiedy musi zjeść szpinak albo położyć się spać?

No, ale jego rodzice wciąż mówili do niego „Karolku, nie bądź koszmarny”, a tym samym popełniali błąd wychowawczy, których zresztą na sumieniu mieli znacznie więcej 😉

 

Koszmarny Karolek – nie taki koszmarny – recenzja.
czytaj dalej

Ten ostatni raz.

Kończą się właśnie wakacje a to taki czas, kiedy rodzice wpadają w zakupowy szał i kompletują tak zwaną wyprawkę szkolną.

Wybrałam się więc i ja z moimi 3 uczniami, z każdym osobno.

A w tym roku szczególnie zależało mi na tym, aby wybrać się na zakupy szkolne z moim najstarszym synem, 18-sto latkiem, uczniem klasy maturalnej.

Pomyślicie…

Co to za głupota iść z dorosłym dzieckiem po zeszyty i długopisy? Przecież może to zrobić sam i nawet lepiej mu wyjdzie.

Owszem. Zgodzę się. I tak chciał. Ale prosiłam go, aby nie odbierał mi tej przyjemności i ostatecznie zgodził się, bym towarzyszyła mu na szkolnych zakupach – ten ostatni raz.

Ten ostatni raz.
czytaj dalej

Praktyczne umiejętności, które wynosi się z domu.

Być może będziesz nieco rozczarowana tym wpisem. Może oczekiwałaś, że napiszę o takich ważkich i wielkich umiejętności, jak „adekwatna samoocena”, „asertywność” albo „systematyczność w odrabianiu zadań domowych”.

Ale ten wpis jest nie o tym.

To wpis o ZARADNOŚCI ŻYCIOWEJ, jak nazywam praktyczne umiejętności, które wynosi się z domu. I które – moim zdaniem – warto wpoić dzieciom, zanim pójdą w świat. A są tak oczywiste, że być może nawet zbyt oczywiste, by zaprzątać sobie nimi głowę.

A jednak.

Przekonałam się ostatnio na własnej skórze, że ich brak wychodzi prędzej, niż nam się wydaje.

Gościłam u siebie kilkoro młodych ludzi. I od razy spostrzegłam, kto z nich był uczony  ZARADNOŚCI ŻYCIOWEJ, samodzielności oraz za kogo „mamusia wszystko robiła”.

Dlatego uważam te umiejętności za ważne.

Jakie umiejętności mam na myśli?

Praktyczne umiejętności, które wynosi się z domu.
czytaj dalej

Kupony na Dzień Dziecka – najlepszy prezent, który sprawia wiele radości. Puls moje pomysły.

Jak co roku również i w tym zrobiłam dla moich dzieci z okazji Dnia Dziecka specjalny prezent, jakim są KUPONY .

Co to takiego?

Otóż kupony to specjalne karteczki z atrakcjami dla dzieci, które można wykorzystać przez cały rok. Wiem, że takie kupony są również do kupienia w atrakcyjnej szacie graficznej. Ale tu nie o to chodzi. Kupony najlepiej jest zrobić samemu, gdyż tylko my – rodzice wiemy, co będzie najatrakcyjniejsze i będzie najlepsze dla naszego dziecka.

Kupony na Dzień Dziecka – najlepszy prezent, który sprawia wiele radości. Puls moje pomysły.
czytaj dalej

Czego dowiedziałam się podczas 18 lat małżeństwa.

Uśmiecham się do Ciebie poprzez obiektyw aparatu.

To zdjęcie sprzed 18 lat  zostało zrobione na zamku książąt Sułkowskich w Bielsku – Białej.  Było wtedy zimno, ale mnie nie straszny był deszcz, śnieg czy wiatr, nadszedł bowiem dzień, o którym marzy chyba każda dziewczyna (a przynajmniej tak było za moich czasów) czyli dzień mojego ślubu.

Nie będzie odkrywcze, co teraz napiszę, ale od tego czasu wiele się zmieniło w moim życiu. Młodzież, która wkracza w dorosłe życie przekonana jest, że te 18 lat to szmat czasu, podczas którego tyyle doświadczyli, tyyle przeżyli. Sama kiedyś miała osiemnastkę i wiem, jakie to wielkie przeżycie.

I choć teraz mogę otworzyć szampana z okazji drugiej osiemnastki, w ciągu której pewnie doświadczyłam więcej, niż wówczas ( a przynajmniej więcej pamiętam), to ten czas wydaje mi się mgnieniem oka a ja wciąż jestem tą samą osobą.

Metryka jednak nie kłamie i muszę uznać, że choć to wciąż ta sama ja, to z pewnym bagażem doświadczeń, dojrzałością, która pozwala mi na kilka słów podsumowania.

Nie. To nie będą dobre rady dla młodych małżonek. Daleka jestem od tego, by mówić ludziom, co będzie dla nich dobre, skoro jest dla mnie.

To takie moje osobiste refleksje,  ciekawostki  i odkrycia, których pewnie bym nie dokonała nie będąc żoną i mamą 🙂 .

Osiemnaście. Żeby było prościej – na każdy rok jedna 🙂

Zaczynamy:

Czego dowiedziałam się podczas 18 lat małżeństwa.
czytaj dalej

Co można zrobić w obliczu dziecięcej złości.

 

Jakiś czas temu napisałam dla Was artykuł o tym, jak pomóc dziecku poradzić sobie ze złością. Wpis nosi tytuł – sposoby na dziecięcą złość.  Znaleźć w nim można różne sposoby, które rodzic może wskazać dziecku, aby mogło ono samodzielnie poradzić sobie ze złością.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, jakie to trudne wyzwanie dla rodzica, który staje obok złoszczącego się dziecka. Często w tej właśnie chwili żadne argumenty nie trafiają do dziecka. I w żaden sposób nie można odwrócić w tym danym momencie jego uwagi i nakierować ją na inne tory.

Bo są dzieci, które potrafią złościć się „stale” i „o wszytko”:

Co można zrobić w obliczu dziecięcej złości.
czytaj dalej

Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.

Przedświąteczna Opowieść (dla rodziców).

Grudzień. Za oknem prószy śnieg. Para Młodych Rodziców krąży po centrum handlowym w poszukiwaniu idealnego prezentu dla swojego dziecka. To jego pierwsza gwiazdka, marzą więc, by było to coś fantastycznego i niepowtarzalnego. Po kilkunastu minutach kręcenia się w kółko kierują swe kroki do „Dziecięcej Krainy”, znanego sklepu, w którym można znaleźć wszystko.

Nieśmiało wchodzą do środka i rozglądają się niepewnie… nie wiedzą, co robić…

– W czym mogę państwu pomóc? – słyszą wesoły głos uprzejmej sprzedawczyni, która pojawiła się nie wiadomo skąd gotowa służyć radą i pomocą.

Mama spogląda na tatę i kiedy dostrzega porozumienie w jego oczach mówi:

– Szukamy czegoś dla naszego dziecka, to jego pierwsza gwiazdka.

– Chcemy – dodaje tata – aby było to coś radosnego, o wyrazistych kolorach, co przyciągnie jego uwagę.

– I miękkiego – uzupełnia mama – żeby mogło się przytulić i nie zrobić sobie krzywdy.

– Proszę za mną – uśmiecha się sprzedawczyni i prowadzi rodziców w kierunku pluszaków.

Sklepowe półki aż uginają się pod ciężarem puchatych zabawek o różnorodnych kształtach, kolorach i wielkościach. Niektóre z nich wyglądają niemalże, jak prawdziwe zwierzaki a od autentyczności odróżnia je tylko to, że się nie ruszają.

– Taaaak… – rzuca niepewnie tata – ale chcielibyśmy, aby to, coś stymulowało jego rozwój.

– Szybko mu się nie nudziło i nie powodowało alergii…. – dodaje mama.

Sprzedawczyni kieruje swe kroki do kolejnego działu. Tym razem z zabawkami edukacyjnymi dla maluszków. Zachęca rodziców, by podeszli razem z nią.

– Interaktywne zabawki, takie, jak te – mówi – świetnie stymulują rozwój. Ten oto tańczący, śpiewający żółwik wspaniale się sprzedaje a dzieci są nim zachwycone. A grająca, bajkowa książeczka była hitem ostatnich lat.

– Taaaak … – zamyśla się mama, przesuwając wzrokiem po sklepowych półkach – chcemy też, aby zapewniło mu to zabawę na wiele godzin.

Tym razem sprzedawczyni podprowadza rodziców w kierunku   działu z klockami. Wielkie pudła z wszelakimi, różnokształtnymi klockami, od plastikowych, gumowych, drewnianych po magnetyczne aż się proszą, by coś z nich zbudować.

– Ale zabawka musi być bezpieczna dla naszego dziecka. Nie mogę wciąż myśleć, że się zadławi, kiedy odwrócę  od mojego maleństwa wzrok…. – odważnie mówi mama.

– Chcemy też – rzuca niepewnie tata – żeby uczyła dziecko różnych umiejętności i zachowań, odróżniania emocji, tego co jest dobre a co złe…..

– I…..mówienia – dodaje niepewnie mama.

Sprzedawczyni zaprasza rodziców do działu elektroniki. Migocząco-grające kolorowe tableciki, wąskie smartfoniki z eco-plastiku, idealne do dziecięcych rączek już prawie trafiają do wciąż pustego koszyka z zakupami….

– Ależ proszę pani – w ostatniej chwili oburza się mama –  Przecież ekran dla takiego maluszka jest niezdrowy, może źle wpłynąć na rozwój jego komórek nerwowych….

– No i gotów jeszcze – mruczy tata pod nosem – się od tego uzależnić…..

Sprzedawczyni odwraca głowę w stronę dziecięcych książeczek. Już chce kierować tam swoje kroki, widząc jednak zdziwienie, zaskoczenie i niepewność swoich klientów mówi:

– Drodzy państwo, RODZICÓW NIE SPRZEDAJEMY !!!

 

Udostępnij, jeśli czujesz tak samo <3 <3 <3 

Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.
czytaj dalej

Ameryka od kuchni czyli Odyseja Umysłu Okiem Mamy – part II

Zastanawiam się dlaczego ta cała Ameryka wzbudza takie duże emocje. Dlaczego jest taka pożądana. Jednoczenie uwielbiana i nielubiana. Z jednej strony znamy słynny tekst Cezarego Pazury z filmu „Chłopaki nie płaczą” , który z dumą pyta i oznajmia: Byłeś w Stanach?…….no właśnie, a ja…….znam kogoś, kto był…” i z drugiej nucimy pod nosem piosenkę Seweryna Krajewskiego i jej wpadający w ucho refren: „Taka Ameryka, plastikowa kicha, zaszkodzić nam może, chroń nas dobry Boże”.

Może to dlatego, że coś co jest trudno dostępne a dla nas niezmiernie, chociażby przez przejście długiego, żmudnego i drogiego procesu otrzymania wizy jest takie atrakcyjne?

Zorganizowanie wyjazdu do USA dla 10 – cio osobowej grupy w szybkim terminie, jakim był miesiąc, nie było wcale łatwe. Zdobycie wiz, biletów na samoloty, zorganizowanie pobytu na miejscu w dniach poza konkursem  wymuszało na nas podejmowanie szybkich decyzji.   Dużą pomocą było tu skorzystanie z usług biura podróży, które zajmuje się takimi wyjazdami. Dzięki temu zdobyliśmy bilety samolotowe, których cena nie puściła nas z torbami i miejsca noclegowe poza Kampusem . Biuro wynajęło również samochód, którym grupa poruszała się po Stanach oraz zaplanowało miejsce do zwiedzania. Zdobycie wiz dla każdego uczestnika nie było dużym problemem. Otrzymali ją w trybie przyspieszonym, związanym z bliskim terminem konkursu, czyli konkretnym, wiadomym celem.

Koniec końców pojechali, wystąpili, zdobywając 10 miejsce w swojej kategorii , wrócili zadowoleni i – jak przepuszczam – uznali swój wyjazd za największą – dotychczasową ma się rozumieć – przygodę swojego życia.

Ameryka od kuchni czyli Odyseja Umysłu Okiem Mamy – part II
czytaj dalej