Uśmiecham się do Ciebie poprzez obiektyw aparatu.

To zdjęcie sprzed 18 lat  zostało zrobione na zamku książąt Sułkowskich w Bielsku – Białej.  Było wtedy zimno, ale mnie nie straszny był deszcz, śnieg czy wiatr, nadszedł bowiem dzień, o którym marzy chyba każda dziewczyna (a przynajmniej tak było za moich czasów) czyli dzień mojego ślubu.

Nie będzie odkrywcze, co teraz napiszę, ale od tego czasu wiele się zmieniło w moim życiu. Młodzież, która wkracza w dorosłe życie przekonana jest, że te 18 lat to szmat czasu, podczas którego tyyle doświadczyli, tyyle przeżyli. Sama kiedyś miała osiemnastkę i wiem, jakie to wielkie przeżycie.

I choć teraz mogę otworzyć szampana z okazji drugiej osiemnastki, w ciągu której pewnie doświadczyłam więcej, niż wówczas ( a przynajmniej więcej pamiętam), to ten czas wydaje mi się mgnieniem oka a ja wciąż jestem tą samą osobą.

Metryka jednak nie kłamie i muszę uznać, że choć to wciąż ta sama ja, to z pewnym bagażem doświadczeń, dojrzałością, która pozwala mi na kilka słów podsumowania.

Nie. To nie będą dobre rady dla młodych małżonek. Daleka jestem od tego, by mówić ludziom, co będzie dla nich dobre, skoro jest dla mnie.

To takie moje osobiste refleksje,  ciekawostki  i odkrycia, których pewnie bym nie dokonała nie będąc żoną i mamą 🙂 .

Osiemnaście. Żeby było prościej – na każdy rok jedna 🙂

Zaczynamy:

  1. W domu, w którym są dzieci, zwłaszcza małe można sprzątać cały dzień, od rana do nocy, a i tak jest bałagan.
  2. A kontynuując ten wątek są rzeczy ważniejsze, niż porządek w domu.
  3. Jeśli masz ochotę na to, by na stole znalazły się kwiaty albo na śniadanie do łóżka, to możesz sobie to sprawić samemu.
  4. Wraz z wiekiem mężowi przybywa nie tylko siwych włosów, ale również skarpetek i koszul do prasowania.
  5. Mąż może Cię zaskoczyć (pozytywnie, ma się rozumieć) w najmniej oczekiwanym momencie.
  6. Są rzeczy, które nigdy się nie kończą. A należą do nich między innymi pranie i zakupy (oraz sprzątanie, ale o tym już pisałam 🙂 ).
  7. Wspólne, rodzinne wakacje  są zawsze fajne, nie ważne gdzie i jaka pogoda, nawet w domku z ograniczoną przestrzenią zwanym kamperem.
  8. Jest takie powiedzonko – „Z rodziną to najlepiej się wychodzi, ale na zdjęciu” – można się z nim zgodzić albo i nie. Bo w rodzinie, jak w życiu – nie wiadomo, na kogo się trafi.  Zawsze będzie tak, że ktoś będzie nam idealnie pasował i świetnie się z nim będziemy dogadywać i trafi się też ktoś, z kim nie będziemy się mogli dogadać. I wcale nie musimy się z tą osobą na siłę spotykać. Ale jedno jest – moim zdaniem pewne. O dobre relacje w rodzinie warto dbać. Cieszyć się z każdej życzliwej pomocy, wspólnie spędzonej chwili, dobrego słowa i tego, że nie trzeba „radzić sobie samemu”. Młodzi małżonkowie chcą być jak najdalej od rodziców, by Ci się „nie wtrącali”. I bardzo dobrze. Sami muszą się „dotrzeć”. Mieszkam z dala od rodziców i tylko z zazdrością spoglądam na tych, którym babcie, czy dziadkowie codziennie odbierają dzieci z przedszkola albo zabierają na plac zabaw. U nas to wielkie święto.
  9. W rodzinach to panują różne mity, które zaczynają się od: „bo u nas….”, albo „bo my…”, albo „zawsze…” albo „nigdy…”.  Czy u Ciebie również?
  10. Najpiękniejsze chwile, które sprawiają, że człowiekowi zapiera dech w piersiach i czuje w sobie ogromną radość i niewyczerpaną moc to narodziny dzieci.
  11. Dziecko, które sprawia najmniej „kłopotu” to taki 1-3 tygodniowy noworodek.
  12. Nawet jeśli na świecie będzie panował feminizm większy, niż kula ziemska, a w męskich szafach pojawią się również sukienki to są rzeczy, których chłop nie zrobi nigdy i są rzeczy, których nigdy nie zrobi baba. I już.
  13. A także takie, które zrobi tylko mężczyzna i takie, które zrobi tylko kobieta.  (I nie chodzi o rodzenie dzieci, choć to oczywiście też).
  14. Na początku małżeństwa to można się przejmować wieloma rzeczami, dobrymi radami „wujciów dobra rada” , czy też babć i cioć wszelkiej maści i wbijanymi  przez nich szpilami tu i ówdzie, bo przecież „jak można robić inaczej, niż ja???!!!„. Ale pewnego dnia przychodzi taki moment, że masz już wszystko w nosie i możesz powiedzieć sobie: „Cholera jasna, mam już w końcu 40 lat. Jak długo jeszcze będę dla cioci Kloci niesforną dziewczynką z mysimi warkoczykami?”
  15. Nocny dźwięk, który działa lepiej, niż najlepszy budzik to dziecięcy płacz, krzyk lub kaszel.
  16. Powiedzonko „widziały gały, co brały” można włożyć między „Stoliczku, nakryj się” a ” Kopciuszka”.  Wniosek ten wysnułam obserwując wiele związków.
  17. Ale z kolei powiedzonko, że mężczyzna jest głową a kobieta szyją w rodzinie to jest jak najbardziej trafne. Chociażby mąż miał tysiące pomysłów na CO, to właśnie  żona będzie wiedziała JAK, GDZIE, KIEDY.
  18. Ostatni punkt zabrzmi bardzo górnolotnie i romantycznie. Ale to dobrze, bo tak właśnie ma być – Miłość jest najważniejsza i jest dobra na wszystko. 

A czego Ty dowiedziałaś się w czasie swojego małżeństwa?

 

11 wątków z “Czego dowiedziałam się podczas 18 lat małżeństwa.

  1. Zgadzam się! Chyba najbardziej z punktami 15 i 17 😉 U nas 7 lat za nami. Podobno rok kryzysowy. No różnie bywa, ale jak będziemy pamiętać o punkcie numer 18, to chyba damy radę 🙂

  2. Zgadzam się w 100 %, że najmniej roboty jest z 1-3 tygodniowym dzieckiem. Pamiętam jak czekałam, kiedy on się w końcu obudzi. Wszystkie zdjęcia z tego okresu ma kiedy śpi haha 😉 Dziś jest boże kiedy on w końcu pójdzie spać haha 😉

  3. 12 punkt najlepszy!!! 😉
    A do punktu 14-stego dodałabym tylko, że ekspertem stajesz się po trzecim dziecku. Nikt już wtedy nie ośmieli Ci się nic radzić, he, he. Wręcz przeciwnie, to Ciebie ciągle pytają o radę.
    A 8 punkt? Też rodzina mi się nie narzuca z pomocą 😉 Liczbę dni, które dzieci w ostatnim roku spędziły z dziadkami mogę policzyć na palcach jednej ręki… i jeszcze mi palców zostanie. Zdani jesteśmy sami na siebie. I jestem im za to dozgonnie wdzięczna. Serio!!! Nic tak nie jednoczy rodziny, jak zmaganie się z codziennością.
    A czego mnie nauczyło 18 lat małżeństwa? Hmmmm mam dokładnie rok na przemyślenia 😉

    1. To prawda, że małżeństwo zdane na siebie potrafi dobrze sobie radzić. U mnie niestety sprawa jest trochę skomplikowana, gdyż na codzień jestem sama a wierz mi, że to naprawdę nie lada wyzwanie, kiedy „nie masz z kim dziecka zostawić”, a np. musisz iść do lekarza albo na zebranie, że nie wspomnę o pracy, w której trzeba zostać dłużej ale się nie da, bo nikt dziecka z przedszkola nie odbierze. Nie mogę się też swobodnie umówić z koleżanką po fachu – Retro Matką na kawkę 🙂 No więc to są takie dylematy 🙂 Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  4. W punkt. A raczej w 18 punktów 🙂
    Ja dodałabym jeszcze to, że umiejętność godzenia się po burzliwej kłótni nabywa się wraz ze stażem, mimo że tych kłótni jest też coraz mniej… chyba się docieramy 😉
    pozdrawiam was oboje – dorośli małżonkowie

    1. To prawda. Kłótnie są jakieś…inne 🙂 Pozdrawiam i dziękuję za komentarz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *