Mamo, tato, wyjeżdżam! Czyli o tym, jak rozmawiać z nastolatkiem, który planuje samodzielny wyjazd na wakacje.

Przychodzi taki dzień, kiedy nasze – prawie dorosłe już dziecko informuje nas, że planuje samodzielny wyjazd na wakacje. Samodzielny, czyli bez opieki dorosłego. Może to nastąpić  dość wcześnie, czyli na przykład, kiedy ma 16-17 lat lub nieco później, po przekroczeniu magicznej liczby 18 lat. Ale niechybnie nastąpi. Wszak każdy młody człowiek pragnie przeżyć taką przygodę, pozwiedzać ciekawe miejsca i zażyć beztroskiej wolności bez czujnego oka rodziców.

 

Ale spokojnie….

To nie nastąpi nagle, lecz zupełnie stopniowo.

Mamo, tato, wyjeżdżam! Czyli o tym, jak rozmawiać z nastolatkiem, który planuje samodzielny wyjazd na wakacje.
czytaj dalej

Jak przygotować dziecko do szkoły.

Rozpoczęcie nauki w szkole to ważny dla dziecka moment, wzbudzający niezwykłe emocje, wiążący się z dużą zmianą dotychczasowego trybu życia. Szkoła, jaką znamy – piszę tu o zwykłej, tak zwanej szkole państwowej – stawia przed swoimi uczniami szereg różnych wymagań i obowiązków, a mały, ciekawy świata odkrywca, nie zawsze jest gotowy na to, by im sprostać.

Dlatego też proponuję, by przygotowywać dziecko na ten ważny moment odpowiednio wcześnie, kiedy trwają wakacje. Przygotowywać je w naturalny sposób, korzystając z tego, co robimy na co dzień. Uwzględniając indywidualizm naszego dziecka, wspierając to, co już osiągnął i wprowadzając nowe umiejętności potrzebne w szkole.

 

Według mnie warto:

Jak przygotować dziecko do szkoły.
czytaj dalej

Trzy najważniejsze rzeczy, które powiedziałabym młodej mamie.

Przychodzi ten ważny dzień. Czas oczekiwań wieńczy maleńki cud. Właśnie zostałaś mamą…..trzymasz w ramionach kochane wyczekiwane maleństwo. Malowane przez kilka miesięcy wyobrażenia, plany, pomysły ujrzały światło dzienne i mogę wejść w fazę realizacji……

Jednak w głowie pojawia się pustka….przed Tobą jedna wielka niewiadoma. Jak ją przełamać, w jaki sposób rozgryźć? Chciałabyś ogarnąć en pojemny temat, poznać tajniki macierzyństwa i ujarzmić mglistą przyszłość….?

Zatem trafiłaś na właściwe miejsce, w którym specjalnie dla Ciebie zebrały się trzy zaprawione w boju mamy – Klaudia Wnuk-Adamczyk – Ja Zwykła Matka, Lidka Ogińska z Zacisza Rozmaitości oraz Monika Bosek – Kaczmarzyk – Mama Na Całego w jednym konkretny celu: uchylą rąbka tajemnicy i przedstawią 3 najważniejsze ich zdaniem porady w byciu mamą…..

 

Trzy najważniejsze rzeczy, które powiedziałabym młodej mamie.
czytaj dalej

Jak się dobrze dogadać z babciami i dziadkami.

Babcia i dziadek to wyjątkowe osoby w życiu każdego młodego, czy to małego, czy już trochę większego człowieka. Wiele się mówi o tym, że nestorzy darzą swoje wnuki ogromną, bezwarunkową miłością, opiekują się nimi z wielką cierpliwością, uwagą i energią, jakiej nie mieli, dla swoich własnych dzieci. Wiele się też mówi o tym, że dziadkowie są od rozpieszczania a rodzice denerwują się „grzeszkami”, jakie popełniają  ich rodzice w stosunku do dzieci.

Szczęście, radość i dobro dziecka to jest to, co leży na sercu zarówno babciom i dziadkom, jak i rodzicom, chociaż ci drudzy znajdują się w nieco mniej komfortowej sytuacji. To na ich barkach spoczywa trud wychowania oraz odpowiedzialność za dziecko. To oni są dla nich bez chwili wytchnienia, bez możliwości „pójścia do swojego domu”, to oni troszczą się, dbają, pomagają a czasami strofują, kiedy trzeba pokazać różnicę między dobrem a złem. Dziadkowie są w tej komfortowej sytuacji, że oni już swoją pracę wykonali. Choć czasem próbują przyjąć rolę rodziców, to jednak ostatecznie zawsze mogą po prostu „wrócić do swojego domu”. A przecież rodzice często i chętnie korzystają z pomocy babć i dziadków. I tak jak lubią kiedy babcie lub dziadkowie są zawsze na telefon, kiedy potrzeba przypilnować pociechy, tak, kiedy seniorzy próbują się wtrącać w wychowanie tychże pociech to już niekoniecznie są tacy chętni i otwarci na współpracę. Co jest naturalne.

Jak to wszystko pogodzić? Jak sprawić, aby relacje między rodzicami i babciami – dziadkami układały się dobrze, a dzieci na tym korzystały a nie traciły?

 

Jak się dobrze dogadać z babciami i dziadkami.
czytaj dalej

Trzy największe toksyny, jakie można zaserwować dziecku.

Opowiem Wam pewną historię.

Jakiś czas temu byłam świadkiem zdarzenia, które miało miejsce w progu drzwi do przedszkolnej sali. 5,5-letni chłopiec, przedszkolak, który potrzebuje bardzo dużo czasu, aby oswoić się ze zmianą, na widok innej pani, niż jego rozpłakał się. Nauczycielka, która w tym dniu zastępowała Jego Panią widząc płacz dziecka, powiedziała prosto do niego: „o, co za beksa!”. Na to on, oczywiście rozpłakał się jeszcze bardziej. Ona, przekonana o słuszności swoich metod rzekła na to: „co za dzidziuś tak płacze”. Chłopiec na te słowa zaczął jeszcze bardziej płakać. Nauczycielka zmieniła front i zaatakowała z innej strony: „to wstyd tak płakać”…

Trwało to tak krótko, że matce dziecka, czyli mnie zdążyła tylko opaść szczęka. W tym momencie „dyskusji” ocknęłam się i jedyne, co mi przyszło do głowy to oderwać nauczycielkę od mojego syna (chciałam zadbać  o jej komfort, żeby się źle nie poczuła, jak się okazało niepotrzebnie) i powiedziałam do niej, żeby nie śmiała się z dziecka, ponieważ tylko to przyszło mi wówczas do głowy. Na to ona odparła, że się nie śmieje i rzuciła kolejnym kluczowym argumentem, który on również usłyszał: „to jest duży chłopak, nie powinien tak płakać”.

Zdarzenie to skończyło się tak, że wróciłam z dzieckiem do szatni a nauczycielka zamknęła nam drzwi przed nosem. Po jakimś czasie, kiedy siedziałam z nim na ławce zastanawiając się, co robić otworzyła te drzwi i jakimś cudem z bólem mojego i jego serca znalazł się w sali przedszkolnej.

Dlaczego dzielę się tym osobisty przeżyciem? Chciałam Wam powiedzieć, co zrobiła nauczycielka przedszkola.

W jednej krótkiej chwili przelała w moje dziecko trzy toksyny, jakie uderzają w poczucie wartości dziecka:

Trzy największe toksyny, jakie można zaserwować dziecku.
czytaj dalej

„Kosi, kosi łapci, jedziemy do babci”…czyli o tym, jaka to radość i zabawa uczyć dziecko mówienia.

„Kosi kosi łapci, jedziemy do babci…” czyli o tym, jaka to radość i zabawa uczyć dziecko mówienia.

 

Pierwsze słowa naszego maluszka. Z utęsknieniem czekamy, na tę chwilę,  kiedy je wypowie. I z radością bijemy brawo, gdy to się stanie. A mowa dziecka rozwija się od jego urodzenia i u każdego przebiega w sposób indywidualny, w jego własnym tempie. Chociaż nie można wyprzedzić rozwoju i uczyć dziecka tego, na co jeszcze nie jest gotowe, to na pewno można pomóc mu zdobywać tę cenną umiejętność. Przecież samo się nie nauczy.

„Kosi, kosi łapci, jedziemy do babci”…czyli o tym, jaka to radość i zabawa uczyć dziecko mówienia.
czytaj dalej

Jak pomóc dziecku uwolnić się od smartfona.

Pewien młodzieniec wybierał się na imprezę. Zależało mu na tym, by dobrze wyglądać, więc spędził kilkadziesiąt minut przed lustrem. Dokładnie się ogolił, starannie ułożył włosy. Wcześniej wyprasował sobie koszulę i spodnie, które teraz idealnie na nim się układały. Parę kropel perfum i uznał, że jest gotowy. Umówił się z rodzicami, że wróci około godziny drugiej i prosił, aby wcześniej do niego nie dzwonili. O dziewiątej wieczorem pożegnał się z nimi i zadowolony wyszedł z domu.
Zaraz po jego wyjściu rodzice zasiedli przed telewizor, by z ciekawością obserwować losy bohaterów swojego ulubionego serialu. Wtem usłyszeli odgłos przekręcanego w zamku klucza. Zdziwili się bardzo, myśląc, że pewnie syn coś zapomniał. Ich zdziwienie było jeszcze większe, kiedy zobaczyli go w progu. Stał z nieszczęśliwą miną, z potarganymi włosami i wymiętą koszulą, którą jeszcze kilkadziesiąt minut temu pieczołowicie prasował.
– Co się stało? – zapytał ojciec
– Pobili cię? – spytała matka w tym samym czasie.
– Nie!!!! – wykrzyknął płaczliwie młodzieniec.
– To w takim razie co?????
– Nic !!! – odparł młodzieniec – po prostu chciałem zagaić rozmowę, włączyłem muzykę, bo może ktoś chciałby potańczyć….
-?????????
– Wywalili mnie i dalej gapili się w swoje smartfony!!!!!!

Może trudno w to uwierzyć, ale za jakiś czas taka historia może się zdarzyć.

Jak pomóc dziecku uwolnić się od smartfona.
czytaj dalej

„Nie sztuką jest uśpić, sztuką odłożyć” – kilka słów o usypaniu małego dziecka.

Stary niedźwiedź mocno śpi, stary niedźwiedź mocno śpi….                             

Znacie tą starą dziecięcą zabawę, podczas której śpiewa piosenkę? Całkiem niedawno słyszałam jej nową wersję, w której stary niedźwiedź został zamieniony na małego niedźwiedzia. A ten z kolei  nie chce spać, a my się go boimy, na palcach chodzimy, bo jak się zbudzi to się drze, jak się zbudzi to się drze.

Piosenka trafia w sedno, bo kto z nas – rodziców nie zna sytuacji, kiedy musiał chodzić na paluszkach, byleby tylko nie obudzić śpiącego dziecka?

„Nie sztuką jest uśpić, sztuką odłożyć” – kilka słów o usypaniu małego dziecka.
czytaj dalej

Teksty rodziców, których nastolatki nie znoszą.

Teksty rodziców, których nastolatki nie znoszą, a które burzą wzajemną więź i podkopują poczucie wartości.

 

Czy zdarzyło Wam się wciąż powtarzać jakiś tekst do swojego dziecka z poleceniem, prośbą, informacją a jego reakcja była taka, jakby w ogóle tego nie usłyszało?

Prawdopodobnie dlatego, że wiele tekstów mówionych do dzieci nasycona jest przesłaniem, które automatycznie budzi sprzeciw. Są to przede wszystkim teksty o charakterze wymówek, krytykanctwa, ostrzeżeń, oskarżeń oraz wyrażające bezradność i irytację rodziców. Takie teksty powtarzane są w kółko i można je nazwać zrzędzeniem. Nie tylko nie przynoszą spodziewanego efektu, ale również osłabiają autorytet rodzica, więź pomiędzy rodzicem i dzieckiem a także poczucie wartości dziecka.

Teksty rodziców, których nastolatki nie znoszą.
czytaj dalej

Pierwsze dni w przedszkolu. Czy są jakieś sposoby, żeby ułatwić sobie i dziecku przetrwanie?

Pierwsze dni w przedszkolu bywają naprawdę trudne. Ci, którzy to przeżywali – wiedzą. Wiedzą, że jest to trudne zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Ale dla dziecka trudniejsze. Ponieważ to ono zostaje w nowym miejscu, z nowymi, nieznanymi osobami i nowymi zasadami, którym musi sprostać. Ma też ambiwalentne uczucia wobec przedszkola. Z jednej strony potrzebuje odmiany i jest pełne ciekawości z drugiej odczuwa też naturalny lęk przed nieznanym. Wiadomo, że w tej sytuacji żadne wyjaśnienia typu: „zobaczysz, będzie fajnie” lub „poznasz nowych kolegów” wcale nie skutkują. Dziecko ma swój własny plan, który wcale a wcale nie jest zamierzony, tylko spontaniczny. Tak się dzieje i już. Choć pierwszego dnia jeszcze w domu jest pełne zapału i chęci, tak w przedszkolu zaczyna płakać, przytulać się, w ostateczności owija się wokół nogi. Cóż można zrobić w takiej sytuacji? Jest parę sposobów.

Pierwsze dni w przedszkolu. Czy są jakieś sposoby, żeby ułatwić sobie i dziecku przetrwanie?
czytaj dalej