8 kwietnia dotknął nas strajk nauczycieli.  Zapamiętam sobie dobrze tę datę, bowiem do dzień moich urodzin.

Jest to strajk naprawdę w słusznej sprawie i popieram wszystkie postulaty nauczycieli, ale niestety nie mogę poprzeć tego, w jaki sposób chcą one zostać osiągnięte.

Jako mama przyszłorocznego maturzysty 

wyobrażam sobie, co mogą czuć rodzice tegorocznych, kiedy to nauczyciele a raczej przedstawiciele ZNP uciekają się do szantażu, twierdząc, że nie sklasyfikują uczniów i nie dojdzie do matur. Nie wiem, jak można myśleć, że jest to kierowanie się „dobrem dzieci”.  Nie wierzę w to, że „pani profesor z polskiego”, która uczy uczniów od trzech lat, zżyła się z nimi, zna ich mocne i słabe strony, pomagała im otworzyć umysły i serca – nagle powie, że ich nie sklasyfikuje i nie będzie możliwości napisania matury. Bo to by znaczyło, że ci uczniowie są dla niej zupełnie obojętni. A przecież tak nie jest. Nie wierzę, że tak może być.  Wprawdzie mój syn mnie uspokaja i mówi, żebym się nie przejmowała, bowiem matury i tak się odbędą. Być może później, ale się odbędą na pewno, bo przecież nie może być tak, by cały rocznik młodzieży przez rok nie będzie miał co ze sobą zrobić a jeden rocznik studentów ział pustkami.  Uspokaja mnie to, ale tylko trochę. Nawet to, że uczniowie się cieszą, że będą się mogli „jeszcze trochę dłużej pouczyć” też mnie uspokaja tylko trochę.

ZNP chce też podważyć wyniki egzaminów gimnazjalistów i ósmoklasistów. No, w imię czego?

(Nawiasem mówiąc tym, którzy pomogli przeprowadzić egzaminy i zadbali o dobrą atmosferę należą się podziękowania).

Funduje stres uczniom i ich rodzicom. A dlaczego? Bo Ci uczniowie są dla nich obojętni.

Jako mama trojga dzieci w wieku szkolnym nie mogę zgodzić się, że tak prowadzony strajk jest naprawdę dla dobra moich dzieci (oraz innych dzieci). Nie wierzę też w to, że nauczyciele, wybaczcie to kolokwialne określenie „zwykli nauczyciele”,  zwykli, czyli tacy, których na co dzień spotykam w szkole, ponieważ uczą moje dzieci uważają, że taka przerwa w nauce, w chodzeniu do szkoły,  będzie dobra dla dzieci. Dzieci się nudzą, szwendają, widzę, że moim brakuje szkoły, choć na co dzień chodzą do niej, bo muszą i na pewno nie przyznali by się do tego, że mają dość.  Mój średni syn z własnej woli (no dobra, zachęcony przez ojca ale bez protestów) wziął się za rozwiązywanie zadań egzaminacyjnych ósmoklasistów, które będzie sam rozwiązywał za rok. Jeden pozytyw.  A mnie brakuje pomysłów, co mogę zaproponować moim dzieciom w czasie strajku a także, jak im  tłumaczyć to, że znów nie pójdą do szkoły.

Dzieci mają prawo i obowiązek chodzić do szkoły, a teraz zostało im to odebrane. Jest to męczące dla wszystkich – dla  dzieci, rodziców i „zwykłych” nauczycieli (choć to tylko moje przypuszczenia, może błędne), z wyjątkiem chyba tych, którzy stoją na szczycie tej batalii i okopują się w swoich stanowiskach.

Człowiek, który kieruje strajkiem znany jest z tego, że od lat ma te same poglądy – to znaczy zawsze jest przeciw. Pamiętam, że był przeciw powstaniu gimnazjów a później równie dzielnie walczył o to, by ich nie likwidować. Ja nie wiem, czy to człowiek godny zaufania, ale dzieci i nauczyciele, którzy te  dzieci na codzień uczą, a także ich rodzice stają się „ofiarami”.

Z niepokojem myślę o tym, w jaki sposób uczniowie nadrobią nieprzerobiony materiał. Czyżbym musiała siedzieć z synem po nocy i tłumaczyć mu materiał zrobiony w jedną  godzinę lekcyjną, choć plan był na dwie?

Powtarzam, że popieram postulaty nauczycieli. Uważam, że słusznie należy im się to, czego żądają – a przypomnę, że są to:

  • Podwyżki płacy, początkowo o 1000 złotych dla każdego, potem zostało to zmienione na podwyżkę o 30% (15%od stycznia i 15%od września).
  • Zwiększenie nakładów na oświatę z budżetu, co jest zrozumiałe, gdyż pozwoli na rozwój, organizację dodatkowych zajęć dla dzieci, zakup pomocy naukowych oraz przyniesie wiele innych korzyści dla uczniów i nauczycieli.
  • Zmiana  ścieżki awansu zawodowego. Wiem, jak wygląda staż, ponieważ sama go przechodziłam a ponadto obserwowałam moje koleżanki. Najważniejsze w tym wszystkim było, żeby się „zgadzało w papierach”. Nie wiem teraz jaka jest wizja nauczycieli odnoście awansu, ale mam nadzieję, że dobrze przemyślana i łatwa do zrobienia.
  • Przy tym punkcie chcę zatrzymać się na dłużej. Nauczyciele chcą zmiany w ocenie pracy nauczyciela. Nie wiem, jak ona teraz wygląda, ale pojawienie się tego punktu świadczy, że nauczyciele widzą, że jest to coś dla nich ważnego i męczącego, bo potrzebującego zmiany. I tu moje przemyślenia. Mam nadzieję, że wraz ze zmianą oceny pracy nauczyciela ulegnie też presja ciągłego oceniania uczniów. Czasem odnoszę wrażenie, że nauczyciel jest po to, by „oceniać”. Ocena za sprawdzian, ocena za aktywność, ocena za zachowanie, albo (o zgrozo) ocena za zadanie domowe, z ćwiczeń na w-fie albo muzyki.  A tymczasem nauczyciel jest po to, by NAUCZAĆ, uczyć, zachęcać uczniów do pogłębiania swojej wiedzy, umiejętności, zdolności, zarażać swoją pasją i pędem do wiedzy. A ocena jest po to, by ją przeanalizować, wiedzieć, co należy zmienić, poprawić, nad czym jeszcze popracować a nie etykietką przyklejoną uczniowi. Mam nadzieję, że po zakończeniu strajku „nie ocenianie” uczniów będzie przychodziło nauczycielom z łatwością.

 

Uważam, że strajk jest w słusznej sprawie, ale nie popieram sposobu, w jaki kierujący strajkiem chcą osiągnąć swoje cele, sposób, który jest stary, wytarty i nieskuteczny i nie wiem, jakim cudem takie działanie ma doprowadzić do pozytywnej (nowoczesnej) zmiany w szkole:  Jak zrobisz to – to będzie to, jak nie zrobisz tego – nie będzie tego. Jak nie zrobisz zadania domowego – dostaniesz jedynkę. Jak nam nie dacie podwyżek – nie będzie matur. Widzicie podobieństwo? Ja widzę.

Nauczyciele! Trzymam za Was kciuki. Dzieci i młodzież! Za Was również.

I życzę, by strajk poprawił (a nie pogorszył) jakość Polskiej Szkoły.

 

Udostępnij, jeśli uważasz, że warto.

 

 

 

 

13 wątków z “Strajk nauczycieli – błędne kroki w słusznej sprawie.

  1. Ja się zgadzam. Jeszcze jeden aspekt: czy nauczyciel, który wykonuje swoją pasję za 2,5tys będzie tej pasji miał proporcjonalnie więcej po wzroście płac? A ten, który może i jest dobrym wykładowcą, ale gnoi dzieci wyzywając od najgorszych nagle po wzroście pensji przestanie być zadufanym w sobie burakiem? Wydaje mi się, że w obu przypadkach odpowiedź brzmi NIE. Ale tak, jak piszesz, nauczyciel powinien być pedagogiem i wykładowcą, a nie od oceniania i wypełniania stosu papierów, ale cały nasz krajowy sytem na tym się opiera: lekarze, laboratoria, nauczyciele, pielęgniarki, wszyscy toną w papierach, zamiast wykonywać swoje rzeczywiste obowiązki. Jeśli zniesiemy tę chorendalną biurokrację i ograniczymy ją do minimum i obniżymy te powalone podatki to każdemu zostanie w kieszeni więcej po wypłacie. Ten strajk tylko skłoca bardziej społeczeństwo – bo dziecko, którego mama zasuwa na kasie w markecie 6dni w tygodniu po 10 godz i dostaje 2,5tys wróci do szkoły i sie dowie, że pani za 40godz w tyg dostaje 6tysi to będzie się na niej wyżywał, co będzie z opłakanym skutkiem i dla pani nauczycielki i dla niego samego

  2. Czy ja dobrze rozumiem, że Ty za to, że możliwy jest brak klasyfikacji klas maturalnych, nieprawidłowo przeprowadzone egzaminy (nieuprawnieni członkowie komisji, brak właściwego przeszkolenia, itp) obarczasz nauczycieli? Obawiasz się tego, że ktoś może nie przystąpić w tym roku do matury a nie obawiasz się, kto za rok, dwa czy pięć będzie uczył dzieci w przedszkolach i szkołach? Oświata w Polsce właśnie się sypie. Tysiące nauczycieli albo właśnie odchodzą z pracy, albo za chwilę odejdą. Już dzisiaj w placówkach brakuje pracowników, więc jak tylko ktoś składa CV to dyrektor go przyjmuje. Nie ma czasu ani możliwości aby sprawdzić czy to dobry pedagog, czy nie. I nie ma żadnego argumentu aby zatrzymać w placówce najlepszych. Nie na tych warunkach, nie za takie pieniądze. Dlatego zamiast oceniania metod protestu nauczyciele, w dobrze rozumianym interesie nas wszystkich, potrzebują dzisiaj wsparcia.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnych świąt.

    1. Po pierwsze ja nikogo nie obarczam.
      Myślę też, że nie jest aż tak źle. W ubiegłym roku w szkole, do której chodzą moje dzieci odbywała się rekrutacja do szkoły a kandydatów na różne stanowiska była spora.
      Wyobraź sobie taką sytuację. Masz syna w wieku 19 lat. Chodził do szkoły przez 12 lat, uczył się pilnie, uczęszczał na zajęcia dodatkowe, uczył się języków. Już w 2 klasie liceum postanowił, że pójdzie na studia na Uniwersytet Wiedeński. Napisał podanie, została przeprowadzona rozmowa klasyfikacyjna (po niemiecku) i jego podanie zostało przyjęte. Z uwagi na to, że miał duże osiągnięcia, między innymi wiele wygranych międzynarodowych konkursów, które kosztowały sporo nauki i pracy oraz wyjazdów a także rezygnacji z przyjemności typowych dla nastolatków. Jednak praca i wytrwałość zaskutkowały sukcesem – bo ma już miejsce na wymarzonej uczelni. Musi tylko zdać maturę z matmy i polskiego (bo z niemieckiego już ma zdaną) i ukończyć szkołę, po czym dostarczyć świadectwo ukończenia szkoły. No, ale on tego świadectwa nie dostarczy na czas. Nie dostarczy, bo jest strajk. Co robisz? Mówisz – oj synu. To nie ważne, ważne, żeby w polskiej szkole wreszcie się dobrze działo, a Twoje plany – no cóż, musimy je poświęcić. Będziesz jeszcze za to wdzięczny. Dobro ogółu jest ważniejsze, niż Ty mój synu i Twoje plany. Czy miałbyś odwagę powiedzieć tak do syna?
      To, że nie odbędą się matury i młodzież nie otrzyma świadectw to nie będzie w „interesie nas wszytstkich”. Nawet jeśli nauczyciele wywalczą sobie tym podwyżki, to nie zmieni polskiej szkoły na lepsze.

  3. Jestem tego samego zdania.
    Dzieci mają wystarczająco dużo stresów z powodu egzaminów.
    Dodatkowy stres nie jest im potrzebny.
    Jeśli nauczyciele chcą negocjować z rządem, niech robią to tak, aby nie krzywdzić swoich podopiecznych.

  4. A jak inaczej miałby taki strajk przebiegać? I tak nikt nauczycieli nie słucha, więc sięgnęli po najdotkliwsze dla wszystkich środki.

  5. Z wieloma aspektami przytoczonyki przez Ciebie się w pełni zgadzam. Wiem też, że nie wszędzie strajkują. Przedszkole mojej córki pracuję normalnie, a jest publiczne. Poza tym ja się nie dziwię nauczycielom, że potrafią się wkurzyć i tak stwierdzić. Oczywiście dzieci na tym cierpią. Ale jest też wielu roszczeniowych rodziców, którzy wobec nauczycieli są wstrętni i wulgarni. Czytałam i słyszałam wokół siebie tyle hejtu do nauczycieli, że to głowa mała. Wydaje mi się, że niezakwalifikowanie do matury będzie ostatecznością, a raczej jest tylko straszeniem. Zgadzam się, że to nie powinno być teraz, że w ten sposób mogą pogorszyć całą sytuację i rodzice jeszcze bardziej będą siać nienawiść.

  6. Myślę, że to kwestia podejścia samych nauczycieli i władz danej miejscowości. U nas nie ma zajęć dla klas pierwszych i drugich w liceum, lecz dla maturzystów zajęcia się odbywają, żeby nie mieli zaległości 🙂 Mam nadzieję, że strajk przyniesie oczekiwane rezultaty, bo w końcu coś się musi zmienić.

  7. Cóż… punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wierz mi, wszystkie inne formy protestu nie dały rezultatu. A było ich przez lata naprawdę wiele. Jestem dumna, że moi koledzy nie uginają się i dążą do celu. A strajk tylko wtedy jest skuteczny, gdy jest uciążliwy (górnicy palili opony i okupowali podziemne korytarze , kierowcy autobusów nie wyjeżdżali na trasy, pielęgniarki odchodziły od łóżek) Strajk byłby dużo krótszy, gdyby poparli go rodzice. Wówczas rząd zostałby prędzej przekonany o słuszności strajku.

    1. Rodzice poparli strajk nie posyłając dzieci do szkół i przedszkoli. Czy mogli zrobić coś więcej? Czy nauczyciele oczekiwali czegoś więcej? Czego? I wciąż popierają, chociaż jest ich coraz mniej, po tym, jak usłyszeli, że mogą być zagrożone matury albo że egzaminy przeprowadzono nielegalnie. Osiąganie celu dzieje się kosztem dzieci, uczniów. To oni ponoszą straty. Być może tylko w ten sposób mogą osiągnąć swój cel, jeśli uważają, że „cel uświęca środki”. Ale czy po zakończeniu strajku w szkole wszystko wróci do normy i będzie „wspaniale”? Czy nastąpi pozytywna zmiana, jakiej wszyscy oczekujemy? Wątpię. No i masz rację – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      I tak sobie myślę – piszesz, że strajk musi być uciążliwy, bo tylko wtedy jest skuteczny. Oczywiście, to, że dzieciaki nie chodzą do szkoły to jest uciążliwe i to bardzo. Ale jest to „tylko uciążliwość”, która w gruncie rzeczy jest jeszcze do przejścia. Co tam, najwyżej będą mieli 5 miesięcy wakacji a nie 2. Jakoś damy radę. Ale to, że tysiące młodych ludzi nie będzie mogło napisać matury – to to nie jest tylko uciążliwością. To bezpośredni cios dla nich, który nie pomoże nauczycielom w żaden sposób. Część z tych maturzystów będzie miała to w nosie, część znajdzie sobie jakieś zajęcie, część wpadnie w depresję, bo to pokrzyżuje ich plany (np. nie złożą na czas dokumentów na jakąś zagraniczną uczelnię, na której chcieli studiować), część będzie się cieszyć, bo przez trzy lata się nie uczyli i myślą sobie, że to szansa się jeszcze pouczyć, złudna oczywiście, no i część będzie wściekła. I tą wściekłość potem przekaże swoim dzieciom, czyli kolejnemu pokoleniu, które już od początku swej edukacji będzie miało przekonanie, że „trzeba być wściekłym na nauczycieli”. I koło się zamknie. Jakże więc ma coś się zmienić? Jak?

  8. Mam jeszcze małe dzieci, dodatkowo przedszkole mojej córki nie strajkuje, więc strajk nas osobiście nie dotknął, jednak rozumiem to, o czym piszesz. Moim zdaniem do przebudowy jest cały system edukacji, na czele właśnie z ocenianiem, ale rozplanowany na 10-15 lat, a nie hop-siup już teraz, natychmiast, pobieżnie i… bez sensu, jak to było z likwidacją gimnazjów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *