Najgłośniejszym echem, odbijają się puste słowa.

A słowa – ależ ty masz bajzel w tym pokoju albo weźże tu posprzątaj wreszcie to właśnie książkowy przykład takich słów.

Bo, czyż ktoś zna nastolatka, który po takim właśnie, pełnym irytacji zdaniu nagle wstał, zakasał rękawy i zabrał się ochoczo do sprzątania swojego pokoju?

Porządek w pokoju nastolatka to temat gorących dyskusji w wielu domach. Coś co dla nas jest totalnym bajzlem, dla nich to normalna sprawa. Po prostu ich pokój, w którym sobie żyją tak, jak jest im wygodnie. A to, że pokój czasem przypomina miejsce po wybuchu małego granatu nie ma znaczenia. To jest ich własny barłóg i tyle.

Rozumiem jednak, że są przypadki, które przekroczyły już pewne i tak nadszarpnięte granice przyzwoitości i wówczas trzeba ten pokój doprowadzić do jako takiego wyglądu.

 

Jak to zrobić? Jak sprawić, by nastolatek posprzątał swój pokój i zachowywał w nim porządek na dłużej?

OPCJA PIERWSZA JEST TAKA:

Zastosować jeden z poniższych hiper – super sposobów, które zawsze zadziałają i to prawie od razu:

  • Zabrać telefon.
  • Dać szlaban na telewizor, wyjścia, kino, gry i co tam jeszcze.
  • Zagrozić – Nie wyjdziesz stąd dopóki nie posprzątasz !!! (albo zagrozić odebraniem jednego z powyższych przywilejów).
  • Wpędzić w poczucie winy i wstydu – Jak ci nie wstyd? Jak można żyć w takim chlewie? W tej chwili sprzątaj, ale już.
  • Wywalić wszystkie rzeczy na podłogę albo przez okno i kazać to posprzątać.

Zdecydowanie te sposoby działają zawsze i prawie od razu. Niestety tylko na jeden, jedyny raz. A długofalowy efekt jest przeciwny do zamierzonego. Zamiast  zaszczepić w dziecku potrzebę sprzątania, przekonać,  że dobrze jest mieć porządek, czysto i warto o to zadbać –  sposoby  te sprawiają, że młody człowiek zaczyna czuć niechęć do sprzątania, uznaje to za karę,  chce tego unikać, a jeśli będzie sprzątał, to dlatego, by uniknąć nieprzyjemności i „konsekwencji”.

Zastosowanie trzech pierwszych z powyższych punktów sprawi, że nastolatek posprząta pokój, jako tako, dla świętego spokoju, aby uniknąć kary, albo odzyskać to, co utracił.  Albo się obrazi, strzeli focha, po czym rodzic będzie miał poczucie winy i sam pomoże posprzątać albo odda telefon, zniesie szlaban wcześniej, jako zachętę – No dobra, masz już ten telefon, ale posprzątaj, ok?

Wpędzenie w poczucie winy sprawi, że być może też posprząta, ale też nie będzie wiedział po co, dlaczego, pomyśli – ech,  o co ta matka się znowu czepia?

Co do punktu piątego, to moim osobistym zdaniem taka praktyka to już cios poniżej pasa. Znam takie przypadki i jestem przekonana, że dotyczą perfekcjonistów.  Mama wywala dziecku wszystkie rzeczy na podłogę z myślą, że ono dzięki temu nauczy się porządku. Owszem. Jako dziecko, aby tego uniknąć, faktycznie będzie sprzątało. Jednak jestem przekonana, że jako dorosły będzie sprzątania nienawidził (a to źle, bo bez tego się nie da się obejść).

[Znałam osobiście mamę, która tak właśnie robiła, przekonana, że to najlepszy sposób. Wywalała swojemu synkowi rzeczy z szafki, żeby posprzątał. Uważała, że robi dobrze i chwaliła się wszystkim, że jej synuś uwielbia porządek i sprzątnie. Szkoda tylko, że nie widziała, jakie spustoszenie robił w pokoju moich synów, kiedy przyszedł w odwiedziny.  Bo niestety – takie praktyki powodują, że dziecko znajdzie sposób, by się zemścić i sobie pofolgować i zrobi to przykładowo w pokoju kolegi (albo na przykład na wakacjach, gdzie nie ma mamy), w którym wreszcie sprzątać nie musi. Znałam też dziewczynkę, o której wiem, że była wychowywana w duchu perfekcyjnego porządku. A kiedy wydostała się spod skrzydeł mamy w jej pokoju wśród wielu rzeczy można było znaleźć – STANIK W BUCIE – stąd ten tytuł 😉 ].

Dla jasności.

Powyższe praktyki nie są dobrym sposobem na skłonienie nastolatka do sprzątania w pokoju. Piszę o nich, jako przykład, tego, czego NIE należy robić, jeśli chcemy, by nasze dziecko sprzątało i potrafiło utrzymać porządek w pokoju.

 

DRUGA OPCJA JEST TAKA:

Samemu sprzątać w pokoju swojego nastolatka. Najlepiej, kiedy jest w szkole, żeby nie przeszkadzał. Układać prawie dorosłemu synkowi gacie w komodzie i ścierać kurze między bibelotami panny.

Dla jasności to również nie jest dobre. Owszem. Cel osiągnięty. Porządek w pokoju jest, jak się patrzy. Ale, ale. Czy to nauczy dziecko sprzątania i potrzeby sprzątania? Raczej pomoże wychować Piotrusia Pana i Księżniczkę na Ziarnku Grochu.

Traktowanie wejścia do pokoju nastolatka, jakby się wchodziło do Ikei – czyli idziesz po koc a wychodzisz z 6 talerzami, 2 kubkami i ręcznikiem też nie jest sposobem na to, by potrafił zachować porządek.  Pewnie nie ma w tym nic złego, kiedy robimy to od czasu do czasu, zwłaszcza, gdy chcemy włączyć zmywarkę a kilka pustych miejsc w niej jeszcze zostało. Jednakże, gdy stanie się to regułą sprawi, że nastolatek będzie przekonany, że tak ma być. Będzie myślał, że może sobie bałaganić i zagracać. Przecież mamusia i tak przyjdzie i to zabierze.

No dobra. Co więc robić, by wilk był syty i owca cała?

 

PROPONUJĘ OPCJĘ TRZECIĄ:

Przede wszystkim nie spinać się , odpuścić i zaakceptować. To w końcu pokój naszego dziecka, jego przestrzeń. Jeśli ma swój pokój, uważam, że może mieć w nim tak, jak chce. Po co się denerwować?

Wiem, że to trudne – nie będę przecież tolerować syfu w moim domu!!!

Oczywiście, że nie. Do tego również nie zachęcam.

Trzeba ustalić pewien „kompromis”, pewne zasady, dotyczące porządku w pokoju, na jakie obie strony się zgadzają i są w stanie, im sprostać  i je zaakceptować.

Kiedy moi starsi synowie mieli po 11 i 7 lat i wspólny pokój zrobiłam im  grafikę z trzema możliwościami wyglądu pokoju – A – pokój idealnie posprzątany, B – pokój posprzątany do przyjęcia, C – bałagan nie do zaakceptowania. Chłopcy wiedzieli, że nigdy nie oczekuję od nich pokoju idealnie posprzątanego ale też nie godzę się na to, żeby był w nim taaaki bałagan. Kiedy granica była przekroczona, wiedzieli o tym i ogarniali pokój tak, by był OK.

Obecnie ustaliliśmy pewne zasady, kiedy pokój ma być posprzątany i jak.

  • Jasno wyraziłam moje oczekiwania i nie wymagam, by pokoje były zawsze, codziennie idealnie posprzątane. Ma w nich panować względny porządek czy do przyjęcia.   [Pamiętam, że kiedy byłam nastolatką tylko dwa razy w roku miałam idealny, perfekcyjny porządek, czyli taki, o jakim mogłabym marzyć, żeby był w pokoju u synów – w Boże Narodzenie i przed 1 września. Wtedy robiłam generalne porządki, z wyrzucaniem niepotrzebnych rzeczy, myciem okien. Pokój lśnił, ale tylko przez parę dni. A potem był w nim względny porządek. Czyli taki, że przyjemnie się mieszkało, wszystko było na swoim miejscu i pod ręką i zawsze, bez obciachu mogłam zaprosić koleżankę. Tego też oczekuję od chłopaków. Nie mam wielkich oczekiwań i marzeń, by w pokoju codziennie lśniło i pachniało czystością a ubrania leżały złożone w kostkę na brzegu krzesła. Nic z tych rzeczy].
  • Swoje rzeczy mogą układać i przechowywać, tak, jak chcą. Liczę tylko na to, że z pokoju na bieżąco będą usuwane brudne naczynia, śmieci i brudne ubrania. Argument, że w posprzątanym pokoju przyjemniej się przebywa jakoś nie działa na ich wyobraźnię, ale taki, że lepiej posprzątaj, bo jak ktoś przyjdzie to będzie Ci niezręcznie zaprosić go do taaaaakiego bałaganu. Zauważ, że nie jest to straszenie a zwykły fakt.
  • Dzień, który przeznaczą na większe sprzątanie wybierają sobie sami, natomiast chcę, by pokoje były (względnie) posprzątane kiedy są święta i kiedy oczekujemy gości.  Jest to pewien trik. Ponieważ, kiedy w pokoju już dłuuuuugo nie było sprzątane święta i goście są doskonałą okazją, by to w końcu zrobić 🙂

Pamiętać też należy, że nic się samo nie dzieje. Porządku i sprzątania trzeba uczyć dzieci od najmłodszych lat. Cierpliwe zainwestować swój czas. Starszym dzieciom trzeba pokazać, jak się zamiata (to podstawowa umiejętność, bowiem prawdziwe zamiatanie to nie to samo, co widzieli w kreskówkach, gdzie przykładowo Kaczor Donald zamiatał, a raczej wymiatał miotłą na wszystkie strony), pokazać, jak się ściera kurze i wykręca mop, ile wlewa się płynu do mycia podłóg i kiedy trzeba wymienić worek w odkurzaczu.

Dobrze jest też zastosować pewne zabiegi, które ułatwią utrzymywanie porządku w pokoju.  Odpowiednio umeblować (z uwzględnieniem potrzeb i  preferencji nastolatka) i zapewnić miejsce na każdą rzecz. Dobrym sposobem jest również ograniczenie rzeczy i robienie co jakiś czas generalnego porządku – remanentu, czyli oczyszczania pokoju ze starych, niepotrzebnych przedmiotów, takich jak zeszyty, zabawki albo za małe ubrania. Nie nakłaniam do skrajnego minimalizmu ani do robienia czystek. Sami decydują o tym, co można wyrzucić, albo przekazać bratu (lub komuś innemu). Jeśli coś jest pamiątką, niech zostanie sobie jak najdłużej. Wiem natomiast, że im mniej rzeczy w pokoju (a także w domu) tym łatwiej jest utrzymać w nim porządek.’

Powyższe zasady naprawdę są skuteczne. Może nie są idealne, ale działają, czyli w pokojach synów panuje względy porządek, sprzątają sami (choć czasem jeszcze muszę dać sygnał) a ja się nie stresuję, że mają w pokojach bałagan.  Wierzę, że w przyszłości będą potrafili zadbać o własną przestrzeń. To są nasze zasady, a Ciebie zachęcam do stworzenia własnych, ponieważ każdy ma swoją „granicę porządku w domu”. Jeśli Ci się spodobały – wykorzystaj :-), jeśli uważasz, że warto  – udostępnij.

A jeśli zastanawiasz się, czy Twój nastolatek jest już gotowy na to, by samemu sobie prać to ten wpis może Ci się przydać. Zapraszam:

[klik] – Prosty sposób na pozbycie się góry prania. 

Zachęcam też do odwiedzenia mojej strony na Facebooku i Instagramie, gdzie bywa wesoło i refleksyjnie oraz do  zostania ze mną na dłużej:

Mama na całego na Facebooku.

Mama na całego na Instagramie. 

Dziękuję, że jesteś 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

11 wątków z “Stanik w bucie, czyli o tym, jak zachęcić nastolatka, by sprzątał w swoim pokoju.

  1. Pingback: Jak wspierać syna w budowaniu jego poczucia wartości. – Mama na całego

  2. Pingback: Praktyczne umiejętności, które wynosi się z domu. – Mama na całego

  3. Ja do bycia mamą nastolatki mam jeszcze trochę czasu, jednak odkąd urodziłam dziecko uczę się tej drugiej strony. Czyli akceptować to, że nie każdy musi być zwolennikiem perfekcjonizmu i czystości absolutnej. Pierwsze zderzenia z macierzyństwem były bolesne i trudne, bo chciałam za wszelką cenę dać radę ogarnąć wszystko. Ale na dłuższą metę to powoduje tylko wzrost złości, frustracji i zmęczenia. Wolę już teraz odpuścić i spędzić czas z całą rodziną, niż obsesyjnie sprzątać i gonić do sprzątania resztę. Co nie zmienia faktu, że pewne zasady ogólne w domu mamy i uczymy ich nasze dziecko od samego początku 🙂

  4. Ja na tym etapie z dziećmi nie jestem, ale myślę, że gorąco zachcecalbym ich do zapraszania znajomych, jak najczęściej. Może nawet choć to już trochę hardcore zaprosiłbym koleżanke nie bez wiedzy właściciela, żeby pokazać jak wygląda pokój na co dzień ?

  5. Świetnie napisane! I tak naprawdę można to odnieść do wszystkiego nie tylko do porządku. Rozmowa, akceptacja, odpuszczenie 🙂

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! <3

  6. Opcja 3 jest całkiem spoko 🙂 O pierwszej nawet nie mówię, natomiast zwróciło moją uwagę wynoszenie rzeczy po swoim dziecku. Moja teściowa ciągle sprząta po swoich synach. W sensie właśnie wynosi ich kubki itd. Mi aż przykro na to patrzeć, bo to doprowadza do sytuacji, że im jest nawet ciężko ruszyć tyłki do zlewu, nie mówię nawet o pozmywaniu tego kubka. Z mężem o tym rozmawiałam, zwłaszcza, że u nas takie zasady nie panują, chyba że na zasadzie wzajemności – czasem coś on po mnie sprzątnie, czasem ja za niego. Ale drugi syn? Kto mu to powie? I jego przyszła żona też będzie tak za niego te kubki wynosić? Matki, apeluję, tego nie róbcie nigdy! Bo to robi krzywdę i Waszym dzieciom i ich przyszłym małżonkom.

    1. No właśnie ta przyszła żona może się przez to frustrować 😉 Popieram więc Twój apel 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *