Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.

Przedświąteczna Opowieść (dla rodziców).
🎄🎄🎄
Grudzień. Za oknem prószy śnieg. Młodzi rodzice krążą po centrum handlowym w poszukiwaniu idealnego prezentu dla swojego dziecka. To jego pierwsza gwiazdka, marzą więc, by było to coś fantastycznego i niepowtarzalnego. Po kilkunastu minutach chodzenia w kółko kierują swe kroki do „Dziecięcej Krainy”, znanego sklepu, w którym można znaleźć wszystko.

Nieśmiało wchodzą do środka i rozglądają się niepewnie, nie wiedząc, co robić…

– W czym mogę państwu pomóc? – słyszą wesoły głos uprzejmej sprzedawczyni, która pojawiła się nie wiadomo skąd gotowa służyć radą i pomocą.

Mama spogląda na tatę i kiedy dostrzega porozumienie w jego oczach mówi:

– Szukamy czegoś dla naszego dziecka, to jego pierwsza gwiazdka.

– Chcemy – dodaje tata – aby było to coś kolorowego, radosnego, co przyciągnie jego uwagę.

– I miękkiego – uzupełnia mama – żeby mogło się przytulić i nie zrobić sobie krzywdy.

– Proszę za mną – mówi sprzedawczyni i prowadzi rodziców w kierunku pluszaków.

Sklepowe półki aż uginają się pod ciężarem puchatych zabawek o różnorodnych kształtach, kolorach i wielkości. Niektóre z nich wyglądają niemalże, jak prawdziwe zwierzaki a od autentyczności odróżnia je tylko to, że się nie ruszają.

– Taaaak… – rzuca niepewnie tata – ale chcielibyśmy, aby to, coś stymulowało jego rozwój.

– I mu się szybko nie nudziło – dodaje mama.

Sprzedawczyni kieruje swe kroki do kolejnego działu. Tym razem z zabawkami edukacyjnymi dla maluszków. Zachęca rodziców, by podeszli razem z nią.

– Interaktywne zabawki, takie, jak te – mówi – świetnie stymulują rozwój. Ten oto tańczący, śpiewający żółwik wspaniale się sprzedaje a dzieci są nim zachwycone. A grająca, bajkowa książeczka była hitem ostatnich lat.

– Taaaak … – zamyśla się mama, przesuwając wzrokiem po sklepowych półkach – chcemy też, aby zapewniło mu to zabawę na wiele godzin.

Tym razem sprzedawczyni podprowadza rodziców w kierunku  ✨  działu z klockami. Wielkie pudła z wszelakimi, różnokształtnymi klockami, od plastikowych, gumowych, drewnianych po magnetyczne aż się proszą, by coś z nich zbudować.

– Ale zabawka musi być bezpieczna dla naszego dziecka – odważnie mówi mama.

– Chcemy też – rzuca niepewnie tata – żeby uczyła dziecko różnych umiejętności i zachowań, odróżniania emocji, tego co jest dobre a co złe…..

– I…..mówienia – dodaje niepewnie mama.

Sprzedawczyni odwraca głowę w stronę dziecięcych książeczek. Już chce kierować tam swoje kroki, widząc jednak zdziwienie, zaskoczenie i niepewność swoich klientów mówi:

– Drodzy państwo, rodziców nie sprzedajemy!!!

 

Udostępnij, jeśli czujesz tak samo <3 <3 <3 

 

prezent-3a

 

Przedświąteczna Opowieść dla rodziców.
czytaj dalej

Starcie Pań Domu.

Starcie Pań Domu. Nie tylko przedświąteczne 🙂

Dwie Panie Domu, gotowe na pojedynek. Stoją, każda w swojej części domostwa, które będzie brane pod lupę. Stoją, patrząc na siebie w dumnej pozycji, gotowe bronić swych metod do ostatka. Za nimi rzesze wielbicielek.  Od młodych, niedoświadczonych  panienek do statecznych, siwowłosych seniorek, które niejedno w życiu widziały. Wszystkie gotowe skoczyć w ogień za swoją idolką, dorównując im w prowadzeniu domu mniej lub bardziej.

Starcie Pań Domu.
czytaj dalej

Co można przeczytać w pamiętniku pisanym przez miasto zimą….

5 rano, powoli wstaje dzień. Poznaję to po tym, że zaczęli karmić swojego smoka. Smoka, który od wielu tygodni wisi nad nami, przysłaniając to, co potrzebne, by żyć. Słońce, księżyc, chmury, gwiazdy. Kręci się w koło, pozostawia smugi dymu i pyłu. A wszystko to potem unosi się nade mną, wisi i zatruwa to, co chcę im dać. To, co dla nich mam. Zielone, a teraz srebrzyste drzewa, parki, dla których specjalnie przygotowałem ziemię. I te urocze, małe kamienice, które tworzą mój klimat. I te duże budynki, bez których nie da się obejść. Zwykłe domy, w których mieszkają i których potrzebują. Podwórka. Ulice. Chodniki. Deptaki. Rynek. Wszystko, co im daję.

A oni go karmią, przez co rozrasta się do niebotycznych rozmiarów. Karmią go i karmią, jakby nie wiedzieli, że kiedyś będzie taki wielki, że nas wszystkich zje.

Rano odpalają swoje samochody. Z rur uderzają duszące, szare kłęby. Zanim ruszą, najpierw trzęsą się nad tą swoją buczącą maszyną, bez której nie mogą się obejść. Skrobią szyby, omiatają  śnieg i grzeją. Grzeją, grzeją a smok rośnie i rośnie.

Wcześniej wkładają do swoich pieców, co tylko wpadnie im w ręce. Smok zadowoli się każdym odpadem. Im większy i bardziej niepotrzebny odpad tym lepsza karma dla smoka. A im więcej tym cieplej. Nie zastanawiają się na tym, że to, co tam włożą zamienia się w odżywczą karmę dla smoka ale szkodliwą, trującą nie tylko mnie. Nie tylko ja niszczeję. Oni również. Smocze opary zostawiają trwały ślad na mnie i na nich. W moich płucach i w ich płucach. Na mojej skórze i na ich skórach. I tak zatruwają siebie i mnie. Aż zatrują nas na dobre.

Godzina 2 w dzień. Smok nieco usuwa się w cień. Karmią go wówczas nieco mniej, są zajęci swoimi sprawami. Siedzą poza domem, do pieca nie dokładają tak bardzo. Nie mają na to czasu, bo pracują, ruszają się, jest im ciepło. Ich samochody też stoją. Dlatego smok jest nieco mniejszy, ale jest to złudne. Bo….

O 5 po południu rozrasta się najbardziej na świecie. Jest wtedy ogromny. Jest wielki i wypasiony. Wracają z pracy. Najpierw stoją na ulicach i grzeją, grzeją swoje samochody. Mówią na to, że stoją w korku. A z tylnych rur spod samochodów wybuchają kłęby dymów. A smok rośnie i rośnie. Potem w swoich domach też dają popalić. Ładują do pieców bez końca. Co tylko wpadnie im w ręce. Muszą mieć przecież ciepło. Wydaje im się, że piec pochłonie cokolwiek tam włożą. Pochłonie, ale przecież to nie zniknie. Nakarmi to smoka, który się rozrośnie. Jak to możliwe, że oni tego nie widzą? Nie widzą, że smok jest wtedy tak wielki, ciemny, że nie można oddychać. Ja się duszę, duszę.

Niektórzy nie poprzestają na ładowaniu do pieca. Rozkładają specjalny stojak z kratą i w nim rozpalają ogień. A potem coś smażą na tym ogniu. A to żarcie skwierczy, trzeszczy i produkuje dodatkowy pokarm dla smoka. Wszyscy wtedy są napasieni. Ich brzuchy rosną i skrzydła smoka rosną. Nie widzą tego.

A wtedy jest najgorzej. Dopóki nie położą się spać, smok się rozrasta i rozrasta. Wtedy już nic nie widać, już nie ma czym oddychać. Muszę wtedy wegetować, oddychać powoli, zaciskać zęby i powieki i czekać. Czekać aż przestaną.

O 2 w nocy na chwilę się uspokaja. Samochody stoją na parkingach, niektóre w garażach. W piecach wygasa, bo kiedy śpią nie dokładają karmy dla smoka. A kiedy smok nie dostaje pokarmu, staje się mniejszy. Jego skrzydła nie przysłaniają całego świata.  Przez chwilę jest lepiej, można trochę odetchnąć, popatrzeć na księżyc, na gwiazdy…

Ale o 5 rano znów wstaje dzień…..

Co można przeczytać w pamiętniku pisanym przez miasto zimą….
czytaj dalej