Najlepsze prezenty dla dzieci – korzenie i skrzydła.

Wiele lat temu usłyszałam od pewnej mądrej, starszej pani, która żyła prawie 100 lat i urodziła się w czasach, kiedy kobiety nosiły tylko sukienki a mężczyźni palili fajkę bardzo mądre słowa. Powiedziała: „Naucz dzieci tego, co sama uważasz za wartościowe, zanim inni nauczą ich swoich wartości”.

Od tej pory, starałam się postępować zgodnie z tą radą, choć teraz wiem, że zrozumiałam ją inaczej, niż jej przesłanie faktycznie głosiło.

Bo czy chodziło o to, by nauczyć dzieci pewnych zasad obowiązujących w rodzinie, takich jak na przykład to, że podczas posiłku nie ogląda się telewizora? Być może. 😊

Albo może o te rodzinne, święte tradycje, które należy przekazywać dzieciom, ponieważ ich pielęgnowanie jest wartością samą w sobie? Częściowo tak, choć nie tylko.

A może chodziło o sztukę odróżniania dobra od zła? – Zapewne trochę również.

Jednak przesłanie tego krótkiego zdania było znacznie głębsze.

Chodziło bowiem o mocne korzenie.

Najlepsze prezenty dla dzieci – korzenie i skrzydła.
czytaj dalej

Ciekawe i sprawdzone sposoby na zajęcie dzieci w podróży bez użycia gadżetów.

Wiele razy dane mi było podróżować z trojgiem lub czworgiem dzieci, w dosyć daleką podróż samochodem.

Pełniłam jednocześnie role:

organizatora –  który ułożył plan podróży, z przewidzeniem postojów, zadbał o bagaże i umiejscowienie pasażerów w pojeździe,

kierowcy – czyli osoby, której zadaniem jest  zadbanie o stan techniczny pojazdu (np. sprawdzenie i ewentualnie dolane oleju albo zatankowanie) oraz oczywiście prowadzenie pojazdu,

mamy – która zaopatruje uczestników wycieczki w picie i jedzenie, bo jak wiadomo, kiedy tylko człowiek wyrusza w trasę, dzieci od razu robią się głodne oraz pilnuj, żeby wzięły wszystko, co potrzebują,

zabawiacza podróżniczego – czyli kogoś, kto będzie zabawiał dzieci podczas długiej podróży, aby się  nie nudziły, nie marudziły, nie rozpraszały kierowcy – a tym samym sprawiły, że podróż przebiegnie sprawnie i zgodnie z planem.

Uwierzcie mi, że to naprawdę nie lada wyzwanie.

Dzieci w podróży się nudzą.

Czasem zajmą się same sobą, albo jakąś zabawką, starsze zabawi młodszego, czasem popatrzą się w ekran tableta lub telefonu, czasem nawet coś poczytają lub porysują.

Ale w czasie jazdy po drodze, patrzenie się na zabawkę, książkę czy mały ekran wcale nie jest komfortowe i skaczący przed oczami przedmiot szybko się nudzi lub drażni dziecko.

Wiele razy to przerabiałam.

Dlatego od lat sprawdzają się u mnie zabawy, którymi można zająć dziecko bez użycia gadżetów, a w których z powodzeniem może uczestniczyć również kierowca ( o ile nie jedzie w szczycie przez centrum wielkiego miasta 😉 ).

Oto one:

Ciekawe i sprawdzone sposoby na zajęcie dzieci w podróży bez użycia gadżetów.
czytaj dalej

Co można zrobić w obliczu dziecięcej złości.

 

Jakiś czas temu napisałam dla Was artykuł o tym, jak pomóc dziecku poradzić sobie ze złością. Wpis nosi tytuł – sposoby na dziecięcą złość.  Znaleźć w nim można różne sposoby, które rodzic może wskazać dziecku, aby mogło ono samodzielnie poradzić sobie ze złością.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, jakie to trudne wyzwanie dla rodzica, który staje obok złoszczącego się dziecka. Często w tej właśnie chwili żadne argumenty nie trafiają do dziecka. I w żaden sposób nie można odwrócić w tym danym momencie jego uwagi i nakierować ją na inne tory.

Bo są dzieci, które potrafią złościć się „stale” i „o wszytko”:

Co można zrobić w obliczu dziecięcej złości.
czytaj dalej

Bezstresowe wychowanie – tak czy nie ?

Pewnego razu, a było to w czasach mojej młodości siedziałam w poczekalni u dentysty. W pewnym momencie wtargnęła tam również pewna rodzinka, mama z dwojgiem dzieci, na oko 6-7 letnie bliźniaki.  Dzieciaki z impetem wpadły do środka i zaczęły „roznosić pomieszczenie”. Zrzuciły swoje kurtki  na najbliższe krzesła i zaczęły zabawę. Wszędzie było ich pełno. To bawiły się w chowanego włażąc pod mały stolik z kredkami, a to za chwilę wskoczyły na parapet, po to, by z niego zeskoczyć. Urządzały sobie biegi z przeszkodami, przy czym żadna z tych przeszkód (inni ludzie) nie była dla nich przeszkodą. Wyrywały innym dzieciom kredki i zabawki, które po chwili i tak lądowały na podłodze.  W dodatku krzyczały przy tym niemiłosiernie, nie tylko jeden do drugiego ale również do wszystkich. Na szczególną uwagę zasługiwała mama owych dzieciaków. Zaraz po wejściu przycupnęła sobie na krzesełku obok krzesła z dziecięcymi kurtkami i kompletnie nie zwracała uwagi na swoje latorośle, zajęta przeglądaniem jakiś pism. Od czasu do czasu podnosiła tylko głowę zza gazety, zerkając mętnym wzrokiem wpatrzonym w dal, po czym wracała do przeglądania obrazków.

Zastanawiałam się wówczas – dlaczego owa mama nie zwróci kompletnie uwagi na swoje dzieci? Dlaczego nic im nie powie? Dlaczego nie „ujarzmi” ich jakoś, czymś nie zajmie? Albo chociaż nie powiesi tych kurtek lub nie powie dzieciakom, żeby to zrobiły, by ktoś mógł sobie usiąść na tym krześle?

Po latach odkryłam.

Ta mama stosowała wychowanie bezstresowe.

Wychowanie bezstresowe czyli jakie?

Bezstresowe wychowanie – tak czy nie ?
czytaj dalej

Granice samodzielności.

Samodzielność.

To bardzo ważna cecha, którą warto obdarować dzieci od samego początku. Dać im szansę na samodzielne zaśnięcie, samodzielne odkrycie rączki czy nóżki oraz tego że niektóre rzeczy są ciepłe a niektóre zimne, jedne słone a inne słodkie.  Dobrze jest też pokazać dziecku, że samodzielnie może się pobawić, samodzielnie może zjeść, samodzielnie się ubrać  i  samo zorientować się, że chce mu się siku. Z czasem zakres samodzielności się zwiększa. Dziecko nie tylko potrafi samo zjeść, ale również przygotować sobie posiłek oraz po nim posprzątać. Nie tylko potrafi samodzielnie się ubrać, ale również samodzielnie wybrać ubranie i nawet je sobie wyprać czy wyprasować.

Tak sobie myślę, że to bardzo, bardzo istotne, żeby uczyć dzieci samodzielności, wspierać je w dążeniu do niej i przede wszystkim pozwolić im na nią.

Rozmyślając o tym, doszłam  do wniosku, że jest taki aspekt samodzielności, który jednak czasem warto odpuścić. Innymi słowy odłożyć na moment swoją konsekwencję, nie starać się usamodzielniać dziecka za wszelką ceną a na pierwszy plan wysunąć coś znacznie ważniejszego. Coś co może mieć wpływ na nasze życie. Wzajemną pomoc i troskę.

Granice samodzielności.
czytaj dalej

Budowanie nawyków u dzieci.

Budowanie nawyków u dzieci.

Według słownika nawyk jest to nabyta skłonność do bardziej mechanicznego, machinalnego, automatycznego a także sprawniejszego wykonywania jakiejś czynności (czyli sposobu zachowania, reagowania), nabyta przede wszystkim poprzez jej ciągłe powtarzanie, do opanowania której potrzebne jest osiągnięcie pewnej dojrzałości.

(źródło – Wikipedia, słownik psychologii wyd. Książnicy, słownik PWN)

Dziecko to z kolei młody człowiek, pełen spontaniczności, ciekawości, chęci odkrywania tego, co nowe i nieznane a także osoba – według definicji – która nie osiągnęła jeszcze dojrzałości.

(źródło – moje własne obserwacje i słownik psychologii)

Czy jest możliwe budowanie nawyków u dzieci, skoro na pierwszy rzut oka wydaje się, że jedno z drugim się wzajemnie wyklucza?

Choć wcale nie jest łatwe, wymaga pracy, cierpliwości i czasu, to  możliwe jest.

Budowanie nawyków u dzieci.
czytaj dalej

Jak pomóc dziecku zaplanować dzień.

Wiele się ostatnio mówi i słyszy o tym, że uczniowie w szkołach są przeciążeni. Że ich plany lekcji pękają w szwach a oni sami przesiadują w szkole od rana do późnego popołudnia, niczym dorosły w pracy, po czym wracają do domu i dalej się uczą lub odrabiają lekcje.

Problem ten rzeczywiście istnieje i jest przedmiotem burzliwych dyskusji oraz tematem programów telewizyjnych. 

Razem z Iwoną ze Zorganizuj Sobie życie chcemy się z Wami podzielić naszymi spostrzeżeniami na ten temat oraz sposobami, dzięki którym możemy pomóc naszym dzieciom w organizowaniu sobie dnia tak, by szkoła i zadania domowe nie zdominowały jego codzienności. 

Uważam, że problem dotyczy nie tylko tego, że w szkołach jest dużo zajęć a niejednokrotnie dzieci / młodzież uczą się rzeczy nieprzydatnych i niepotrzebnych. Problem leży również w tym, że plany lekcji ułożone są w sposób nierównomierny. Wspominałam o tym w moim wystąpieniu w Pytaniu na Śniadanie (klik) Jednego dnia dziecko ma dużo zajęć i w dodatku są to same wiodące przedmioty, takie jak matematyka, polski, angielski, biologia i fizyka. A drugiego jego plan obfituje w podwójne lekcje wu-efu i zajęcia artystyczne typu muzyka i plastyka.

Choć nie mamy znaczącego wpływu na rozkład lekcji oraz na ich ilość to jednak wpływ na to, jak nasze dziecko zorganizuje sobie codzienną naukę zdecydowanie mieć możemy.

Jak pomóc dziecku zaplanować dzień.
czytaj dalej

Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.

Przedświąteczna Opowieść (dla rodziców).

Grudzień. Za oknem prószy śnieg. Młodzi rodzice krążą po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentu dla swojego dziecka. Chcą przygotować mu coś szczególnego, będzie to bowiem jego pierwsza gwiazdka. Po kilkunastu minutach chodzenia w kółko wybierają wreszcie „Dziecięcą Krainę”, znany sklep, w którym można znaleźć wszystko dla dziecka.

Wchodzą nieśmiało do środka i rozglądają się nie niepewnie. Podchodzi do nich sprzedawczyni, gotowa do pomocy, pytając z uśmiechem na twarzy:

– W czym mogę państwu pomóc?

Mama spogląda na tatę i kiedy dostrzega porozumienie w jego oczach mówi:

– Szukamy czegoś dla naszego dziecka, to jego pierwsza gwiazdka.

– Chcemy – dodaje tata – aby było to coś kolorowego, radosnego, co przyciągnie jego uwagę.

– I miękkiego – uzupełnia mama – żeby mogło się przytulić i nie zrobić sobie krzywdy.

– Proszę za mną – mówi sprzedawczyni i prowadzi rodziców w kierunku pluszaków.

Sklepowe półki aż uginają się pod ciężarem puchatych zabawek o różnorodnych kształtach, kolorach i wielkości. Niektóre z nich wyglądają niemalże, jak prawdziwe zwierzaki a od autentyczności odróżnia je tylko to, że się nie ruszają.

– Taaaak… – rzuca niepewnie tata – ale chcielibyśmy, aby to, coś stymulowało jego rozwój.

– I mu się szybko nie nudziło – dodaje mama.

Sprzedawczyni kieruje swe kroki do kolejnego działu. Tym razem z zabawkami edukacyjnymi dla maluszków. Zachęca rodziców, by podeszli razem z nią.

– Interaktywne zabawki, takie, jak te – mówi – świetnie stymulują rozwój. Ten oto tańczący, śpiewający żółwik wspaniale się sprzedaje a dzieci są nim zachwycone. A grająca, bajkowa książeczka była hitem ostatnich lat.

– Taaaak … – zamyśla się mama, przesuwając wzrokiem po sklepowych półkach – chcemy też, aby zapewniło mu to zabawę na wiele godzin.

Tym razem sprzedawczyni podprowadza rodziców w kierunku działu z klockami. Wielkie pudła z wszelakimi, różnokształtnymi klockami, od plastikowych, gumowych, drewnianych po magnetyczne aż się proszą, by coś z nic h zbudować.

– Ale zabawka musi być bezpieczna dla naszego dziecka – odważnie mówi mama.

– Chcemy też – rzuca niepewnie tata – żeby uczyła dziecko różnych umiejętności i zachowań, odróżniania emocji, tego co jest dobre a co złe…..

– I…..mówienia – dodaje niepewnie mama.

Sprzedawczyni odwraca głowę w stronę dziecięcych książeczek. Już chce kierować tam swoje kroki, widząc jednak zdziwienie, zaskoczenie i niepewność swoich klientów mówi:

 

– Drodzy państwo, rodziców nie sprzedajemy!!!

 

Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.
czytaj dalej

Starcie Pań Domu.

Starcie Pań Domu. Nie tylko przedświąteczne 🙂

Dwie Panie Domu, gotowe na pojedynek. Stoją, każda w swojej części domostwa, które będzie brane pod lupę. Stoją, patrząc na siebie w dumnej pozycji, gotowe bronić swych metod do ostatka. Za nimi rzesze wielbicielek.  Od młodych, niedoświadczonych  panienek do statecznych, siwowłosych seniorek, które niejedno w życiu widziały. Wszystkie gotowe skoczyć w ogień za swoją idolką, dorównując im w prowadzeniu domu mniej lub bardziej.

Starcie Pań Domu.
czytaj dalej

Co można przeczytać w pamiętniku pisanym przez miasto zimą….

5 rano, powoli wstaje dzień. Poznaję to po tym, że zaczęli karmić swojego smoka. Smoka, który od wielu tygodni wisi nad nami, przysłaniając to, co potrzebne, by żyć. Słońce, księżyc, chmury, gwiazdy. Kręci się w koło, pozostawia smugi dymu i pyłu. A wszystko to potem unosi się nade mną, wisi i zatruwa to, co chcę im dać. To, co dla nich mam. Zielone, a teraz srebrzyste drzewa, parki, dla których specjalnie przygotowałem ziemię. I te urocze, małe kamienice, które tworzą mój klimat. I te duże budynki, bez których nie da się obejść. Zwykłe domy, w których mieszkają i których potrzebują. Podwórka. Ulice. Chodniki. Deptaki. Rynek. Wszystko, co im daję.

A oni go karmią, przez co rozrasta się do niebotycznych rozmiarów. Karmią go i karmią, jakby nie wiedzieli, że kiedyś będzie taki wielki, że nas wszystkich zje.

Rano odpalają swoje samochody. Z rur uderzają duszące, szare kłęby. Zanim ruszą, najpierw trzęsą się nad tą swoją buczącą maszyną, bez której nie mogą się obejść. Skrobią szyby, omiatają  śnieg i grzeją. Grzeją, grzeją a smok rośnie i rośnie.

Wcześniej wkładają do swoich pieców, co tylko wpadnie im w ręce. Smok zadowoli się każdym odpadem. Im większy i bardziej niepotrzebny odpad tym lepsza karma dla smoka. A im więcej tym cieplej. Nie zastanawiają się na tym, że to, co tam włożą zamienia się w odżywczą karmę dla smoka ale szkodliwą, trującą nie tylko mnie. Nie tylko ja niszczeję. Oni również. Smocze opary zostawiają trwały ślad na mnie i na nich. W moich płucach i w ich płucach. Na mojej skórze i na ich skórach. I tak zatruwają siebie i mnie. Aż zatrują nas na dobre.

Godzina 2 w dzień. Smok nieco usuwa się w cień. Karmią go wówczas nieco mniej, są zajęci swoimi sprawami. Siedzą poza domem, do pieca nie dokładają tak bardzo. Nie mają na to czasu, bo pracują, ruszają się, jest im ciepło. Ich samochody też stoją. Dlatego smok jest nieco mniejszy, ale jest to złudne. Bo….

O 5 po południu rozrasta się najbardziej na świecie. Jest wtedy ogromny. Jest wielki i wypasiony. Wracają z pracy. Najpierw stoją na ulicach i grzeją, grzeją swoje samochody. Mówią na to, że stoją w korku. A z tylnych rur spod samochodów wybuchają kłęby dymów. A smok rośnie i rośnie. Potem w swoich domach też dają popalić. Ładują do pieców bez końca. Co tylko wpadnie im w ręce. Muszą mieć przecież ciepło. Wydaje im się, że piec pochłonie cokolwiek tam włożą. Pochłonie, ale przecież to nie zniknie. Nakarmi to smoka, który się rozrośnie. Jak to możliwe, że oni tego nie widzą? Nie widzą, że smok jest wtedy tak wielki, ciemny, że nie można oddychać. Ja się duszę, duszę.

Niektórzy nie poprzestają na ładowaniu do pieca. Rozkładają specjalny stojak z kratą i w nim rozpalają ogień. A potem coś smażą na tym ogniu. A to żarcie skwierczy, trzeszczy i produkuje dodatkowy pokarm dla smoka. Wszyscy wtedy są napasieni. Ich brzuchy rosną i skrzydła smoka rosną. Nie widzą tego.

A wtedy jest najgorzej. Dopóki nie położą się spać, smok się rozrasta i rozrasta. Wtedy już nic nie widać, już nie ma czym oddychać. Muszę wtedy wegetować, oddychać powoli, zaciskać zęby i powieki i czekać. Czekać aż przestaną.

O 2 w nocy na chwilę się uspokaja. Samochody stoją na parkingach, niektóre w garażach. W piecach wygasa, bo kiedy śpią nie dokładają karmy dla smoka. A kiedy smok nie dostaje pokarmu, staje się mniejszy. Jego skrzydła nie przysłaniają całego świata.  Przez chwilę jest lepiej, można trochę odetchnąć, popatrzeć na księżyc, na gwiazdy…

Ale o 5 rano znów wstaje dzień…..

Co można przeczytać w pamiętniku pisanym przez miasto zimą….
czytaj dalej