Granie z dzieckiem.

Czy to gra planszowa, czy sportowa, czy może inna.

Jestem przekonana, że niemalże każdy rodzic grając w grę ze swoim dzieckiem stawał przed męczącym dylematem – wygrać, czy przegrać czyli dać wygrać dziecku.

Z moich własnych doświadczeń oraz obserwacji wiem, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie a tym samym nie ma jednego „właściwego” zachowania.

Wygrać , ale po co?

Zwolennicy tego, aby grać niewzruszenie, bez sentymentów, zgodnie z zasadami, zgodnie z obraną przez siebie taktyką są zdania, że przegrana to dla dziecka dobra nauka. Kiedy przegrywa, jego osobowość się wzmacnia i staje się bardziej odpory na przyszłe porażki, których zapewne doświadczy.  Naturalna przegrana składnia dziecko również do tego, by w następnej grze jeszcze bardziej się zmobilizować i grać jeszcze lepiej, grać, by wygrać.

Jestem skłonna skłonić się ku tej teorii ale tylko w sytuacji, kiedy dziecko ma identyczne szanse w grze, jak jego rodzic. A ma to miejsce wówczas, gdy dziecko  osiągnęło już wiek kilkunastu lat, czyli jest na tyle duże, że zna już swoje mocne i słabe strony a gra jest dobrym sposobem na zdobycie jeszcze większych umiejętności.  Jest też dobrze przeszkolone przez rodzica, czyli odbyli już wiele, wiele partii tej gry. Identyczne szanse w grze są również wówczas, gdy gra jest bardzo łatwa. W takiej sytuacji specjalne przegranie może tylko sprawić, że dziecko poczuje zażenowanie i to, że rodzic nie wierzy w jego możliwości, skoro musi mu dawać wygrywać.

W pozostałych przypadkach skłaniam się raczej ku teorii przemawiąjącej za tym, aby dawać dziecku wygrywać.

Bo czyż do podbudowania własnego ego potrzebujemy pokonać nasze kilkuletnie dziecko w planszowej czy sportowej grze, w której jesteśmy od niego mocniejsi, w której nie ma z nami szans?

 

Przegrać, ale dlaczego?

Często zadaję sobie to pytanie. Przegrywam, bo nie muszę wygrać. Przegrywam, bo chcę, żeby moje dziecko wygrało.

Dla wielu dzieci przegrana jest trudna do przyjęcia. Niektóre wręcz nie potrafią tego znieść. Wiele dzieci się obraża i nie chce próbować zagrać ponownie. Przegrana wcale nie sprawia, że dziecko uodparnia się na kolejną porażkę, z którą później łatwiej jest mu się pogodzić, ponieważ u młodszych dzieci zależy to od wielu czynników.  One budują dopiero swoja pewność siebie. Jaką obierzemy taktykę powinno być zależne od wrażliwości naszego dziecka, jego aktualnego samopoczucia, danej konkretnej sytuacji, jaka to jest gra, kto w nią gra oprócz nas.

Zresztą. Co tu dużo mówić.

Nikt przecież nie lubi przegrywać i trzeba być już naprawdę wyćwiczonym w boju lub dojrzałym, aby móc przyjąć porażkę z godnością i umieć z podniesioną głową pogratulować zwycięzcy.

Zawsze robię to, kiedy moje dziecko mnie pokona. Wierzę, że zapamięta sobie dobrze moją reakcję i kiedy przyjdzie czas na to, że zostanie uczciwie pokonane, zareaguje w taki sam sposób.

Co nie znaczy, że zawsze przegrywam.

Jak pisałam wcześniej moja oczywista przegrana jest tylko wówczas, gdy moje dziecko nie ma ze mną szans i zdaję sobie z tego sprawę a ono nie. Czyli,  kiedy w grze można zastosować taktykę i jest ona istotna. Ale kiedy zwycięstwo w grze jest zależne tylko od tego, co się wylosuje (czyli np. ile oczek na kostce albo jaką kartę) wówczas pozostawiam zwycięstwo swojemu biegowi. Myślę, że nie ma wtedy sensu udawać. Przecież dziecko to widzi i wie, że daliśmy mu wygrać. Choć wygrana to radość to jednak w takiej sytuacji trudno jest odczuć satysfakcję.

 

Czy zawsze ktoś musi przegrać/wygrać?

Czasem w czasie gry istotniejsze jest nie to, kto wygrał albo przegrał tylko sam przebieg gry. Często gramy tylko po to, aby „pouczyć się strategii”, dla zabawy albo by powymyślać nowe zasady. Zdobyte punkty nie mają wówczas znaczenia. Dokończyć zaczętą grę jest również ważne.

Kiedy nie ma poczucia rywalizacji gra również może sprawić mnóstwo frajdy.

Dobrym sposobem jest też granie z mniejszym dzieckiem w jednej drużynie przeciwko starszemu dziecku lub drugiemu rodzicowi. To również jest świetna nauka poznawania zasad i strategii. A przegrana dla dziecka jest łatwiejsza do przełknięcia, skoro ją z kimś dzieli.

A jak jest u Ciebie?

Czy Twoje dziecko łatwo godzi się z porażką?

Jakie gry wzbudzają najwięcej emocji?

 

Specjalnie dla dzieci, którym trudno pogodzić się z przegraną powstała ta bajeczka:

O Kaczorku Karolku, który nie lubił przegrywać.

 

Zachęcam do przeczytania:

O Kaczorku Karolku, który nie lubił przegrywać. 

8 wątków z “Wygrywać czy przegrywać – oto jest pytanie.

  1. Jesteśmy fanami planszówek. Jak Miłek był malutki czytaj 2,5 rozpoczęliśmy granie w planszówki. Gry były dostosowane do jego wieku, zawsze graliśmy „normalnie”. W memory zawsze wygrywał on :). Teraz gramy z nim w gry, których poziom jest trudny, ba on sam chce w nie grać. I zwaraca nam uwagę mamo gramy normalnie. Miłek umie przegrywać, nie ma z tym problemu. Gdy wygrywa z nami, bo i tak się zdarza, jego radość jest ogromna. Widzimy z mężem jak on się rozwinął, jakie ma myślenie strategiczne. Pękamy z dumy.

  2. My przegrywamy i wygrywamy 😉 Chłopcy godzą się z przegraną, i są tego zdania, że może następnym razem im się uda 🙂 Za to ja jak byłam małą dziewczynką to bardzo przeżywałam przegraną i nie mogłam się z nią pogodzić

  3. Wydaje mi się, że przegrywanie ma sens, kiedy dziecko ma starsze rodzeństwo, które będzie z nim wygrywało. Rodzicie, którzy zawsze dają dzieciom wygrywać będą później mieli trudne życie. Dziecko pójdzie do przedszkola / szkoły i będzie płakało, że nie jest najlepsze, bo przecież w domu zawsze wygrywa… Może też stracić wiarę w umiejętności swoich rodziców i zaufanie do nich.

    1. To prawda. Dlatego ważne jest, by nasze wygrane czy też przegrane były umiejętnie wyważone.

  4. To prawda, że dla niektórych dzieci przegrana est ciężką sytuacją. Pracuję w przedszkolu i wiem coś na ten temat. Niektóre dzieci po prostu wpadają w taką złość że po prostu rzucają zabawkami! Tłumaczymy im, że jest to zabawa, która ma nam sprawić radość. Nie zawsze działa, dlatego czasami specjalnie przegrywamy. Z moim synkiem jest inaczej. Choć mu coś w grze nie wyjdzie, próbujemy jeszcze raz, albo nie akcepntujemy tej przegranej, tylko mówimy, np.że kolejnym razem na pewno to on będzie zwycięzcą i wtedy rzeczywiście tak jest. A kiedy ja lub mąż wygramy, wtedy bije nam brawo więc jest ok 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *