Kiedy jesteś młoda wydaje Ci się, że świat stoi przed Tobą otworem. Masz wiele planów, celów, nadziei. Pragniesz zająć się tyloma sprawami. Robić karierę zawodową, dbać o rozwój osobisty, uczyć się, podróżować, budować związek i dom. W pewnym momencie życia przychodzi też czas na dziecko. Też jest planowane i z radością oczekiwane. Jest dopełnieniem wizji naszego świata.

Często jednak bywa tak, że rzeczywistość jest inna, niż oczekiwania. Odkrywamy, że po narodzinach dziecka świat przewraca się do góry nogami. Jesteśmy zmęczone, zdołowane, przygnębione i wydaje się nam, że wszystko się  kończy i „już nigdy” nie będzie tak, jak wcześniej. To prawda. Już nie będzie tak, jak wcześniej. Znam o uczucie, ponieważ sama go doświadczyłam. Po urodzeniu pierwszego dziecka a było to 16 lat temu wydawało mi się, że to koniec . Że już nigdy nie zagram  w karty, już nigdy nie pojeżdżę na nartach, już nigdy nie pójdę w góry, do kina, teatru ani imprezę potańczyć. Już nigdy.

Dopiero z czasem zrozumiałam, ze narodziny dziecka nie są końcem ale początkiem. Że dziecko również uskrzydla i można wszystko razem z nim robić wszystko lub prawie wszystko.

 

A z małym dzieckiem można:

 

Iść na spacer – na pierwszy spacer, jak radzą eksperci wybieramy się z dzieckiem, kiedy skończy dwa tygodnie. Ale jest to przecież umowne. Możemy iść wcześniej lub później, ale kiedy już zaczniemy, spacerujemy regularnie. Odwieść może nas od tego tylko choroba, okropna pogoda taka, że się nie chce, wielki mróz. Jeśli noworodek jest jedynym dzieckiem – sprawa jest prosta. Idziemy, kiedy zaplanujemy. A jeśli są inne dzieci możemy wpleść spacer w zakupy, odebranie dziecka z przedszkola, wyjście na plac zabaw. Na spacer możemy się wybrać z dzieckiem we wózku, nosidle (chuście), a ze starszym na sankach lub przyczepce rowerowej.

 

Uprawiać sport – w dzisiejszych czasach uprawienie sportu z dzieckiem na ręku nie jest niczym niezwykłym. Sam spacer w wózku już jest sportem. A jeśli umieścimy dziecko w chuście a do rąk włożymy kije – mamy nordic walking.

Kiedy lubimy jeździć na rowerze i nie chcemy z tego rezygnować – zaopatrujemy się w specjalną przyczepkę rowerową. Można też skorzystać z fotelika rowerowego, chociaż ja tego nie polecam, z tego względu, nie dziecko często zasypia a jego główka lata na wszystkie strony.

Przyczepkę rowerową używamy również, kiedy mamy ochotę pojeździć na rolkach lub nartach biegowych.

Używając z  kolei chusty nie musimy rezygnować z takiej aktywności jak taniec, aerobik, zumba, spacer po górach, joga.

Nawet na basen możemy się udać z maluszkiem. Wiele obiektów organizuje nawet specjalne zajęcia dla niemowląt, dzięki czemu łatwiej jest oswoić je z wodą.

 

Iść na zakupy –  uważam, żeby zakupy z dzieckiem nie należą do przyjemności, sama robię to tak rzadko, jak tylko się da. Jest to jednak czynność codzienna lub prawie codzienna w zależności od potrzeb i wielkości rodziny.

 

Iść do restauracji – nic nie stoi na przeszkodzie, aby maluszek towarzyszył nam w tej wyprawie. Restauracje są zaopatrzone w dziecięce krzesełka (ale lepiej je samemu przetrzeć przed włożeniem swojego dziecka) a także w przewijaki oraz kąciki do karmienia.

 

Pojechać z na wycieczkę –  byłam z moimi dziećmi między innymi w takich miejscach jak: Zoo (Chorzów, Wrocław, Wiedeń, Warszawa, Ostrawa), Park Miniatur w Inwałdzie i Szymbarku, Leśny Park Niespodzianek, Dinozatorland, Skansen we Wdzydzach, Warownia (w Inwałdzie),  na szczycie górskim, nad morzem, nad jeziorem i zalewem, na otwartym basenie. Wycieczka była przyjemnością dla starszych dzieci, a młodsze były przy okazji. Wyposażona w naręcze niemowlęcych przyborów w każdym z tych miejsc mogłam swobodnie przewinąć dziecko, nakarmić, uspać.

 

Pojechać na wakacje letnie lub zimowe samochodem, podróżować – co roku jeżdżę z dziećmi na wakacje w różne miejsca. Prawie za każdym razem jest z nami jedno bardzo małe dziecko. Rozplanowanie podróży jest bardzo ważne i dzięki dobrej organizacji podróż przebiega w miarę spokojnie. Ważne jest również zaopatrzenie się w przydatne, turystyczne rzeczy dla dziecka, jak turystyczne łóżeczko, wanienka, zestaw do przewijania w podróży. Dwukrotnie byliśmy na wakacjach Kamperem z 3, 4 miesięcznym niemowlęciem oraz dzieckiem rocznym. Dało się.

 

Polecieć z dzieckiem samolotem – osobiście tego nie doświadczyłam, ale znam wiele rodzin, które to zrobiły z powodzeniem.

 

Czytać książki, (czasopisma, dbać o własny rozwój) – małe dziecko, chociaż jest absorbujące potrafi również bawić się samo. Moim patentem na czytanie książek było ( i do teraz jest) czytanie ich na podłodze w towarzystwie dziecka. Siedzimy sobie razem, ja czytam ono się bawi i od czasu do czasu kontaktujemy się ze sobą. Często to stosuję i doceniam taką możliwość. Na podłodze robię też wiele innych czynności, na przykład piszę w notatniku, kiedy przyjdzie mi coś ciekawego do głowy. Kiedy po kilkunastu minutach mój maluszek znudzi się samodzielną zabawą, odkładam książkę i jestem wówczas już tylko dla niej.

 

Bawić się ze starszym dzieckiem lub grać w grę – działa to w taki sam sposób, jak czytanie książek na podłodze. Z tym, że jesteśmy we trójkę. Zabawki starszego rodzeństwa dla maluszka są bardzo atrakcyjne. Trzeba mu jakieś dać, żeby było usatysfakcjonowane i nie zabierało tego, czym bawimy się ze starszym dzieckiem. Choć jest to trudne, jest do zrobienia.

 

Wykonywać zajęcia domowe – oczywiście nie wszystkie, ale się da. Lekkie sprzątanie, gotowanie, wieszanie prania, segregowanie prania, rozładowanie zakupów to wszystko można robić w towarzystwie dziecka lub z dzieckiem w nosidle. Malutkie dziecko jest przy nas np. w wózku lub leżaczku, albo siedzi na blacie kuchennym.  Starsze, które raczkuje pałęta się pod nogami i przeszkadza lub pomaga, albo siedzi na blacie kuchennym i przygląda się wszystkim czynnościom. Oraz ich doświadcza. Jeśli uważałabym, że nie ma możliwości wykonywać zajęć domowych z dzieckiem, nic nie byłoby nigdy zrobione. Do czynności, które jest trudno zrobić z dzieckiem bez wątpienia należą: mycie podłóg, mycie okien, prasowanie, czyszczenie kominka. Tego się nie podejmuję.

 

Brać prysznic – zanim dziecko zacznie siadać, trzymałam je w łazience w wózeczku lub foteliku samochodowym. Kiedy zaczęło siedzieć, siedziało sobie w przenośnym kojcu, czyli dmuchanym baseniku, oczywiście bez wody. A kiedy zaczęło się poruszać dostaje coś naprawdę bardzo ciekawego i nowego do zabawy co wystarczy na 10 minut.

 

Spać albo raczej drzemać – czy zdarzyło Wam się spać na podłodze a dziecko bawiło się obok? Mnie wielokrotnie.

 

Spotykać się z ludźmi – spokojnie można się umawiać ze znajomymi na spotkanie i zabierać ze sobą dziecko. Jeśli znajomemu to przeszkadza, no cóż. Trzeba wówczas wybrać, który kontakt jest dla nas cenniejszy.

 

Uczestniczyć w imprezie rodzinnej – chrzciny, komunie, wesela, pogrzeby, huczne urodziny. Wszystkie moje dzieci w jakimś wieku znalazły się na takiej imprezie. Wyposażeni w najistotniejsze gadżety, zabawki dały radę.

 

Iść do kina  – słyszałam o specjalnych kinach, lub seansach dla mam z dziećmi. Światło nie jest zgaszone do końca, a także dźwięk jest cichy lub każdy widz dostaje słuchawki. Niestety osobiście nie miałam przyjemności tego wypróbować.

 

Gapić się w Internet – no, cóż. Tej czynności nie trzeba komentować, bo każdy wie, że jest to możliwe i ma już opracowane swoje patenty.

 

Wiem, że z uwagi na dziecko czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Przyznaję, że nie wszystko da się robić z dzieckiem. Nie można na przykład iść do pracy, rozwijać dynamicznie firmy, raczej nie można iść do lekarza, kosmetyczny czy fryzjera albo na zebranie do szkoły.  Nie polecam też lotów na paralotni, serfowania i zjazdów na nartach z dzieckiem na plecach. W takich przypadkach trzeba korzystać z pomocy w opiece nad dzieckiem. Kiedy jest potrzeba lub konieczność wykonania czynności, której nie można wykonać z dzieckiem (np. wizyta u lekarza) wówczas trzeba je oddać pod opiekę innej osobie. Lub, jeśli to możliwe zlecić zadanie (np. umycie podłogi) komuś innemu.

Warto pamiętać, że nasze małe dziecko urośnie. Tylko przez chwilę jest takie małe i wymaga stałej opieki. Będzie coraz większe i coraz bardziej samodzielne zanim się obejrzymy.  Zacznie dotrzymywać nam kroku. Zacznie też mieć swoje sprawy, swoje zainteresowania, jakże różne od naszych. Zbuduje swoją sieć kolegów i przyjaciół, z którymi będzie się umawiać na wspólną zabawę.  Bez obaw. Małe dziecko jest tylko na chwilę. Może warto się cieszyć, dopóki jest z nami.

Jestem ciekawa, co Ty robisz razem ze swoim dzieckiem. Podziel się z nami w komentarzu.

 

15 wątków z “Dziecko to nie koniec świata – czyli o tym, co można rozbić z maluszkiem. Wpis dedykuję wszystkim młodym mamom.

  1. Ja jestem mamą 3-latka, spodziewam się kolejnego dziecka. Miałam to szczęście, że moje dziecko nie było absorbujące. Mogłam i mogę ćwiczyć, czytać książkę, napisać post na blogu czy recenzję. Chodzę z nim do biblioteki, na zakupy, plac zabaw. Gdy synek był mały (rok) podróże samochodem to była masakra. Wakacje też nam nie wyszły. Teraz jest super, a z auta to najlepiej by nie wychodził 🙂

  2. Strasznie potrzebowala takiego wpisu. Jestem młoda mama, dopiero zaczynam przygode z macierzynstwem. Moj syn wlasnie konczy 7 tyt a ja na dodatek jestem daleko od bliskich (Szkocja) a facet duzo w pracy. Roznie sobie z tym radze, chociaz staram sie

    1. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc. Nie rezygnuj z aktywności. Wiem, że z dzieckiem najwygodniej w domu. Maluszki lubią rutynę, ale lubią też, kiedy coś się dzieje nowego. Powodzenia i wszystkiego dobrego!!!

  3. Jestem mamą od 8 lat, podwójną od półtora roku. Moja starsza córka była bezproblemowa – mogłam zrobić z nią wszystko. Michalina (młodsze dziecię) to typ problematyczny. Marudzi, często płaczę, więc wszystko zależy od dziecka.

  4. Z maluszkiem można rozbić całą pulę fantastycznej zabawy, radości, uśmiechu każdego dnia. 🙂 Uwielbiałam z dzieciakami poczuć wspólny klimat, cofnąć się do lat własnego dzieciństwa, odkryć w sobie młodziutką duszę. Mnóstwo pomysłów na świetne wspólne przebywanie. 🙂
    Bookendorfina

  5. to prawda. z dzieckiem można robić dużo rzeczy. w sumie to trzeba z dzieckiem robić dużo rzeczy. właśnie w tym sęk. że czasami nie chodzi o to, żeby pójść do restauracji, tylko żeby pójść tam BEZ dziecka. i to jest problem 😉 oczywiście też do przeskoczenia. są żłobki, nianie, rodzina.

    może jestem wyrodna matką, ale wszystko to, co można robić z dzieckiem ja zdecydowanie wolę robić sama. nawet śpi mi się wygodniej bez dziecka, chociaż i tak śpię i wydawałoby się, że to bez różnicy czy ono jest w łóżku czy w łóżeczku.

    na szczęście pojawienie się dziecka niesie też ze sobą wiele dobrych stron. można od nowa poznać prawdziwy smak jedzenia. bez żadnych ulepszaczy smakowych, soli i cukru. dziecko to świetny pretekst, żeby zadbać o swoje odżywiania. skoro gotujemy zdrowo dla dziecka, czemu samemu również tego nie zjeść. nigdy nie sądziłam, że tak może mi posmakować krem brokułowo-kalafiorowy z kaszą jęczmienną.

    dziecko to również możliwość bezobciachowego powrotu do dzieciństwa i zabawek. ten punkt akurat bardziej chyba dla ojców, bo mój już kupił kolejkę i tor wyścigowy. w prezencie dla kilkumiesięcznego niemowlaka 😉

    1. Osobiście nie polecam żłobków. Nianie i rodzinę – owszem. Świetnie, że zwróciłaś uwagę na to, że kiedy pojawia się dziecko można na przejść z powrotem na dietę bez dodatków smakowych oraz można na nowo pobawić się zabawkami. Nie mogę się doczekać, kiedy sprawię mojej córce domek dla lalek 🙂

  6. Tak, z dziećmi można wszystko 🙂 Grunt to dobra organizacja i umiejętność dopasowania się do dziecka. Bo jednak ta nasza aktywność, będzie trochę inna, niż z czasu przed dzieckiem. Co do podróżowania samolotem, to mamy przetestowane 4 loty, jak córka miała 4-6 miesięcy. Córka spisała się super! teraz szykujemy się do wyprawy, jak córka będzie miała 13 miesięcy… i tu może być już weselej :P. A tak poza tym, to biegamy z córką na nartach, biegamy z wózkiem, wchodzimy w góry – wszystko! 😀 Zapraszamy do nas, podjęliśmy w tym roku wyzwanie aktywności #52oddechynatury i pokazujemy, co można robić z dzieckiem 🙂

  7. Macierzyństwo to nie tylko „obciążenie” dzieckiem, uczy nas nowego spojrzenia na wiele kwestii, zmusza do poszukiwań, ale też baaaardzo rozwija. Pięknie o tym napisałaś, wyliczając co i jak można. Pozdrawiam 🙂

  8. Cóż… rodzicielstwo nie oznacza wcale końca naszego żywota ani jakiejś niesamowicie dojmującej ascezy. Zgadza się, życie wywraca się do góry nogami, ale po tej wywrotce wcześniej czy później wraca do mniejszej bądź większej normy 🙂 Trzeba po prostu nauczyć się w tej nowej rzeczywistości „pływać” i umiejętnie organizować sobie oraz dziecku czas. Myślę, że poprzeczka idzie nieco w górę wraz z przyrostem liczebnym „dzieciatego” bagażu. Z jednym mikroczłowiekiem jest względny spokój, a przy każdym kolejnym wypracowujemy nowe, coraz bardziej zaawansowane „technologicznie” modele tak zwanej normy. Masz jednak rację: dzieci dorastają, zyskują nowe umiejętności, uczą się niezależności i wcześniej czy później zyskamy to utracone pole manewru. Ba! Myślę, że czasy kołowrotku będziemy wspominać z łezką w oku. Zatem zamiast demonizować macierzyństwo tudzież tacierzyństwo rozkoszujmy się ich ich atutami. A jest tych atutów naprawdę wiele.

    1. Dokładnie. Rozkoszujmy się tym, zanim zaskoczy nas fakt, że nie jesteśmy już najważniejsze/najważniejsi dla naszego dziecka 🙂

  9. Mamą będę dopiero w lipcu ale już dziś od „życzliwych” nasłucham się, że wraz z urodzeniem dziecka skończy się moje życie 😀 dobrze jest czasami poczytać doświadczonych mam, które oprócz obowiazkow widzą w posiadaniu dziecka jakieś plusy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *