Opowiem Wam pewną historię.

Jakiś czas temu byłam świadkiem zdarzenia, które miało miejsce w progu drzwi do przedszkolnej sali. 5,5-letni chłopiec, przedszkolak, który potrzebuje bardzo dużo czasu, aby oswoić się ze zmianą, na widok innej pani, niż jego rozpłakał się. Nauczycielka, która w tym dniu zastępowała Jego Panią widząc płacz dziecka, powiedziała prosto do niego: „o, co za beksa!”. Na to on, oczywiście rozpłakał się jeszcze bardziej. Ona, przekonana o słuszności swoich metod rzekła na to: „co za dzidziuś tak płacze”. Chłopiec na te słowa zaczął jeszcze bardziej płakać. Nauczycielka zmieniła front i zaatakowała z innej strony: „to wstyd tak płakać”…

Trwało to tak krótko, że matce dziecka, czyli mnie zdążyła tylko opaść szczęka. W tym momencie „dyskusji” ocknęłam się i jedyne, co mi przyszło do głowy to oderwać nauczycielkę od mojego syna (chciałam zadbać  o jej komfort, żeby się źle nie poczuła, jak się okazało niepotrzebnie) i powiedziałam do niej, żeby nie śmiała się z dziecka, ponieważ tylko to przyszło mi wówczas do głowy. Na to ona odparła, że się nie śmieje i rzuciła kolejnym kluczowym argumentem, który on również usłyszał: „to jest duży chłopak, nie powinien tak płakać”.

Zdarzenie to skończyło się tak, że wróciłam z dzieckiem do szatni a nauczycielka zamknęła nam drzwi przed nosem. Po jakimś czasie, kiedy siedziałam z nim na ławce zastanawiając się, co robić otworzyła te drzwi i jakimś cudem z bólem mojego i jego serca znalazł się w sali przedszkolnej.

Dlaczego dzielę się tym osobisty przeżyciem? Chciałam Wam powiedzieć, co zrobiła nauczycielka przedszkola.

W jednej krótkiej chwili przelała w moje dziecko trzy toksyny, jakie uderzają w poczucie wartości dziecka:

Zawstydzanie, wpędzanie w poczucie winy i wzbudzanie lęku.

Zawstydzanie to  bardzo powszechne zjawisko, stosowane, jako metoda wychowawcza oraz sposób korygowania i kontroli zachowania. Ma na celu pokazanie dziecku różnicę pomiędzy zachowaniem „dobrym” i „złym”, choć tak naprawdę to, czy dane zachowanie jest akceptowalne, czy też nie jest subiektywne i zależy od wielu czynników, takich jak społeczność czy rodzina. Często też pojawia się w momencie, kiedy opiekun sam potrzebuje rozładować swoje emocje, złość, frustrację, a zawstydzenie dziecka pomaga rozładować napięcie.

Zawstydzać dziecko można poprzez:

  • Upokarzanie – ty paskudo, niedobry brat, ty dzidziusiu, ty bekso, przeproś natomiast,
  • Uderzanie w naturę i kompetencje dziecka – ty grubasie, ale jesteś łapczywy, obrażalski, ale z ciebie duldak, głuptas z ciebie, przecież to takie proste, no co ty, nie wiesz, co to jest atom?
  • Moralizatorskie truizmy – grzeczne dziewczynki zawsze mówią dzień dobry, chłopcy nie płaczą,
  • Porównania – czemu Ty nie możesz mieć w pokoju porządku, jak twój brat, widzisz, jaki grzeczny chłopczyk, nie krzyczy jak ty, a ta dziewczynka siedzi ładnie na krzesełku, dlaczego ty nie możesz?

 

Wywołanie poczucia winy – podobnie, jak zawstydzanie ma również na celu uzmysłowić dziecku, jakie zachowanie jest akceptowalne a jakie nie. Jest często stosowane, jako natychmiastowy sposób korygowania zachowania. Pozwala też rozładować napięcie, frustrację u opiekuna oraz poczuć, że jest się skutecznym. A wpędzanie dziecko w poczucie winy również jest atakiem na jego wewnętrzny świat i poczucie wartości. To szantaż emocjonalny, który będzie miał swoje konsekwencje w przyszłym, dorosłym życiu dziecka.

Dodatkowo opiekunowie stosując metodę wpędzania w poczucie winy tłumaczą się tym, że kierują się dobrem dziecka:

  • tyle dla ciebie robię, a ty taki niewdzięczny,
  • nie no, ja prasuję, a ty nie umiesz tego uszanować i wszystko rozwalasz,
  • takie ładne spodnie, a tobie się nie podobają,
  • jedz, nie po to gotowałam, żebyś mi teraz grymasił,
  • tyle tłumaczę, a ty nic nie pojmujesz,
  • taki duży chłopak nie powinien tak płakać,
  • tyle razy ci mówiłam a ty jeszcze tego nie zapamiętałeś

Lęk  – straszenie dziecka to znana od lat metoda wychowawcza. Dzieci od pokoleń słyszą, jakie to straszne rzeczy mogą je spotkać, jeśli będą tylko próbowały dotrzeć do celu, jaki sobie zamierzyły:

  • Nie biegają, bo się przewrócisz,
  • Nie idź tam, tam jest bebok,
  • Nie wspinaj się, spadniesz,
  • Nie patrz się w lustro, bo zobaczysz tam diabła
  • Nie bij brata, bo ci ręka uschnie,
  • Nie płacz (nie bądź smutny) bo ci taka mina na zawsze zostanie
  • Zamknięcie drzwi przed nosem dziecku, które się rozpłakało (niezaakceptowanie reakcji dziecka na nową sytuację).

To tylko przykłady słów (i gestów), jakie pewnie każdy nosi gdzieś głęboko w swoim sercu. To one hamują naturalną ciekawość, spontaniczność, chęć działania i doświadczania nowych rzeczy. Uczą,  że naturalne reakcje (takie jak spontaniczny śmiech lub płacz) mogą spowodować odrzucenie i by tego nie doświadczyć lepiej jest je tłumić.

 

Zawstydzanie, wpędzanie w poczucie winy oraz wzbudzanie strachu to metody przeplatające się między sobą. Zachowanie dziecka natychmiast się zmienia, jest „skorygowane”. Daje to satysfakcję opiekunowi, który zyskuje pewność, że ma kontrolę i jest skutecznym wychowawcą. Jest to jednak złudne, ponieważ jednocześnie powodują ogromne spustoszenie w wewnętrznym świecie dziecka. Sprawiają, że staje się ono zamknięte w sobie, wycofane, hamują jego naturalny entuzjazm, radość, ciekawość świata a także samodzielność. Niszczą poczucie wartości dziecka. Mogą też przyczynić się do zerwania wspólnoty i więzi pomiędzy dzieckiem i rodzicem. Stanie się to potem niemożliwe do odbudowania.

 

A naprawdę można inaczej. Jest wiele sposobów nauczenia dziecka dyscypliny, kontrolowania emocji oraz norm i zasad panujących w danym środowisku bez zawstydzania, wpędzania w poczucie winy i lęku.

Na początek warto przyjrzeć się sobie i zmienić swoją postawę. Zastanowić się, czy nie używam przypadkiem słów uderzających w moje dziecko, które z powodzeniem mogę zastąpić czymś innym. Czy są takie słowa w twoim języku?

Gorąco zachęcam też do przyjrzenia się własnemu dziecku. Dzieci mają różny stopień wrażliwości. Jedne są bardziej odporne inne mniej. Jakie jest Twoje dziecko? Jak reaguje na różne komunikaty? Jakie słowa sprawiają, że chętnie współpracuje a jakie, że kompletnie nie ma ochoty wykonywać poleceń, ani nawet na rozmowę.

Wiedza o sobie i o dziecku pozwoli stopniowo korygować własne (nie dziecka) zachowanie. Pozwoli nauczyć się odróżniać słowa uderzające w poczucie wartości dziecka od tych, które je budują. Tym samym współpraca pomiędzy dzieckiem i opiekunem będzie możliwa i stanie się źródłem satysfakcji i radości dla obu stron.

Zachęcam do poznawania, empatii i zrozumienia siebie i dziecka. W jaki sposób to robisz? A może potrzebujesz wskazówek, pomocy? Napisz o tym w komentarzu.

 

A nasza historia wciąż trwa.  Cały czas buduję poczucie wartości u mojego dziecka, a także toczę codzienną, poranną „walkę” o spokojne, bez protestów pójście do przedszkola.

 

 

13 wątków z “Trzy największe toksyny, jakie można zaserwować dziecku.

  1. Bardzo się staram nie straszyć i nie zawstydzać, ale oprócz 6 – latka mam też 2-letnią Panienkę. I czasami zdarza się, że na jakieś „dziecinne” zachowania starszaka mówię, że nie jest małą niunią, albo, że jest dużym chłopcem i nie powinien się tak zachowywac. Udało mi się za to (jak do tej pory) powstrzymać przed argumentami typu: ja dla ciebie kupuję/robię etc a ty jesteś taki niewdzięczny.

    1. Bardzo dobrze, że się powstrzymałaś, bo to jednak byłoby dla dziecka przykre. Niemniej jednak wszyscy przecież jesteśmy tylko ludźmi, każdemu zdarza się wymsknąć, coś, czego tak na prawdę nie chcemy powiedzieć. Ważne, żeby to nie było regułą, żeby to nie było „sposobem na wychowanie”. I ważna jest nasza późniejsza reakcja. Dobra jest taka, która akceptuje i rozumie to, że dziecko poczuło się zranione i potraktowane niesprawiedliwie. A zła to taka, gdzie dorosły się oburza, obraża i odrzuca dziecko.

  2. Przyznam, że grupa zawodowa, która jest najmniej zrównoważona psychicznie to paradoksalnie nauczyciele. Sama nim jestem – ale nie uczę w szkole, nie uczę dzieci tylko dorosłych; ale najwięcej niezrozumienia, miałkości i goryczy ze strony innych wyniosłam właśnie w systemie edukacji.
    Każdy homo sapiens i definitywnie każdy pedagog powinien z uwagą od pierwszej do ostatniej minuty obejrzeć film „Jestem. Historia mojej choroby psychicznej” – żeby zajarzyć o co w tym życiu tak naprawdę chodzi 🙂

  3. Nie mam dzieci, ale widzę wokół podobne sytuacje jak tutaj opisałaś. W ludziach jest dużo goryczy. Nie mając tego gdzie przelać „mszczą” się na najmłodszych. Bardzo mądrze i dobrze piszesz. Podoba mi się to. Udostępnię to, bo warto o takich rzeczach trąbić cały czas.

    Pozdrawiam

  4. Mądrze piszesz, pięknie piszesz. Niestety dużo ludzi wychowany wg dawnych metod, nie umie inaczej, tylko regularnie stygmatyzuje dzieci, wyśmiewa, poniża. A to potrafi zostać z dzieckiem na całe życie. Ja np wiele razy od swoich rodziców słyszałam: masz slomiany zapał i ja w tej słowa uwierzylam i bardzo ciężko jest mi przekonać samą siebie że jest inaczej

  5. Otwierasz oczy. Czasami faktycznie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że powtarzamy jak kalka po innych różne głupoty. Zawstydzanie, porównywanie i straszenie faktycznie zdarzają się nagminnie. Staram się tego wystrzegać, uważam bardzo, ale czasami się coś wymsknie, typu: uważaj, bo… Chociaż ostrzeganie to chyba jeszcze nie jest straszenie 😉

  6. To jest takie przykre jak niektórym nauczycielom lecę z automatu takie słowa. Tak tworzy się środowisko przemocy w którym żyją nasze dzieci. 🙁 Jest w tej kwestii tyle do zrobienia.

  7. Rodzicielstwo to istny poligon doświadczalny, taki mały papierek lakmusowy naszej osobowości. Właśnie w starciu z rzeczywistością dzieciatą poznajemy swoje ciemne (ale i jasne) strony, których w innych kontekstach sytuacyjnych nie jest nam w ogóle dane doświadczyć. Proces formowania się mikroczłowieka wysysa z nas wszystkie skrywane gdzieś głęboko w czeluściach duszy cechy. Nie zawsze ( a nawet b. często) nasz racjonalizm traci rację bytu i bywa, że zupełnie niechcący popełniamy błąd. O ile jednak w przypadku rodzica mogłabym przełknąć jakieś potknięcia, nawet błędy wychowawcze, to w przypadku nauczycielki, pedagoga, jakiegoś tam – powiedzmy sobie – fachowcy oczekuję PROFESJONALIZMU. Sytuacja, którą opisujesz jest dla mnie porażająca i w ogóle nie do zaakceptowania. Niestety rzeczywistość polskiej placówki edukacyjnej (każdego szczebla) jest krótko mówiąc chałowata. Szkoda tylko, że dzieci na tym cierpią.

  8. Takie komentarze wynikają najczęściej z braku niewiedzy. Zaś z drugiej strony nie zliczymy, ile razy nasze ciocie/babcie odnosiły się w ten sposób do nas i jakoś nikomu krzywda się nie stała. Zgadzam się jednak, że w większości sytuacji takie słowa mogą jeszcze pogorszyć sprawę, szczególnie w przedszkolu, bo w końcu to wielki stres dla dziecka. Zostaje tam samo, bez mamy. Moje dziecko czuło się dobrze i w żłobku i w przedszkolu. Nie miałam nigdy takich problemów. Dostawała buziaka i biegła się bawić. Sporadycznie zdarzyła się podkówka na buzi, ale panie doradzały, aby po prostu szybciutko żegnać się z dziećmi i wychodzić, nie przedłużać, one w tym czasie biorą dziecko za rękę i pokazują ciekawe rzeczy. Po wyjściu zawsze zaglądałam przez okno, a maje dziecko już fajnie się bawiło, choć 30 sekund wcześniej myślałam, że będzie płacz.

    1. Słowa o jakich pisałam „nie robią krzywdy” dokładnie w taki sam sposób, jak klaps, który „przecież jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził”. Oczywiście my – rodzice jesteśmy tylko ludźmi i zdarza nam się czasem coś palnąć, choć nasze intencje są dobre. Dla małego dziecka w danym momencie życia doświadczenie czegoś takiego jest bardzo trudne, ale po jakimś czasie zapomni, to pewne. Natomiast takie słowa powtarzane zbyt często, również w starszym wieku pozostawią ślad. Ślad, który wyjdzie w postać nieumiejętności nazywania własnych uczuć, tłumienia tych uczuć, wycofywania się z relacji, planów, działań, wątpienia w siebie itp. Natomiast nauczycielka przedszkola, wykształcona do pracy z dziećmi powinna wiedzieć w jaki sposób można się do dziecka zwracać a w jaki nie. Ciężko jest zostawiać dziecko z osobą, co do której nie masz pewności, że na pewno nie zrobi Twojemu dziecku krzywdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *