Powszechnie wiadomo, że najgłośniejszym echem odbijają się puste słowa.

Jesteśmy rodzicami,  a co za tym idzie nasze życie to pasmo „mówienia do dzieci”, żeby je czegoś nauczyć i przygotować do życia.

Łatwo można zauważyć, że niektóre nasze zwroty kierowane do nastolatków (a także młodszych dzieci) przynoszą od razu oczekiwany efekt a inne zupełnie odwrotny i odbiją się szerokim echem….

Dlaczego tak się dzieje?

Z różnych powodów.

Często rodzice zapominają, że dziecko, nastolatek jest takim samym człowiekiem jak dorosły i można z nim po prostu, zwyczajnie ROZMAWIAĆ. 

Wydaje im się, że dzieciom trzeba wydawać polecenia, rozkazy, karcić je i „tłuc im do głowy”, bo inaczej niczego się nie nauczą i nic nie zrozumieją.

Czasem też po prostu pojawia się zmęczenie, stres, frustracja, które dają upust w postaci potoku niechcianych słów kierowanych do nastolatka, do dziecka, których nie można już zatrzymać.

Z pomocą otaczających mnie nastolatków spisałam wyrażenia, słowa, teksty, kierowane przez rodziców do nastolatków, których one serdecznie nie znoszą. Komunikaty te to puste słowa, które mogą odbić się szerokim echem, wpaść i wypaść. Czasem jednak zapadają głęboko w pamięć, osłabiają poczucie wartości młodego człowieka, nadszarpują więź i wykopują głęboką przepaść pomiędzy rodzicem a dzieckiem, przepaść, którą ciężko będzie zakopać.

  1. Groźby bez pokrycia.

Groźby bez pokrycia najczęściej przychodzą rodzicowi do głowy, kiedy sam jest zdenerwowany z jakiegoś powodu a zachowanie nastolatka potęguje jego złość. Do tego typu określeń można zaliczyć takie stwierdzenia, jak „zaraz zabiorę ci ten telefon”, „o nie, nie, nie będziemy tak rozmawiać”, „dosyć tego”, „idź się uczyć (sprzątać, jeść), bo jak nie to zobaczysz…”, „ja ci zaraz dam” , „ ja ci zaraz pokażę”. Są to komunikaty wyrażające bezsilność rodziców oraz brak pomysłu na to, w jaki sposób nawiązać nić porozumienia. Najczęściej wypowiadane są w próżnię, czyli dla samego mówienia. Dają złudne poczucie, że zrobiło się cokolwiek aby wpłynąć na dziecko. Takich gróźb nastolatek nie bierze na poważnie, ponieważ wie, że rodzic nie zamierza ich zrealizować. Nadszarpują one tylko wzajemną nić porozumienia.

 

Moja wskazówka – najlepiej jest całkowicie wyeliminować takie teksty z naszych komunikatów, kierowanych do nastolatków. Po prostu w chwilach zdenerwowania i irytacji lepiej jest nic nie mówić.

 

  1. Straszenie drugim rodzicem.

Bardzo często rodzic, który nie wie, w jaki sposób mógłby skłonić swoje dziecko do posłuszeństwa straszy je drugim rodzicem lub w jakiś inny sposób przywołuje autorytet drugiego rodzica. Dzieje się tak w sytuacji, kiedy głównie jedno z rodziców jest zaangażowane w wychowanie dziecka, a drugiemu jest to obojętne i woli zająć się swoimi sprawami. Znanym tutaj przykładem jest częste stwierdzenie ojca: „rób, jak matka każe”. Innym przykładem może być typowe strasznie rodzicem: „jak ojciec (matka) wróci to zobaczysz” lub „wszystko powiem ojcu (matce)”. Te stwierdzenia pokazują słabość i bezradność rodzica. Ponadto są ryzykowne. Nie zawsze przecież rodzice są jednomyślni.

 

Moja wskazówka – jeśli w danej chwili jesteśmy ze swoim nastolatkiem, to naszym zadaniem jest rozwiązać problem, który się pojawił. Sami musimy się z nim zmierzyć i pokazać, że jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Zastąpmy puste zwroty konkretnymi, szczerymi komunikatami i działaniami.  Zapytajmy dziecka, czego od nas oczekuje. Jeśli jest konieczność skonsultowania danego problemu z drugim rodzicem wówczas trzeba to nastolatkowi zwyczajnie powiedzieć. Jeśli będzie to wiedział, prędzej będzie skłonny do współpracy, niż słysząc puste groźby. Pamiętajmy też, że dziecko, które zwraca się po pomoc do jednego z rodziców, chce tej pomocy od tego właśnie rodzica, nie drugiego.

 

  1. Pogardliwe pytania wyrażające zdziwienie.

Pytanie wyrażające zdziwienie oprócz tego, że absolutnie nic dobrego nie wnoszą do dyskusji i relacji między nastolatkiem i rodzicem, to również osłabiają poczucie wartości dziecka. Kiedy dziecko słyszy pełne zdziwienia: „jeszcze się nie uczyłaś?”, „o której to się wraca?”, „czemu ty jeszcze nie śpisz?” albo „czemu ty masz tutaj taki bałagan”? podświadomie odczuwa, że powinien działać i myśleć dokładnie, tak jak myśli rodzic, a przecież jest to niemożliwe. Takie puste pytania wykopują przepaść między nastolatkiem i rodzicem. Jeszcze gorszym typem pytania jest pytanie „czyś ty zwariował, zgłupiał?”, „co się z tobą dzieje?, „dlaczego ty jesteś taki”?, albo „dziecko, ile ty masz lat?”. Są to pytanie retoryczne, bo czyż rodzic oczekuje na nie jakiejś odpowiedzi? Co niby nastolatek miałby na to odpowiedzieć? On nie postrzega świata tak samo jak rodzic. Nie wie, że jest jakiś problem. Takie pytania powodują u dziecka dyskomfort i poczucie, że powinno być jakieś (ale jakie? jakie?), wpasowane w jakiś rodzicielski schemat i dostosowane do rodzicielskich oczekiwań.

Moja wskazówka – wyeliminujmy takie pytania z naszego języka. Zastąpmy je zwykłymi pytaniami, pozbawionymi irytacji i zdziwienia. Pomóżmy naszemu dziecku zorganizować czas. Uszanujmy jego przestrzeń. Zaakceptujmy to, jak wygląda jego pokój lub wspólnie ustalmy granice bałaganu. Zaakceptujmy też jego samego i fakt, że nie jest taki jak my i nie będzie postępował dokładnie tak, jak my. Nasze oczekiwania wyrażajmy w sposób jasny i konkretny. Bierzmy pod uwagę zdanie jakie ma nastolatek na dany temat. Więcej pomocnych wskazówek znajdziesz w poniższych artykułach:

Jak pomóc dziecku zaplanować dzień.

Budowanie nawyków u dzieci. 

   

4. Komentarze po fakcie.

Dla wielu rodziców bardzo kuszące jest pouczanie swoich dzieci, po tym jak wydarzyło się jakieś nieprzyjemne zdarzenie. Dziecko się uderzyło lub przewróciło i od razu słyszy: „a nie mówiłam?”, przyniosło złą ocenę: „sto razy ci powtarzałam, że masz się uczyć”, nie dało rady realizować swoich planów: „wiedziałam, że tak będzie”, przewróciło szklankę: „patrz, z czego żyjesz”. Takim gadaniem, rodzice w sztuczny sposób pokazują swoją wyższość i przewagę nad dzieckiem. Wydaje im się, że są wszechwiedzący i potrafią przewidzieć wszystko co się wydarzy, co jest przecież niemożliwe. Takie zachowanie rodziców powoduje tylko złość i bezradność dziecka a także zażenowanie i smutek, ponieważ chciałoby, aby w takiej chwili rodzic raczej je zrozumiał a nie pouczał. Komentarz po fakcie nie wnosi też nic dobrego do wzajemnych relacji i zrozumienia.

Moja wskazówka – powstrzymajmy się od tego typu komunikatów. Tak naprawdę nie jesteśmy wszechwiedzący i nie mogliśmy przewidzieć tego, co się wydarzyło. Stłuczony młotkiem palec więcej nauczy dziecko, niż pouczające kazania. W takich trudnych chwilach naszym zadaniem jest głównie wysłuchanie młodego człowieka, wsparcie i pocieszenie, niż podnoszenie własnego poczucia kompetencji rodzicielskich pouczającym gadaniem.

 

  1. Krótkie zdania kończące dyskusję.

Niektórzy rodzice w obliczu trudności, zmęczeni dyskusją z nastolatkiem lub jeśli brak im czasu i rzetelnych argumentów, kończą dyskusję słowami : „dosyć!”, „daj spokój!”, „aj, nie przesadzaj!”, „koniec dyskusji!”, „przestań!”. Daje to nastolatkowi poczucie, że nie został do końca wysłuchany, nie znalazł zrozumienia a jego słowa trafiły w próżnię. Dalsza dyskusja jest wówczas niemożliwa, choć obie strony wychodzą z niej z poczuciem nierozwiązanego problemu. Słysząc bardzo często takie urywające dyskusję zdania, nastolatek wyczuje naszą niechęć, a sam poczuje się odrzucony i speszony.  W przyszłości  prędzej będzie się wycofywał z prób nawiązania z rodzicem rozmowy i szukał zrozumienia gdzie indziej.

 

Moja wskazówka – jeśli nie mamy czasu rozmawiać z dzieckiem w danym momencie, lepiej jest mu o od razu spokojnie powiedzieć. Jeśli będzie to dla niego ważne, na pewno do tego wróci. My sami możemy mu o tym przypomnieć. Nie przerywajmy też w taki krótki, ucinający wszelkie dyskusje sposób rozmowy. Jeśli w danym momencie nie mamy pomysłu, jak rozwiązać problem, również lepiej jest to odroczyć i spokojnie przełożyć na bardziej dogodny czas. Obie strony będą miały czas na zastanowienie i znalezienie własnego rozwiązania, które potem spokojnie ze sobą skonfrontują.

 

 

  1. Związane z rodzeństwem.

Rywalizacja pomiędzy rodzeństwem towarzyszy ludziom chyba odkąd pojawili się na świecie. Pierwszymi rywalizującymi braćmi byli przecież Kain i Abel. Kiedy nastolatek słyszy: „nie obchodzi mnie to, oboje dostaniecie karę” albo tekst typu „przeproś go” lub „zostaw go” bez chęci rzetelnego rozwiązania sporu nie wie, gdzie może szukać zrozumienia. Stawanie po stronie jednego z dzieci zawsze powoduje złość, frustrację i poczucie odrzucenia u drugiego, niezależnie od wieku.

Moja wskazówka – jak tylko jest to możliwe, nie stawajmy po stronie żadnego z dzieci, z uwagi na to, że jest np. młodsze albo głośniej krzyczy lub płacze. Niektóre konflikty lepiej jest zostawić do rozwiązania samym dzieciom. W sytuacji, kiedy nasza interwencja jest niezbędna z taką samą uwagą wysłuchajmy relacji obu stron oraz propozycji rozwiązania sporu.

 

  1. Polecenia bez uzasadnienia.

Wiele rodziców żywi głębokie  przekonanie, że nastolatki powinny od razu i bez szemrania wykonywać wszystkie ich polecenia, a najlepiej, żeby wykonywały je zanim rodzic pomyśli o tym, że coś trzeba zrobić. Niestety to tak nie działa. A teksty typu „zostajesz w domu i tyle” , „sprzątaj i już”,  „idź ty już spać”, „idźże się wreszcie uczyć” wcale nie pomagają we wzajemnym zrozumieniu. Powtarzane w kółko dla samego mówienia, osłabiają rodzicielski autorytet i uczą nastolatka, że poleceń rodzica nie trzeba wykonać, ponieważ on i tak nie sprawdzi, czy zostało to zrobione. Najwyżej powtórzy po raz kolejny i kolejny. Jeśli dodatkowo nastolatek wyczuje w tonie rodzica złość, sam również będzie się złościł i frustrował.

Moja wskazówka – ograniczmy nasze polecania do takich, które naprawdę chcemy, żeby nasze dziecko wykonało. Nie ma też nic złego w tym, że nastolatek sam planuje sobie czas i sam decyduje o tym, co i kiedy robi. Zadbajmy o to, by nasze prośby i polecenia nie były pouczeniami, oskarżeniami i rozkazami, tylko zwykłymi komunikatami, pozbawionymi irytacji i złości. Kiedy wydajemy polecenie  nastolatkowi, róbmy to tak, żeby wiedział, że mówimy poważnie i naprawdę chcemy, żeby wykonał zadanie.

 

  1. Porównania.

Porównywanie dzieci, w taki sposób, że jedno wypada gorzej lub lepiej również powoduje zachwianie u nich poczucia wartości. Jeśli dziecko słyszy: „zobacz jak Ania się ładnie ubrała” – myśli, że nie jest dość dobre, by wzbudzić zachwyt i akceptację rodziców. Jest wówczas smutne, rozczarowane, bezradne, ponieważ ono nie widzi różnicy. Ponadto budzi to też jego złość. Inne teksty, których nie znoszą nastolatki, a które wzbudzają powyższe uczucia i mają związek z porównaniami to np. gdy pytamy dziecko: „a co dostali twoi koledzy?” lub słysząc jak ktoś gra na gitarze (jeśli nasze dziecko również gra): „a widzisz, jak Adaś pięknie gra?”. Nastolatek odczuwa to tak, jakby umiejętności innych dzieci, były ważniejsze dla rodziców, niż umiejętności jego własne. Inne teksty porównujące, których nastolatki nie cierpią to: „jesteś taki jak ojciec” lub „nie jestem twoją koleżanką”.

Moja wskazówka – podarujmy sobie konieczność porównywania naszych dzieci z rówieśnikami i innymi osobami z jego otoczenia. Ono nie jest i nigdy nie będzie takie, jak ktoś inny.  A jeśli już zdarzy się sytuacja skłaniająca nas do porównania, zróbmy to tak, by porównanie to było pozbawione oceny. Zaakceptujmy nasze dziecko takie, jakie jest :-). Niech będzie po prostu sobą.

 

 9. Wyzwiska.

To zupełnie osobna kategoria tekstów kierowanych do dziecka, ponieważ nie tylko osłabiają poczucie wartości i wzajemną więź, ale również upokarzają dziecko, dotykają je i sprawiają, że młody człowiek czuje się po nich naprawdę źle. Wyzwiska w żaden sposób nie pogłębią szacunku naszego nastolatka do nas, a wręcz przeciwnie. Pozostawiają też trwały ślad w psychice dziecka.

Moja wskazówka –  nigdy nie należy dziecka wyzywać ani w żaden inny sposób etykietować.

 

Czy znasz jakieś inne testy, którymi nie warto zwracać się do  nastolatków (a także młodszych dzieci) ? Podziel się z nami w komentarzu.

Jeśli uważasz, że warto – udostępnij.  Jeśli się nie zgadzasz, daj proszę znać.

Dziękuję, że jesteś 🙂

 

 

11 wątków z “Tak lepiej nie mówić do nastolatków (a także młodszych dzieci).

  1. Pingback: Nowoczesne słowa używane przez młodzież, o których młodsi myślą, że starsi ich nie rozumieją. – Mama na całego

  2. Pingback: Prosty sposób na pozbycie się góry prania. – Mama na całego

  3. Mnie najbardziej denerwuje porównywanie dzieci. Moj tata to zawsze robił i jIe bymo ni z tym dobrze

  4. Nie mam w domu nastolatka, ale wszystkie punkty przerobiłam, gdy sama byłam w tym wieku. Wiem, że takie gadanie nie ma sensu, pamiętam jak mne to wkurzało i staram się unikać takich słów w rozmowie z synkiem 😊

  5. Nikt nie mówił, że rodzicielstwo jest łatwe.
    Czytam i doświadczam i ciągle mnie coś zaskakuje

  6. W punkcie pierwszym jestem mistrzynią 😉 Z czasem sama doszłam do wniosku, że to głupie… ale i tak nie mogłam się powstrzymać. Więc tym razem, jak mi się taka groźba bez pokrycia ciśnie na usta, to staram się ją pokryć irracjonalnością, żeby obrócić wszystko w śmiech, a dzieckiem porozmawiać poważnie, lecz w lekkim nastroju. I moje „groźby” wyglądają mniej więcej tak: jak nie przestaniesz, to odbiorę Ci kieszonkowe (i tak im nie daję 😉 Jak nie przestaniecie się kłócić, to wprowadzamy się z Ojcem do waszego pokoju. Bałagan? Przychodzę z aparatem i cykam zdjęcia. – Mamo co robisz? – A nic, tylko zdjęcia na facebooka 😉 Sprzeczali się o grę na konsoli (dziś to już na szczęście przeszłość), to mówiłam: – Za karę kupię wam trzy konsole, trzy telewizory, wypiszę was ze szkoły i będziecie musieli grać aż do Bożego Narodzenia. Mina chłopaków bezcenna. Może to nie jest najlepsza metoda, ale lubię się z dziećmi pośmiać i poważne tematy załatwiać z uśmiechem na twarzy 😉 Bardzo dobry tekst!!! Pięknie wypunktowane. Brawo!

    1. Dziękuję za Twój komentarz i miłe słowo 🙂 Oczywiście TAKIE groźby, o jakich piszesz są jak jak bardziej do przyjęcia. Kupują tą – za karę będziecie musieli grać do…..Wielkanocy non stop 😉

  7. Świetny tekst. Niestety niektóre błędy i ja popełniam ale już od dawna staram się brać odpowiedzialność za to co mówię, zwłaszcza w emocjach. Czyli tak naprawdę najlepiej nie dawać ponieść się właśnie emocjom bo to pod ich wpływem trzeszczymy te głupoty. Cały czas trzeba myśleć jakim się jest rodzicem, jaki ma się przekaz, ile czasu się poświęca dziecku, słuchać tego dziecka, szanować, kochać bezwzględnie choć nie głupią miłością, być przy nim, wspierać i tłumaczyć tłumaczyć tłumaczyć. Nawiązywać głębokie relacje, przyjaźń, która później jak podrośnie i zacznie się cyrk z dojrzewaniem to zaprocentuje… Ale sama wiem, że nic nie wiem bo wszystko przede mną 😉 Wiem tylko tyle, że mojej mama zawsze była i jest moją najlepszą przyjaciółką, której mogłam i mogę powiedzieć w zasadzie wszystko.

    1. Beatko, dziękuję za Twój komentarz. Bardzo ważną kwestię poruszyłaś – emocje. Wielokrotnie to właśnie one sprawiają, że mówimy to, czego nie chcemy. „Trzeszczymy te głupoty” – kradnę hasło 🙂 Buziak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *