Być może będziesz nieco rozczarowana tym wpisem. Może oczekiwałaś, że napiszę o takich ważkich i wielkich umiejętności, jak „adekwatna samoocena”, „asertywność” albo „systematyczność w odrabianiu zadań domowych”.

Ale ten wpis jest nie o tym.

To wpis o ZARADNOŚCI ŻYCIOWEJ, jak nazywam praktyczne umiejętności, które wynosi się z domu. I które – moim zdaniem – warto wpoić dzieciom, zanim pójdą w świat. A są tak oczywiste, że być może nawet zbyt oczywiste, by zaprzątać sobie nimi głowę.

A jednak.

Przekonałam się ostatnio na własnej skórze, że ich brak wychodzi prędzej, niż nam się wydaje.

Gościłam u siebie kilkoro młodych ludzi. I od razy spostrzegłam, kto z nich był uczony  ZARADNOŚCI ŻYCIOWEJ, samodzielności oraz za kogo „mamusia wszystko robiła”.

Dlatego uważam te umiejętności za ważne.

Jakie umiejętności mam na myśli?

 

  • Zamiatanie – To MEGA umiejętność. Może się zaśmiejesz, ale wiesz ile młodych ludzi nie potrafi zamiatać? Nie potrafi posprzątać syfu własnego autorstwa? Trzeba dziecko nauczyć trzymania miotły oburącz pod odpowiednim kątem, przesuwania jej po podłodze w odpowiednim tempie, ruchem jednostajnie przyspieszonym i – co ważne – w jednym kierunku. Każdy wie, że Tom i Jerry albo Kaczor Donald (a często od nich, albo im podobnym bohaterom dzieciaki uczą się zamiatania) nie potrafili zamiatać, wymachiwali tylko miotłą na wszystkie strony i otaczali kurzem całą okolicę. Zamiatanie miotłą jest ważne.

 

  • Ścielenie łóżka i zmiana pościeli  – Czy moje dzieciaki codziennie ścielą łóżko? Nie. Czy potrafią to robić? Owszem i to całkiem nieźle. Nad nawykiem ścielenia łóżka codziennie wciąż pracuję, natomiast najczęściej nie wykonanie tej czynności jest spowodowane pośpiechem (szybko do szkoły)- nie lenistwem albo brakiem umiejętności.  Ważne jest też jedno. Jeśli wymagamy, by dziecko ścieliło codziennie łóżko – sami musimy to robić, by dać, jak to się kolokwialnie mówi dobry przykład.  Nawet, jeśli małe dziecko nie potrafi jeszcze ścielić łóżka, warto, by wiedziało, że to się robi i jak to się robi.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Jeśli chodzi o zmianę pościeli jest to oczywiście zbyt trudna czynność dla małych dzieci, natomiast starszym nie powinno sprawiać większych kłopotów. Istotne jest to, by maluchy od początku wiedziały, że pościel należy zmieniać, bo się brudzi i robi się „nieświeża”, a ona sama tego nie zrobi. Uczę moich nastolatków, żeby zawsze ściągali pościel, kiedy śpią u kogoś w gościach – nie dlatego, że tak „wypada”, albo „pokażcie, że jesteście dobrze wychowani”.  Po prostu – jest to bardzo duża pomoc dla gospodarzy a w szczególności gospodyni, bo jak przypuszczam w większości domów to Pani Domu się tym zajmuje.

 

  • Chowanie rzeczy do lodówki –  Wydaje się to takie oczywiste. Ale czy nie zdarzyło się Wam wejść rano do kuchni i odkryć pełno produktów na blacie kuchennym, bo wasz młodzieniec albo panna poczuli nocny głód? Czyżby myśleli, że jakieś tajemnicze krasnoludki chowają to wszystko do lodówki? Przyschnięta szyneczka albo skwaśniałe mleko na pewno nie będzie rarytasem na śniadanie.

 

  • Zakręcanie i zamykanie opakowań żywności – Niedokręcona woda, z której już dawno wyparował gaz. Wyciekająca woda z ogórków, bo ktoś nie dokręcił słoika. Zaschnięty serek, bo wieczko wylądowało nie tam gdzie trzeba. Często, jako mama malucha, albo przedszkolaka nie przyjdzie nam do głowy, że stałe zakręcanie tego za dziecko spowoduje, że ono wyrośnie w przekonaniu, że to się „samo zamyka”, „samo zakręca”. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by od małego wiedziało, że trzeba zakręcić. W razie konieczności zawsze przecież możemy dokręcić.

 

  • Odnoszenie swojego talerza, sztućców, szklanek, kubków  – Zjadłeś, odnieś. Nie zostawiaj po sobie bałaganu. Dużo wagi rodzice przywiązują się do tego, by dziecko jadło sztućcami trzymając je prawidłowym chwytem albo zjadało wszystko z talerza. I w sumie nie ma w tym nic złego. Ale w parze powinna iść również nauka, skąd w szafce wziął się czysty talerzyk albo szklanka a w szufladzie czysta łyżka. One również same tam nie zawędrowały.

 

  • Dbanie o własną garderobę – na początku przy pomocy mamy. I nie mam na myśli tego, by dziecko miało idealny porządek w szafce, wszystko ładnie poskładane w kosteczkę. Mam na myśli to, by miało świadomość, że ubrania w szafce same się czyste nie znalazły. A także to, że jak rzuci się je byle jak na podłogę, tworząc „ubraniowe gniazdo” to raczej do ubrania nie będą się nadawały, chyba, że „ktoś” je przeprasuje.  Tylko kto? Zobacz więcej TUTAJ [KLIK]

 

  • Dbanie o przestrzeń wokół siebie. – I tu również nie mam na myśli tego, by dziecko miało idealny porządek w pokoju i sprzątało zabawki zawsze po zabawie. Często jest to po prostu nie do przypilnowania a budowanie nawyków u dzieci to proces, który trwa latami a nie jednorazowe wydanie dyspozycji, którą ono zapamięta na zawsze.  Mam na myśli to, by wiedziało, że rzucony (przypadkowo) papierek po cukierku na ziemię trzeba podnieść i wyrzucić do kosza,  porozrzucane po „wspólnej przestrzeni” ubrania i szpargały trzeba pozbierać a pobrudzoną umywalkę pastą do zębów (przypadkowo) najlepiej od razu wytrzeć, zanim zaschnie. Zobacz więcej TUTAJ [KLIK] albo TUTAJ [KLIK].

 

  • Mówienie „dzień dobry” i „do widzenia” –  Jestem pewna, że zaraz pojawią się głosy oburzenia – „ja moich dzieci nie zmuszam do mówienia dzień dobry”. A pewnie, że tak – ja też nie. A konkretnie nie poszturchuję ich, nie łypię i nie przewracam oczami oraz nie mówię „a co się mówi?”, kiedy moje dziecko nie powie „dzień dobry”. Ale uczę moje dzieci mówić „dzień dobry” i „do widzenia” . I zachęcam je do tego ale nie zmuszam. Wiem, że potrzeba czasu, aby dziecko swobodnie mówiło „dzień dobry”. A dlaczego uważam, że to ważne? Nie dlatego, że „to wypada”, że „powinno się”, że „tak robią dobrze wychowani ludzie” albo „bo masz być grzeczny”. Choć to również powody, choć ukryte. Ja tłumaczę dzieciom, że warto mówić „dzień dobry”, bo to klucz, który otwiera drzwi a „do widzenia” to klucz, który pozostawia otwarte drzwi. Co mam na myśli? Wyobraź sobie, że twoje prawie dorosłe dziecko idzie do urzędu, by złożyć kwity potrzebne do wydania prawa jazdy. I na przykład jest bardzo nieśmiałe. Wchodzi do pokoju i nie wie co robić. Kręci się, rozgląda. Jest zagubione. Jak trafi na „urzędniczkę”, która z grubej rury ryknie po swojemu „czego”? , taki młody człowiek zrazi się już zupełnie. Ale jeśli będzie miał we krwi „dzień dobry” łatwiej mu będzie nawiązać kontakt. To proste słowa. Najprostsze słowa do nawiązania kontaktu nawet dla bardzo nieśmiałych ludzi. Wiem coś o tym, bo sama miałam z tym problem, co uświadomiła mi jedna psycholożka, kiedy weszłam na rozmowę kwalifikacyjną i – o zgrozo, ze stresu (to była pierwsza rozmowa) nie powiedziałam „dzień dobry”. Dlatego warto uczyć dzieci do tego, by mówiły „dzień dobry” a nawet warto ćwiczyć odpowiedni tembr głosu przy „dzień dobry”. Podobnie z „do widzenia”. Brak „do widzenia” to jakby spalony most, albo mosteczek i pozostawienie po sobie słabego wrażenia.

Te właśnie umiejętności rozumiem, jako „zaradność życiowa”. Czy dziecko poradzi sobie bez nich? Pewnie tak.. Ale….czy aby na pewno?

Pewnie są jeszcze inne, ważniejsze, większe, bardziej potrzebne a nie takie „błahostki”, które wypisałam.

Ale z takich właśnie błahostek zbudowany jest świat, dlatego „wpajam” je moim dzieciom.

A Ty droga mamo sama decydujesz, co jest ważne dla Ciebie i Twojego dziecka.

Udostępnij, jeśli uważasz, że warto. Dziękuję.

Zerknij też na mój fanpejdż albo instagram. Może to coś dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *