102 miesiące

442 tygodnie

8 i pół roku

3094 dni….

Niezapomniany czas. Pełen radości, bliskości i zachwytu ale także stresu, bezradności i zmęczenia.

Tyle w sumie trwała moja mleczna przygoda.

Dla jednych to powód do dumy, satysfakcji, imponujący wynik.

Inni z kolei z politowaniem pukają się w czoło, myśląc sobie, że to głupota i po co tak długo?

Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy tak planowałam i chciałam karmić, jak najdłużej – odpowiedziałabym, że nie. Wiedziałam tylko, że będę karmić piersią a, że tak długo? Tak po prostu wyszło. I trochę też z lenistwa 😉 (Kto by tam wstawał po nocach i mleko odgrzewał 😉 ).

Ale zacznijmy od początku.

 

Trudne początki. 

Pierwszy syn (12 miesięcy karmienia).

To były naprawdę trudne początki. 12 miesięcy, jak na tamte czasy, to było bardzo długo. Wówczas „moda na karmienie piersią” dopiero się rozkręcała a wcześniej panowała raczej moda na „nie-karmienie” a pokarm matki uważano za małowartościowy (słaby). W takim przekonaniu żyło pokolenie moich rodziców i nie wyobrażali sobie, że można inaczej.  Oj, nasłuchałam się wtedy sporo o słabym pokarmie, o tym, że dziecko nie dojada (tym bardziej, że ja sama jadam niewiele), że trzeba dokarmiać, dopajać, że pokarm matki to tylko taki …. DODATEK, itp. a butelka i smoczek to jest w ogóle absolutne must have każdego niemowlaka. Tak mi radziły wszystkie matki wokół mnie, które już odchowały dzieci, a innej drogi nie znały. Największą bzdurę, jaką w tamtych czasach usłyszałam od mojej ciotki, to było to, że kiedy jestem chora (np. przeziębiona) to koniecznie muszę dziecko odstawić, bo wszystkie zarazki przenikają do mleka i dziecko się od tego zaraża. Moje tłumaczenia, że to raczej przeciwciała przenikają do mleka były kwitowane prychnięciem.

Wcale też nie było łatwo w tamtych czasach nauczyć się karmienia. Nie było czegoś takiego, jak „doradca laktacyjny”, również położne w szpitalu średnio orientowały się w edukacji karmienia piersią. Uważały na przykład, że nie należy jeść marchewki, pizzy albo pomidorów ze skórką. Zastój pokarmu (nawał w 3 dobie) radziły leczyć masowaniem (masakra) zamiast po prostu karmieniem, lub odciąganiem. A kiedy dziecko płakało, bo nie mogło „zassać” nie pomagały opanować też sztuki, lecz przynosiły strzykawę z mieszanką i już się maluszek uspokoił – oczywiście na chwilę. Coś takiego, jak głębokie uchwycenie piersi przez dziecko (żeby nie pogryzło) też odkryłam z własnego doświadczenia albo może z jakieś książki, bo na pewno nie od położnej.

Pomimo tych wszystkich niedogodności i trudności, a także niewiedzy i niewielkiego wsparcia ze strony otoczenia wspominam te czasy naprawdę z uśmiechem na ustach. A skończyło się bardzo spokojnie przez samoodstawienie. Pewnie z obserwacji wiecie, że dziecko około 10-11 miesiąca w naturalny sposób traci zainteresowanie piersią. U jednych dzieci jest to ostateczne, inne jeszcze czekają na ten moment odstawienia. I tak było w przypadku mojego synka. W wieku około 11 miesięcy stracił zainteresowanie piersią i w ten sposób nasza przygoda dobiegła końca.

droga-mleczna-2

 

 

Specjalistka 🙂

Drugi syn (20 miesięcy karmienia)

Tu już sprawa była o wiele łatwiejsza. Jako doświadczona mama uznałam, że wiem, na czym rzecz polega i nie dałam sobie wmawiać niektórych spraw, takich, jak masowanie piersi z zastałym pokarmem albo dokarmianie dziecka strzykawką, bo płacze. Wiedziałam już czego chcę. Mądrości ludowe typu – obierz tego pomidora, albo nie jedz smażonego  – też włożyłam między bajki.

W czasie karmienia mojego drugiego synka poszłam do pracy. Miał wówczas 9 miesięcy. Pamiętam, jak dziś, moje wariacje z laktatorem w czasie 3 dni całodziennych szkoleń. I nie pytajcie, gdzie odciągałam ten pokarm 😉  Ale to były piękne czasy i dotrwaliśmy w naszej mlecznej przygodzie do samoodstawienia w wieku 20 miesięcy, czyli prawie dwóch lat. Odbyło się tutaj całkowicie bez smoczusia i butelki, a mój synek odciągnięte mleko pił ze zwykłego  kubka.

droga-mleczna-3

Trzeci syn (29 miesięcy karmienia)

Mój trzeci synek miał przemożną potrzebę ssania. Ssał albo cycusia albo smoczusia. Na zmianę. Cały czas. Tak to już jest u niektórych dzieci.

Tu również sprawa była łatwa, choć nie odbyło się bez typowych problemów, z którymi potrafiłam sobie radzić, tak, jak poprzednio. Ponadto były to czasy, kiedy w szpitalu nie stosowali od razu strzykawki z mieszanką, lecz starali się pomóc w rozkręceniu laktacji.

Przyznam się też szczerze, że kompletnie nie pamiętam, jak było z odstawieniem od piersi. Dwa i pół roku to już dosyć spore dziecko. Myślę, że oboje uznaliśmy, że czas już kończyć tę przygodę, choć jeszcze przez jakiś czas na  łasce mojego synka pozostał smoczuś. Albo odwrotnie.

droga-mleczna-4

Sama nie mogłam uwierzyć, jak mało mam zdjęć z czasów (aktów) karmienia. I chyba tylko to jedno nadaje się do publikacji a i tak daleko mu do doskonałości ;-).

 

Córka (41 miesięcy karmienia)

Być może zauważyliście, że ilość miesięcy karmienia zmienia się w podobny sposób, w pewnym ciągu arytmetycznym: 12 + 8 = 20 ;   20+9=29 , więc następnie powinno być  29+10=39. I było by równe 100 dni. No ale wyszło 41…. 🙂

Kiedy urodziła się moja córka (3,5 roku temu) karmienie piersią przeżywało prawdziwy rozkwit, co trwa nadal. Nie tylko warto karmić długo ale również można to robić w miejscach publicznych i nikogo nie powinno gorszyć ani zawstydzać. Jeśli ktoś ma z tym problem, powinien odwrócić wzrok.

W szpitalu, gdzie urodziłam córkę położna dziewczynie obok mówiła – „ależ ona jest rozkochana w cycusiu mamusi” – , więc tam naprawdę można było liczyć na fachową pomoc. A 15 lat wcześniej było to nie do pomyślenia, bo jak już pisałam, lekarstwem na trudności z laktacją była strzykawa z mieszanką.

Po urodzeniu córki świadomie podjęłam decyzję, że chcę karmić jak najdłużej, czyli przynajmniej dwa lata, chociaż dwa i pół też było by super. A typowe początkowe problemy, czyli  z pogryzieniem i zastojem pokarmu to już była pestka.

Możecie sobie wyobrazić, jaki przeżyłam szok, kiedy moja córeczka w wieku 11 miesięcy (podobnie, jak jej najstarszy brat) uznała, że dosyć już tego dobrego i kończymy karmienie. Przy każdej próbie przystawienia pojawiał się  wyraźny protest. Było to dla mnie trudne do zaakceptowania z dwóch powodów, które powstały w mojej głowie. Pierwszy jest ściśle praktyczny. Choć rozszerzałam dietę zgodnie z „kalendarzem”, to jednak wciąż głównym pokarmem mojej córki było mleko. Nie miałam więc pomysłu, co będzie jadła i czy da radę tak nagle przejść na zwykłą dietę. Drugi to była moja rozpacz –  „ale jak to – myślałam sobie – córeczkę mam karmić najkrócej? Nie, tak być nie może. A gdzie rodzicielstwo bliskości, gdzie więź, którą tak pragnęłam zbudować? No i to jest ostatnie dziecko, więc to już koniec, nie będzie już więcej karmienia? Takie właśnie egoistyczne pobudki targały mną i zmusiły do dwutygodniowej katorgi – odciąganie mleka i podawanie na łyżeczce. Córka ani smoczka ani butli nie znała, słabo też radziła sobie z kubeczkiem. Po dwóch tygodniach wróciła do karmienia, przewrotnie powiem, że „dzięki” chorobie, w której ukojenie cycusiem to najlepsze lekarstwo (przeziębienie z kaszlem, bólem gardła itp).

sdc12347

 

 

Jak łagodnie ostawić dziecko od piersi.

No i ta przygoda trwała i trwała bez końca. I był to naprawdę niełatwe i wymagające samozaparcia, bowiem moja córka potrafiła budzić się i ssać co chwilę. Kiedy zasypiała wieczorem o 20, potrafiła obudzić się trzy razy, zanim zasnęła „na noc”, czyli do kolejnej pobudki o 2 w nocy. Chwilami miałam dosyć. Znosiłam to jednak, no i przecież nie chciałam jeszcze wtedy jej odstawić. Potem jednak wyznaczyłam sobie termin – do trzecich urodzin. Niestety nie udało się, bowiem tak naprawdę nie byłam na to gotowa (ja, choć ona pewnie też). Żartowałam sobie wówczas, że teraz Karolinka pije „nielegalnie” 😉

Powiem Wam szczerze, że pod koniec karmienia, ukrywałam przed rodziną i znajomymi ten fakt. Kiedy zaczęły się wywijania oczami,  opady szczęki i wielce wymowny wzrok mówiący – takie duże dziecko albo w tym wieku??? uznałam, ze lepiej będzie, jeśli zachowam to dla siebie. Po co narażać się na zbędne dyskusje i tłumaczenia….

A dlaczego (bardziej lub mniej świadomie) odwlekałam  moment definitywnego odstawienia?

Targały mną pewne lęki,  a mianowicie takie:

  • że będzie bolało (ale w sumie co ????),
  • jako kobieta po 40 pewnie znacząco przytyję po odstawieniu,
  • jako kobieta po 40 i w o okresie przedmenopauzalnym (serio???) będę miała takie wahania hormonalne, że pewnie przytyję, wyłysieję, pojawią się na twarzy plamy, krosty i co tam jeszcze,
  • biust mi się zmniejszy i o zgrozo – opadnie (aaaaa!!!),
  • w jaki sposób uśpię dziecko, kiedy jedyny, jaki zna, to przy piersi (ewentualnie w wózku albo samochodzie)?
  • jak poradzę sobie, kiedy będzie chora, skoro, jedyny pokarm, jaki przyjmuje przy chorobie to mleko?

No, ale, jak skończyła te trzy lata i była na „nielegalnym”, utajnionym karmieniu, musiałam (chciałam) jakoś wziąć się w garść i zacząć działać.

Pierwsze co, to zaakceptowałam fakt, że kończymy. To było szalenie, szalenie istotne. Następnie zaczęłam stopniowe odstawianie, czyli redukcję karmień w ciągu dnia. Każde karmienie pojedynczo. Każde karmienie, które były przecież w miarę powtarzalne pojedynczo.  Każde zredukowane karmienie warto czymś zastąpić. Na przykład głaskaniem, smyraniem po nóżkach, przytulaskiem, książeczką, wodą. Pod sam koniec zostały tylko te dwa najtrudniejsze – poranne, około 5 rano, kiedy ma się rozumieć nie chciało mi się wstawać a dzieci mają wtedy ogromne pragnienie,  no i wieczorne, przed usypianiem. Zastanawiałam się, które zostawić, jako ostatnie. Trzecie karmienie od końca to tyło popołudniowe, kiedy zasypiała sobie na krótką, regeneracyjną drzemkę. Z tym poradziłam sobie bardzo łatwo i zastąpiłam je czytaniem książeczki i głaskaniem po stópkach.

Nastał czerwiec. Wybierałam się na wesele i córka miała zostać z babcią na dwa dni. Nie jest to nic szczególnego, bo już wcześniej się to zdarzało. Ale wybierając się na to wesele kupiłam sobie uwaga – stanik nie do karmienia. Pierwszy od 3 i pół roku. To było wydarzenie na miarę nagrody Nobla. Ależ ja się wspaniale poczułam. No po prostu to było naprawdę COŚ 🙂

No i wtedy postanowiłam, wyznaczyłam sobie dead line.  Do końca wakacji (czyli 3 miesiące) kończymy przygodę z karmieniem i robimy wszystko (to znaczy ja robię), by łagodnie odstawić dziecko od piersi.

Zostały dwa karmienia. Poranne i wieczorne.

Tu był ogromny dylemat, które wybrać najpierw.

Ale było to lato. Czas, kiedy dziecko biega cały dzień po dworze i zmęczone pada bez kąpieli. No i tak było. Często zasypiała wieczorem zanim się obejrzałam, więc wybór dokonał się sam. W tych chwilach, kiedy chciała cycusia tłumaczyłam jej, że przecież kończymy już z cycusiem. Ale możemy się dużo poprzytulać. I rozumiała to.  Choć były wieczory, że dostawała jeszcze mleczko. Potem zauważyłam, że śpi całą noc. Poranne pobudki występowały coraz rzadziej, a jak się zdarzały to później, np. o 6. Więc o tej 6 proponowałam jej kakao. I tak jakoś poszło. Paradoksalnie to poranne karmienie skończyło się wcześniej. Pod koniec sierpnia jeszcze kilka razy sobie cycusiała wieczorem. A kiedy zbliżał się dead line i mówiłam NIE,  to ze dwa dni był płacz. Ale było dużo przytulasków, całusków. I tyle.

Pierwsze karmienie 8 maj 2001, ostatnie 28 wrzesień 2019.

I w taki właśnie łagodny sposób ostawiałam dziecko od piersi. Trwało to około pół roku.

Minął miesiąc i … odpukać …. nie zauważyłam nasilenia objawów opisanych powyżej, czego się obawiałam.

I powiem Wam, że bardzo lubiłam karmienie piersią. Nigdy nie stosowałam silikownnych nakładek, nie było to też dla mnie szczególnie krępujące, z wyjątkiem może pierwszego dziecka. Czasem zdarzały się sytuacje, kiedy dziecko niespodziewanie zaczynało szarpać bluzkę w miejscu publicznym. Ale co tam 🙂 Ot, normalna sprawa. Największą trudność sprawiały nieprzespane noce, kiepska pozycja podczas spania (czasem) i choroba (moja), podczas której musiałam zażyć jakiś mocniejszy lek, np. antybiotyk. Wiem, że można dobrać leki tak, by nie szkodziły dziecku, natomiast ja często unikałam w ogóle leczenia, chociaż zdarzyło mi się brać antybiotyk, lek przeciwbólowy czy przeciwzapalny. Na szczęście nie dopadło mnie nic bardzo poważnego, z wyjątkiem kontuzji kolana, którą mam niewyleczoną oraz problemów z nerkami – również są niewyleczone do końca. Stosowałam leki tylko w absolutnej konieczności. Czasem też wzdychałam, że założenie sukienki na jakąś uroczystość będzie bardzo niepraktyczne 🙂

 

Są trzy sposoby na zakończenie karmienia piersią.

O jednym decyduje dziecko, o dwóch matka.

Pierwszy sposób to samoodstawienie, o którym pisałam. Często następuje w wieku 11 miesięcy,  ma się jednak rozumieć, że dzieci są tak różne, mają tak różne potrzeby, że zupełnie nie jest to żadna reguła.

Drugi sposób to odstawienie gwałtowne. Polega na tym, że decydujemy się odstawić dziecko i nie dajemy piersi, choć się domaga, płacze i rozpacza. Stan ten trwa około 2 tygodni. Ja takich metod nie polecam, choć zdaję sobie sprawę z tego, że czasem niestety jest to konieczne (np. z powody choroby).

Trzeci sposób to łagodne ostawienie od piersi. Polega na stopniowej eliminacji pojedynczych karmień w ciągu doby. Opisałam go powyżej, na przykładzie mojej córki.

 

Fakty i mity związane z karmieniem piersią.

A oto zaobserwowane przeze mnie mity i fakty na temat karmienia piersią.

  • Jeśli długo karmisz, to Twoje dziecko na pewno będzie miało wysoką odporność – to jest mit. Mój synek, którego karmiłam 29 miesięcy (2 i pół roku) często choruje. Jego choroby mają wprawdzie podłoże alergiczne, ale zdarzają się często i są to zapalenia oskrzeli i płuc.
  • Karmie piersią sprawia, że dziecko mniej choruje – w tym wypadku przyznam szczerze, że nie zauważyłam żadnego związku. A nasilenie chorowania zaczyna się raczej nie po odstawieniu od piersi lecz wraz z pójściem dziecka do placówki (przedszkola).
  • Karmienie piersią leczy choroby – to jest mit. Mleko matki nie jest lekarstwem, choć znajdują się w nim przeciwciała na różne choroby.
  • Karmienie piersią jest najlepszym ukojeniem w czasie choroby – to jest fakt. I to niezaprzeczalny. Karmienie pomaga przy przeziębieniu, bólu gardła (w mleku matki są pewne związki przeciwbólowe), przy biegunce, jest sposobem na uniknięcie kroplówki, ponieważ chore dziecko przyssane do piersi 20 godzin (bywało i tak) czy nawet 5 w ciągu doby otrzymuje sporą dawkę nawodnienia.
  • Podczas karmienia możesz jeść wszystko, bo dziecku pokarm matki nie może zaszkodzić – to jest mit. Owszem, pokarm pochodzi z krwi. Jednakże są pewne składniki, spożyte przez matkę, z których tworzy się pokarm dla dziecka i one mogą być szkodliwe, a konkretnie powodować alergie. Najczęściej to jest alergia na produkty  z mleka krowiego, które warto odstawić na początku karmienia i wprowadzać do diety stopniowo.
  • Jeśli zjesz coś ciężkostrawnego to dziecko również to odczuje – to jest mit.
  • Dziecko robi sobie z piersi smoczek – to jest fakt. Tak wiem. Doradcy laktacyjni trąbią o tym na lewo i prawo, że nie da się z piersi zrobić smoczka, ale ja wam mówię, że da. Czasem dziecko jest zmęczone, dostaje cycusia, zrobi dwa ssania i śpi. Nawet nie poczuło smaku mleka. W tym wypadku pierś jest jak smoczuś. Czasem też dziecko zaśnie przy piersi i od czasu do czasu sobie „podyda”, choć z małą siłą, co czasem trwa w nieskończoność. A kiedy próbujesz wyciągnąć pierś, ono się automatycznie budzi. Wówczas  cycuś jest również, jak smoczek.
  • Aby łagodnie odstawić dziecko od piersi musisz być na to w 100% gotowa – to jest fakt. Ponadto sama decydujesz, kiedy to nastąpi. Presja albo „zachęta” otoczenia w niczym nie pomoże.
  • Karmienie piersią to wielkie poświęcenie – to jest mit. Jestem mamą 18 i pół roku i przez 8 i pół czasu macierzyństwa karmiłam piersią. No, nie uważam tego za poświęcenie. Czasem był kryzys, że już miałam tego dość, że nie można ubrać sukienki ;-), ale były to chwilowe sytuacje. Najtrudniej jest w czasie choroby.
  • Karmienie piersią to czas bez alkoholu – to jest mit i fakt. Przez pierwsze miesiące oczywiście alkoholu nie należy pić. Natomiast z czasem (kiedy dziecko jest większe) można nauczyć się tego, jaki powinien być odstęp czasu, między jednym a drugim karmieniem, aby móc napić się lampki wina albo szamana z okazji nowego roku. Bo picie mocniejszych trunków i w ogromniej ilości  w grę nie wchodzi i absolutnie mówię NIE takim praktykom.
  • Niektóre dzieci mają wielką potrzebę ssania – to jest fakt. Potrzebują ssać albo cycusia, albo smoczusia.
  • Na problemy z karmieniem najlepsze jest karmienie – to jest fakt. Nic tak nie wyleczy zastoju, zapalenia, popękanych brodawek (boli przez pierwsze chwile), bólu, jak właśnie karmienie. Pomaga też odciąganie, ale żaden laktator (a miałam ich wiele) nie ma takiej siły ssącej, jak dziecko.
  • Matka dziecku karmionemu piersią kojarzy się z jedzeniem – to jest fakt. Znam wiele przykładów z własnego doświadczenia a także z opowiadań innym mam,  że maluszek karmiony wyłącznie piersią potrafił wytrzymać kilka godzin bez mamy (i jedzenia), ale kiedy tylko ją zobaczył od razu zaczął dobierać się do stanika.
  • Karmienie piersią (zaspokojenie głodu) i bliskość z mamą to dla dziecka prawie to samo – to jest fakt. Długo karmione dziecko po odstawieniu od piersi nie powie – jestem głodny. Tylko będzie chciało się tulić, przytulać a także będzie pragnęło, żeby je nosić na rękach przez mamę. Jest wówczas głodne, ale pragnie zaspokajać inną potrzebę – bliskości. Dziecko tego nie rozdziela. Kiedy zje – ta potrzeba przytulania mija i potrafi zająć się czymś innym. A z czasem ta cecha  mija i dziecko zaczyna odróżniać głód od potrzeby bliskości.
  • Kiedy masz długą przerwę w karmieni pokarm sam wypływa – to jest fakt. Po to są właśnie wkładki laktacyjne. Choć dotyczy raczej pierwszych miesięcy karmienia, mniej więcej do roku, półtora. Potem ilość karmień się zmniejsza i laktacja sama się do tego dostraja.
  • Im więcej karmisz, tym więcej mleka produkujesz – to jet fakt.
  • Jeśli zmniejszysz ilość karmienia pokarm zacznie zanikać i nie da się tego odbudować – to jest mit. Spokojnie można wzmocnić laktację poprzez częstsze przystawianie lub odciąganie pokarmu.
  • Niektóre dzieci nie są w stanie chwycić piersi – to jest fakt. Znam przypadki, kiedy z uwagi na fizjologię matki i dziecka karmienie piersią nie było możliwe (np. duża pierś i bardzo malutkie dziecko).
  • Jeśli nie chcesz karmić, bo masz wewnętrzny opór to nie będziesz – to jest fakt.
  • Rozhulać laktację można tylko przez karmienie albo odciąganie. Sama się nie rozhula – to jest fakt. Jeśli młoda mama czuje niechęć do karmienia piersią, nie przystawia dziecka i mówi, że „nie mam pokarmu”, no to niestety ten pokarm się sam nie pojawi i z karmienia nici.
  • Jak się długo karmi piersią leci już tylko woda – to jest mit i to na dodatek bzdura.

Dziękuję za uwagę 🙂

Wpadnij też na mój fanpejdż o tutaj [KLIK], instagram [KLIK] albo zostań moją subskrybentką [KLIK]. Gwarantuję, że nie będziesz się nudzić 🙂

Może zainteresuje Cię również:

58 PRZYDATNYCH I NIEPRZYDATNYCH GADŻETÓW, KTÓRE KUPUJĄ MŁODZI RODZICE DLA SWOICH DZIECI.

WYGODA I SWOBODA, CZYLI O TYM, DLACZEGO NOSZĘ W CHUŚCIE.

 

 

 

 

12 wątków z “Jak łagodnie odstawić dziecko od piersi czyli 102 miesiące mojej mlecznej przygody.

    1. A czy ja wspomniałam, że wszystkie dzieci trzeba traktować identycznie, bo każde jest takie samo?

  1. WOW! Podziwiam Cię za tak długie karmienie piersią. Żałuję, że moja mleczna droga trwała tak krótko, ale nie była to droga usłana różami.

  2. Gratuluję, że udało Ci się karmić tak długo piersią 🙂 Ja byłam dumna z moich 5 miesięcy przy drugim dziecku. Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

  3. U nas odstawienie poszło w miarę łagodnie. Niestety karmiliśmi się nieco krócej – starszego syna tylko 8 miesięcy, a młodszego 13 miesięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *