Nastolatki – codzienna instrukcja obsługi.

Tytuł trochę przewrotny, ponieważ nie znajdźcie tu słowa ani o tym, jak sterować nastolatkiem, programować go, czy też obsługiwać.

Trudno też w jednym, krótkim wpisie blogowym wyjaśnić i znaleźć rozwiązanie dla każdego problemu, jaki może się pojawić, kiedy w domu jest nastolatek.

To zbiór pewnych wskazówek, możliwości, z których każdy może zaczerpnąć, co będzie dla niego dobre.

Bo każdy człowiek jest inny i potrzebuje innego, indywidualnego podejścia.

A kiedy człowiek dorasta, dojrzewa – to w środku brzmi prawdziwa burza.

Raz jest cisza i spokój a za chwilę wybuch, aż lecą iskry.

Z jednej strony już jest jedną nogą w samodzielności-dorosłości.

Ale z drugiej wciąż jeszcze poszukuje naszej rodzicielskiej opieki, wsparcia, uwagi i uznania.

Jak postępować z nastolatką/nastolatkiem, by przyjąć jego rodzącą się dorosłość i  jednocześnie pozostać troskliwym rodzicem, a także nie pozwolić wejść sobie na głowę i zachować dobre relacje w rodzinie?

Co robić, by otworzyć mu drogę do dorosłości, dać mu poczucie samodzielności i jednocześnie poczucie, że może wciąż na zawsze na nas liczyć, nadal jest naszym dzieckiem, ważną dla nas osobą?

 

  1. Zaakceptować.

Młody człowiek bardzo się zmienia. Zmienia się jego wygląd zewnętrzny oraz charakter. Z małego, słodkiego, ślicznego dziecka staje się nagle organizmem z nieproporcjonalną budową ciała, pryszczami na twarzy i rozstępami na udach. Zaczyna też mieć własne zdanie i wyrażać je w sposób dobitny i stanowczy. Nam rodzicom nie pozostaje nic innego, jak te zmiany zaakceptować. Wiem, że to trudne i ciężko pogodzić się z niektórymi sprawami.  Że często nas korci i kusi, żeby poprawiać, pomagać oraz „walczyć”.  Ale moim zdaniem nie tędy droga. Moim zdaniem nastolatkowi trzeba dać pewną swobodę i wybór. Przestrzeń, której potrzebuje, by samemu odkryć, czego chce. Pozwolić mu powiedzieć własne zdanie. Pozwolić mu obronić własnych granic. Pozwolić mu zadecydować o sobie. Odłożyć na bok poczucie, że „dziecko ma być posłuszne”. Dziecko wchodzi w dorosły świat. Tam nie będzie rodzica, który go obroni. Tam sam musi się bronić i podejmować własne decyzje. A gdzie ma się tego nauczyć, jeśli nie w rodzinnym domu? To właśnie tu jest miejsce na pierwsze samodzielne decyzje. To tu jest miejsce na pierwsze dyskusje i negocjacje. Im więcej tego doświadczy w rodzinnym domu tym lepiej dla niego w dorosłym życiu.

A co do szybko zmieniającego się wyglądu zewnętrznego.  Wiem, że wiele rodziców widząc pierwszy pryszcz na twarzy swojego syna i pierwsze rozstępy na udach swojej córki od razu chce biec do lekarza lub apteki, by jakoś temu zaradzić. Bo „cóż z niego za rodzic, który nie dba o własne dziecko i pozwala, by zostało ono oszpecone”. Ja również kupiłam specjalne toniki oczyszczające skórę na twarzy dla młodzieży. Jestem jednak zdania, by robić to delikatnie i z wyczuciem. Nie robić z tego większego problemu, niż jest i przez to sprawić, by idealny wygląd nie stał się obsesją i priorytetem. Zmiany w wyglądzie są naturalne. Dostrzegać też wnętrze młodego człowieka. Zaakceptować jego wygląd takim, jaki jest. Z czasem dojrzeje a po niedoskonałościach wieku młodzieńczego nie będzie śladu.

 

2. Dać poczucie, że jest ważna/ważny.

Jedną z podstawowych potrzeb każdego człowieka jest potrzeba ważności i uznania. Często odsuwana gdzieś w kąt, kojarzona z brakiem pokory i skromności. A tymczasem każdy człowiek chce być ważny. Żona chce być ważna dla męża, mąż dla żony. Uczeń chce być ważny dla nauczyciela, a nauczyciel dla ucznia. Sprzedawca chce być ważny dla klienta a klient dla sprzedawcy. Dziecko chce być ważne dla rodzica a rodzic dla dziecka. Tak to już jest. Nastolatek chce być dla nas ważny i naprawdę warto dać mu to poczucie ważności.

Poczucie ważności i uznania dać można w  drobnych, codziennych gestach, słowach. Powiedzieć rano „cześć”, docenić, że „sam wstał”, poprosić o pomoc, podziękować za pomoc, zaangażować w życie codzienne, poprosić o radę, zainteresować się szkołą (nie tylko ocenami), zaproponować wspólne spędzenie czasu (rower, zakupy, film, kino, gra), znaleźć wspólną pasję, która jest bardzo dobrym sposobem na budowanie bliskich relacji, zauważyć, kiedy świetnie dobrał/a koszulę lub bluzkę do spodni, powiedzieć „dobranoc”. To naprawdę niewiele, a młodemu człowiekowi daje poczucie, że go widzimy, czujemy jego obecność, interesujemy się jego osobą. Po prostu jest dla nas ważny.

 

3. Nie stosować kar.

Często spotykam się z rodzicami, którzy uważają, że najistotniejsze jest to, by mieli poczucie władzy i kontroli  nad swoimi dziećmi, które mają im być posłuszne, mają robić, co się im każe a środkiem na egzekwowanie tego posłuszeństwa są kary. Najmodniejszą obecnie karą jest zabieranie telefonu i komputera na tydzień, który oddaje się na weekendy, a także manipulowanie kieszonkowym w zależności od tego, jakie przynosi oceny albo jak się zachowuje (czy jest „grzeczny”).

Wątpię, aby ta metoda była skuteczna. Przede wszystkim postępowanie tak, by dziecko było bezwzględnie posłuszne sprawia, że w świat pójdzie człowiek, który ciągle będzie potrzebował ręcznego sterowania. W życiu dorosłym nie będzie wiedział, jak postępować, skoro to rodzic zawsze myślał za niego, a wszelkie przejawy samodzielności i własnego zdania były od razu karane. A z drugiej strony to może rodzić bunt, a wówczas nastolatek będzie sobie szukał innego źródła akceptacji, innego autorytetu, pójdzie tam, gdzie go lepiej zrozumieją.

Ponadto kara, która nie ma związku z „przewinieniem”  w żaden sposób nie uczy młodego człowieka, jak należy postępować. Uczy go tego, co lepiej unikać, choć to też tylko na chwilę. Ale nie pokazuje, co robić, jak robić, by było dobrze. Kara odbierana jest również, jako brak sprawiedliwości (np. z tym kieszonkowym, które, moim zdaniem, jeśli zostało raz ustalone, nie powinno podlegać zmianom) a także sposób na sprawienie przykrości dziecku. Ileż to razy kara została dana w złości (przykrość) i zaraz potem cofnięta (phi)?

Zamiast zabierać dziecku smartfon za karę, lepiej jest wspólnie wypracować sposoby, zasady obowiązujące każdego domownika, jak najlepiej nad nim panować, by nie zapanował nad nami, pisałam o tym tutaj – [klik]

Według mnie o wiele lepsze od jakichkolwiek kar jest:

 

4. Serdeczna rozmowa.

Szczera, serdeczna rozmowa jest zawsze najlepsza. Choć wcale nie twierdzę, że jest prosta. Czasami nastolatek zainicjuje spontaniczną rozmowę, kiedy będzie potrzebował pomocy, szukał porady lub zrozumienia. Dobrze jest być na to gotowym i odłożyć wówczas na bok wszelką chęć pouczania, krytykowania, mówienia „a nie mówiłam”, oceniania i znajdywania od razu gotowych rozwiązań. Lepiej próbować dopytać – jak się z tym czujesz, co potrzebujesz, co chciałbyś osiągnąć…. Można też zaproponować swoje rozwiązanie, choć nie traktować go w kategoriach – najlepsze. Rozmowa to nie tylko gadanie, rozmowa to słuchanie.

Jeśli nie mamy czasu rozmawiać w danym momencie – lepiej jest powiedzieć, że do tego wrócimy podając dokładny czas, niż – daj mi teraz spokój, jest zajęta.

Bardzo dobrym rozwiązaniem na opanowanie sztuki rozmowy jest organizowanie systematycznie rodzinnych spotkań, w dogodnym dla każdego czasie, na których każdy z rodziny będzie mógł powiedzieć to, na co ma ochotę i każdy będzie wysłuchany. Spotkania rodzinne mogą wydawać się jakimś „sztucznym tworem” i początkowo takie rzeczywiście mogą być. Ale z czasem, kiedy staną się „rutynowe” i „oczywiste” dzieci i rodzice zauważą, że dzięki nim relacje w rodzinie dobrze się układają i każdy czuje się ważny i potrzebny.

O tym, jak lepiej nie zwracać się do nastolatków pisałam tutaj – [klik]

 

5. Zapewnić kontakt fizyczny.

Wydaje się to dziwne?

Może. Bo w pewnym wieku dzieci nie chcą się przytulać. Często też uważają, że to obciach, kiedy mama chce pocałować synka na do widzenia. I wcale się nie dziwię, bo akurat takie  zachowanie mamy może był dla młodzieńca kłopotliwe.

Ale każdy potrzebuje fizycznego kontaktu z drugim, bliskim człowiekiem. Jeśli jest okazja – przytulajmy nasze nastolatki, pogłaszczmy czasem po głowie, weźmy za rękę, pomasujmy stopy albo plecy.

Naprawdę warto.

 

6. Obdarzyć zaufaniem.

Udzielenie zaufania młodemu człowiekowi jest również dar, który będzie procentował. Jeśli zaufamy naszemu dziecku, ono również nauczy się ufać sobie, a to tylko ułatwi mu dorosłe życie na własny rachunek.

Znam mamy, które robią wszystko za swoje dzieci, uważają, bowiem, że dzieci same nie potrafią. Są przekonane, że ich dziecko nie upierze sobie ubrania, nie będzie umiało wyprasować czy nawet włożyć do szafki, nie potrafi też przygotować sobie same posiłku, ani spakować się do szkoły. Uważają, że one – mamy zrobią to lepiej. Przypominają też nachalnie o nauce, obowiązkach, dodatkowych zajęciach, myśląc, że jeśli tego nie zrobią to ich dziecko  – zapomni….. . Nie chcą oddać odpowiedzialności za siebie swoim, prawie dorosłym dzieciom i nie pozwalają, by same organizowało sobie czas. Nie dadzą im też szansy, by mogły pokazać, że jednak coś potrafią, co często wynika z perfekcjonizmu – jeśli twoje ubrania nie będą idealnie złożone (tak, jak ja bym to zrobiła) to lepiej ich w ogóle nie składaj. Niestety, ale to częste zjawisko.

Proponuję jednak zaufać swoim dzieciom, dać im szansę. Jeśli raz zapomni stroju na w-f i dostanie „bana”, to go tylko nauczy, żeby następnym razem pamiętać. Niech popełni parę błędów, niech dozna paru potknięć. Jaka może być lepsza nauka?

O budowaniu dobrych nawyków u dzieci pisałam tutaj – [klik]

A o tym, jak pomóc mu zaplanować dzień tutaj – [klik]

 

Wiem, wiem.

Bycie rodzicem nastolatka wcale nie jest łatwe.

Wiem, że ciężko przejść do porządku dziennego nad kolejnym powalającym pomysłem, jakim jest np. zrobienie sobie dredów (bo mój idol je ma), zafarbowanie włosów na różowo, chodzeniem tylko w glanach, słuchaniem głośnej muzyki (i to metalowej) albo co gorsza  – eksperymentowaniem z używkami (papierosami, alkoholem).

Wówczas trzeba poszukać indywidualnego rozwiązania.

Jeśli Twój nastolatek swoim zachowaniem sprawia, że już nie dajesz rady – napisz do mnie. Spróbujemy znaleźć wspólne rozwiązanie.

Wiem, że życie sprawia niespodzianki. I czasem robimy wszystko, by było jak najlepiej, ale i tak nie wychodzi.

Zachęcam Cię jednak do wdrożenia powyższych punktów. Naprawdę mogą pomóc budować dobre relacje, nawet jeśli wydaje nam się, że tu i teraz nic nie dają, to jednak w przyszłości zaowocują i nasze dziecko z radością przyjdzie do nas na rodzinny obiad.

Tego Ci życzę.

 

 

 

36 wątków z “Nastolatki – codzienna instrukcja obsługi.

  1. Pingback: Jak rozmawiać z dziećmi o seksie. – Mama na całego

  2. Umówmy się. Wystarczy że nie będzie ćpać, pić i nie zajdzie w ciąże (nie zrobi komuś dziecka) przed 18. Reszta nie ma znaczenia. 😉

    1. Nie no, jest jeszcze parę rzeczy. Na przykład nie może drażnić psa sąsiada, powinien zawsze spłukiwać wodę w toalecie i musi oddawać mamie resztę, kiedy ta wyśle go po zakupy. Reszta? To tylko to, co znajduje się pod szczytem góry lodowej.

  3. Szkoda ze wczesniej nie znalazlam tego artykulu, napewno skorzystalabym z podanych rad. A teraz niestety cyt. corke.” nie lube cie, rozmawiam z toba tylko dlatego ze musze, itp..:-(
    Ciezko mi dotrzec do niej. Gdy dzwonie, pytam co u niej, pruboje doradzic, to slysze ze sie wtracam. Mam sie zajac wlasnym zyciem. Po takich odpowiedziach, przestalam pytac. To uslyszalam, ze nie interesuje sie nia itp. 🙁
    Ojjj dlugo by pisac, a relacje z dnia na dzien sie pogarszaja a ja…. niepotrafie ich naprawic 🙁

  4. Sama kilka lat temu byłam nastolatką, więc wiem jak to jest.
    Ja akurat dziękuję rodzicom (mojej mamie szczególnie), że trzymali rękę na pulsie i zakazywali pewnych rzeczy. Zaufania nie miałam od nich dużo. Jednak ja byłam bardzo złą nastolatką i nie wiem jakby się skończyło, gdyby mnie odpowiednio nie pokierowali.
    Z moją córką mam nadzieję, że nie będę miała takich problemów i będę właśnie podchodzić do dojrzewania tak jak ty. Bo masz całkowitą rację w tym co piszesz.
    Nie mniej jednak to, jak ona będzie przechodzić ‚okres buntu” zależy od tego, jak wychowuję ja teraz i jak będę to robić, dlatego buduję z nią więź cały czas.
    Pozdrawiam:*

    1. Dziękuję za komentarz. Oczywiście masz rację, że na wszystko pracujemy od urodzenia naszego maluszka. I dobrze jest zakazywać pewnych rzeczy, po to są właśnie rodzice, aby umiejętnie wyważyli sytuację. Wiem, że to wcale nie jest łatwe tak po prostu zaufać we wszystkim. Ale….chyba nie taką bardzo złą ;-)?

  5. Jeszcze mi do tego daleko, ale wiesz… tak strasznie się boję… Już teraz mam problem, żeby dotrzeć do córki, a ona ma dopiero 3,5 roku. Nie wiem jak sobie poradzę, rodzicielstwo to strasznie trudna rzecz…

  6. Nie mam jeszcze nastolatka w domu, ale wiem jaką trudną nastolatką byłam ja.. Baje się tego okresu, ale mam nadzieję, że przejdziemy przez niego razem nie tak jak ja sama..

  7. Co prawda nie mam w domu jeszcze nastolatka, ale wszystko przede mną. Już się boję co to będzie jak wejdzie w wiek nastolatka, bo teraz już potrafi pokazać „różki”. Ale może nie taki nastolatek straszny, jak go malują?

    1. Pewnie, że nie 🙂 Nastolatki to przemiłe osoby 🙂 Zdolne, kreatywne i chętne do współpracy. Naprawdę 🙂

  8. Mojej córce jeszcze daleko do bycia nastolatką, chociaż mi się wydaje, że ja nie dawno sama nią byłam 😀 z pewnością są to cenne rady dla rodziców, niestety każdy będzie musiał to przejść. Czasem mi się też wydaje, że niektórzy sami zapomnieli jak byli nastolatkami i co w tym czasie robili. Pozdrawiam 🙂

  9. Monika, bardzo cenne rady. Wracam, żeby dodać parę rzeczy. Wg mnie najważniejszy jest spokój i zachowanie zimnej krwi w każdej sytuacji, tak żeby to, co mamy do przekazania nastolatkowi, do niego dotarło. Tak naprawdę nie ma jednej zasady, jak wychować nastolatka, bo każdy z
    Nich jest inny, wiec warto zastanowić się co zrobić, żeby podtrzymać nasz dobry kontakt tak żeby było dobrze i jemu i nam.

    1. Bardzo cenna uwaga – żeby i nam i jemu było dobrze razem. Dziękuję za komentarz 🙂

  10. Dzięki za te wskazówki, ten etap mam dopiero przed sobą i już boję się co to będzie. Dzieci są różne i to co skutkuje na jedno może nie być dobre dla drugiego, dlatego trzeba zawsze szukać i dopasowywać nasze metody wychowania pod konkretne dziecko. Ja uwielbiam czytać takie „poradniki” – człowiek staje się mądrzejszy o czyjeś doświadczenie.

  11. Mam dwójkę nastolatków w domu, niestety nie wszystko da się przegadać, nie zawsze można obdarzyć pełnym zaufaniem, często trzeba szukać różnych mieszanek środków wychowawczych, bo to jeszcze nie jest dojrzały dorosły.

  12. Ja mam w rodzinie nastolatkę uzależnioną wręcz od telefonu i internetu.Powiem tak że nie skutkują ani kary, ani rozmowa, nic.Moim zdaniem jakieś konsekwencje „niedobrych” zachowań powinny być.Tylko to trzeba zacząć od początku. Od malego nalezy uczyć zasad i wartości.Oczywiście samemu będąc dobrym przykładem.

    1. Dokładnie. Jeśli od samego początku będziemy budować dobre, bliskie relacje ze swoim dzieckiem, to kiedy będzie ono nastolatkiem, łatwiej będzie się z nim dogadać. Nie jest to wcale łatwe, ale jest możliwe. Natomiast jeśli chodzi o uzależnienie od telefonu i internetu. Kary są oczywiście nieskuteczne. Rozmowa również może nie spełnić swej roli, jeśli będzie to mówienie, nawet spokojne do dziecka, tłumaczenie mu dlaczego powinno robić to lub tamto. Najlepiej jest wypracować wspólnie zasady używania telefonu, które będą obowiązywały wszystkich. Zachęcam do przeczytania artykułu http://mamanacalego.pl/2017/01/27/jak-pomoc-uwolnic-sie-dziecku-od-smartfona/

  13. Ciekawy artykuł! Ten okres jeszcze przede mną, ale już się boję, jak to będzie, gdy moje córki będą nastolatkami… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *