„Pewnego dnia w krainie Teletubisiów Po usłyszała głośny ryk” …………….Graaaaaaaaaaa.!!!

Słowa z tej znanej, wywołującej ambiwalentne uczucia bajki sprawiły, że znalazłam sposób, aby oduczyć moje dziecko głośnego ryku, czyli zachowania, które trudno zaakceptować.

Otóż mój siedmioletni synek swego czasu miał zwyczaj straszyć swoją dwuletnią siostrę głośnym rykiem.  Podchodził do niej  znienacka i ryczał jej do ucha albo nad głową. Albo robił to w czasie wspólnej zabawy. A także na placu zabaw. I kiedy wpadał do kuchni na obiad a ona już siedziała przy stole.

Ona oczywiście, reagowała na to przestrachem i płaczem, przerywając czynność, którą robiła i rzucała się prosto w kierunku mamy (czyli mnie).

Nie pomagały tłumaczenia, rozmowy, zachęty.

Ot – taki znalazł sobie sposób na zwracanie na siebie uwagi, dobrą zabawę albo rozładownie napięcia.  Być może miał też nieokiełznaną potrzebę głośnego ryku.

Pewnego razu  oglądaliśmy stary odcinek Teletubisiów, w którym narrator mówił spokojnym głosem – Pewnego dnia w krainie Teletubisiów Po usłyszała głośny ryk.  Po stanęła obok słynnej tuby a pozostałe Teletubisie oddaliły się na dalszy plan. Następnie z Tuby rozległ się głośny ryk, zupełnie podobny do tego, jaki wydawał mój synek – Graaaaaaaaa. Po  zareagowała chwilą konsternacji, po czym zaczęła się śmiać. Pozostałe Teletubisie poszły w jej ślady i tak naprzemiennie słyszeli ryk i się śmiali a potem tarzali po podłodze. Była to wesoła zabawa, również dla nas.

Pomyślałam sobie, że to świetna okazja do wykorzystania tej historii.

Powiedziałam do mojego synka w obecności siostry:

Wiesz….co ty na to, żebyś od teraz, zanim rykniesz siostrze do ucha powiedział sobie po cichu lub na głos te słowa – Pewnego dnia w krainie Teletubisów Po usłyszała głośny ryk. Po czym odczekasz chwilę i dopiero wtedy rykniesz.  Zgadzasz się?

Ku mojemu zdziwieniu zgodził się od razu. A nawet mu się to spodobało. Słyszałam parę razy, jak ćwiczył sobie pod nosem tekst, żeby dobrze zapamiętać. Aż przyszedł moment, kiedy zechciał wykorzystać nową „zasadę”.

Podszedł do siostry i powiedział:  Pewnego dnia w krainie Teletubisów Po usłyszała głośny ryk. Po czym zrobił, jak należało przerwę i Ryknął.

I co się stało? Oboje zaczęli się śmiać.

Uznałam więc, że trik okazał się niezwykle skuteczny. Bo po pierwsze – potrzeba ryknięcia (o ile taka była) została zaspokojona, córeczka miała czas na przygotowanie się na ryk i uznała to za zabawę a nie straszenie. No i najważniejsze. Za parę dniu mu się znudziło i przestał to w ogóle robić.

Dumna ze swego pomysłu pomyślałam, że to świetna metoda odzwyczajania dzieci zachowań, które trudno zaakceptować. Albo złych nawyków.

Nazwałam ją metodą ZANIM i zaczęłam stosować.

Gorąco polecam, choć przypuszczam, że znajdzie tyle samo przeciwników, jak i zwolenników.

Przeciwnicy mogą uznać, że dzieci nie można programować, że są ważne i trzeba podążać za ich potrzebami i uczuciami.

Owszem. Zgadzam się.

Jednakże dzieci też trzeba uczyć pewnych zachowań, nawyków, systematyczności czy też  samodyscypliny. Tak, aby umiały poradzić sobie w dorosłym życiu, znalazły sposoby, by realizować swoje plany i marzenia. Jeśli w dzieciństwie nie nauczy się je, że lepiej jest najpierw zrobić zadanie domowe a dopiero potem się bawić to podobnie będą robić w dorosłym życiu.

Przekonałam się, że metoda „zanim” jest bardzo skuteczna, przede wszystkim do nauki drobnych, codziennych czynności, ponieważ jest praktyczna i szybka a także pozwala zwracać się do dziecka uprzejmie:

  • zanim włączysz komputer – zobacz, czy nie masz zadania domowego,
  • zanim wyciągniesz kolejną czystą szklankę – upewnij się, czy ta, z której piłeś przed chwilą nie będzie równie dobra,
  • zanim usiądziesz do obiadu – odłóż telefon,
  • zanim zaczniesz jeść – umyj ręce,
  • zanim zjesz ciastko – pomyśl, czy to przypadkiem nie pora na obiad,
  • zanim położysz się spać – upewnij się, że przygotowałeś sobie wszystko na jutro,
  • zanim następnym razem będziesz chciał wyrwać zabawkę siostrze – pomyśl, czy nie ma innego sposobu na to, by się nią pobawić,
  • zanim znów zechcesz przyłożyć bratu za to, że nazwał cię głupkiem – pomyśl, czy nie ma innego sposobu rozwiązania kłótni,
  • zanim włączysz bajkę – pozbieraj zabawki.

Pamiętam też o tym, że dzieci uczą się przez przykład. Sama więc u siebie stosuję metodę „zanim”.

Bo czyż wypieszczone cappuccino nie smakuje lepiej, kiedy pije się je po skończonej pracy a nie przed?

Albo czy oglądanie filmu w piątkowy wieczór nie jest przyjemniejsze, kiedy pokój nie roi się od dziecięcych zabawek?

Albo kiedy sama masz ochotę ryknąć czy nie lepiej pójść najpierw na chwilę do łazienki albo drugiego pokoju?

Jeśli przekonałam Cię, że metoda „zanim” jest skutecznym sposobem na wyrabianie w sobie i dziecku dobrych nawyków będę wdzięczna za komentarz i udostępnienie mojego wpisu. A może już ją stosujesz? Chętnie wysłucham Twojej historii.

Zachęcam też do przeczytania mojego artykułu o budowaniu nawyków u dzieci oraz polubienia mojej strony na facebooku, gdzie jest wesoło, refleksyjnie i inspirująco.

 

 

 

5 wątków z “Prosty trik, dzięki któremu oduczyłam dziecko głośnego ryku.

  1. Takie dawanie sobie czasu na lekkie ochłonięcie czy sygnalizowanie drugiej osobie o niekoniecznie przyjemnym głosie, który zaraz zabrzmi, jest rewelacyjnym sposobem na odpędzenie pierwszej, i najczęściej najintensywniejszej, fali złości, niezadowolenia czy zawiedzenia. Obie strony mają czas, aby się do tych emocji przygotować, trochę ich spuścić, wrzucić bardziej na luz. 🙂 Mnie wielokrotnie Teletubisie pomagały w tłumaczeniu dzieciom pewnych zachowań, a już „tulimy” było zawsze hitem. 🙂

  2. Spróbuję zastosować 🙂 Faktycznie, chyba zacznę od siebie: „Zanim na Was wrzasnę policzę do dziesięciu, żebyście mieli czas się uspokoić” Próbowałam i zwykle dochodziłam do pięciu. Ale zaprę się!!! 😉 A tak na serio, faktycznie pomysł wart wypróbowania 🙂 U nas w sprawdza się ta metoda w weekendy przy rodzinnym oglądaniu filmów wieczorem. Zanim włączymy film, wszyscy mają być wykąpani. Może w innych zakresach też podziała? :-)))

    1. Dziękuję za komentarz. Na pewno zadziała. A jeśli chodzi o Twoje liczenie, to może zbyt wysoko dałaś sobie poprzeczkę 🙂 Może wystarczy powiedzieć – zanim wrzasnę, policzę do pięciu 🙂 (ps. ja też to stosuję). Buziaki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *